Seria niebezpiecznych zdarzeń i awarii wiązań dopadła skoczków narciarskich. Wystrzelenie wiązania przy prędkości przekraczającej 100 km/h może doprowadzić do poważnych konsekwencji. Zawodników potrafi uratować prozaiczny sznurek, ale nie wszyscy się na to decydują. Nie miał go choćby Peter Prevc, który w Planicy po makabrycznym upadku trafił do szpitala.
Dwie skocznie i trzy niebezpieczne przypadki uszkodzenia wiązań w skokach narciarskich, które doprowadziły lub mogły doprowadzić do bardzo poważnych upadków. Ostatnie dni nie są najlepsze dla sprzętu skoczków narciarskich. W niedzielnym konkursie indywidualnym w Oslo znowu doszło do niebezpiecznej sytuacji, bo przy lądowaniu strzeliło wiązanie w prawej narcie Andreasa Wellingera. Niemiec zdołał jednak opanować nartę i bezpiecznie dojechał na górę przeciwstoku. Powtórki pokazały, że Niemiec miał w tej sytuacji dużo szczęścia. Przy lądowaniu skoczek osiąga na dużym obiekcie około 120 km/h. Awaria wiązania w momencie lądowania to bardzo zła informacja. Ale bywają jeszcze gorsze, bo dźwięk strzelającego o nartę bolca w wiązaniu tuż po wyjściu z progu, to najgorsza rzecz, jaką może usłyszeć skoczek w locie.
Seria awarii wiązań w skokach. Zdrowie skoczków było zagrożone
Kilkanaście dni temu w Planicy koszmarny wypadek na treningu na dużej skoczni zaliczył Peter Prevc, któremu tuż po wyjściu z progu wypięło się wiązanie. Słoweniec od razu stracił kontrolę nad nartami i runął na zeskok. Ze wstrząśnieniem mózgu trafił do szpitala.
W piątek na skoczni w Oslo bardzo podobny przypadek spotkał Norwega Roberta Johanssona. W kwalifikacjach Norweg wyszedł z progu i poczuł, że w locie wypięło mu się tylne wiązanie. Doświadczony skoczek nagle zaczął wymachiwać rękami. Na szczęście zdołał uniknąć groźnego wypadku. Oczywiście nie zdołał awansować do konkursu, choć to w tej sytuacji schodzi raczej na dalszy plan.
- Cieszę się, że użyliśmy paska zabezpieczającego. Bez wątpienia, to on mnie uratował. Nie tak wyobrażałem sobie powrót na skocznię - napisał na Instagramie Robert Johansson. Przez turbulencje udało mu się skoczyć na odległość zaledwie 90 metrów, co dało mu przedostatnie, 60. miejsce w kwalifikacjach.
Pasek, o którym mówi Robert Johansson to nic innego, jak zabezpieczenie, którego używają skoczkowie narciarscy od wielu lat. Chociaż oczywiście ono ewoluuje i dziś na stronie producenta np. nart i wiązań Petera Slatnara można znaleźć profesjonalne zabezpieczenie kosztujące 36 euro. To mocowana na dwie śrubki klamerka wkręcana do buta oraz druga klamerka mocowana do narty, ale ze sznurkiem i bolcem.
Po wciśnięciu w tył buta plastikowej kostki wiązania zwykle zabezpiecza się to właśnie dodatkowym elementem. Obecnie może to być np. metalowy bolec na sznurku wciśnięty w klamerkę pod odpowiednim kątem. Dzięki temu nie ma możliwości, by dodatkowy bolec wysunął się w locie. Czasami jednak skoczkowie stosują dużo prostszą metodę. Wcale nie trzeba płacić 150 zł, bo wystarczy już kilka złotych. Tej metody używa np. Stefan Kraft. Jest to po prostu przykręcony do narty sznurek z pętelką. Z kolei do buta przykręca się np. zwykły haczyk i to już wystarczająco zabezpiecza buty.
Dlaczego zatem w Planicy Peter Prevc zaliczył w treningu w Planicy aż tak potworny wypadek, a narta wręcz odpadła z jego nogi w locie? - Nie miał tego zabezpieczenia - mówi nam jeden z producentów sprzętu. A jego zdanie potwierdzają też zdjęcia wypadku Prevca, gdzie trudno się dopatrzyć jakiegoś paska przy wiązaniu. Jest to wręcz niesamowite, że Słoweniec nie zdecydował się na dodatkowe zabezpieczenie swoich wiązań, bo w skokach awarie tego elementu to nic nowego.
Skoczkowie muszą sprawdzić sprzęt
Skąd tak dużo awarii w ostatnim czasie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Jeden z trenerów przekazał nam, że może to być po prostu zmęczenie materiału. Skoczkowie w ostatnim czasie oddawali bardzo dużo skoków. Sprzęt był wybierany i selekcjonowany na mistrzostwa. Wielu skoczków ma np. swoje ulubione buty czy ulubione wiązania, a wiadomo, że kostki w zapięciach mogą się wycierać i nie zawsze trzymają tak mocno, jak powinny. Nie od dziś wiadomo, że skoczkowie kombinują także z zapięciami. Wszystko jest tam na absolutnej granicy przepisów i bezpieczeństwa. Z drugiej strony wiązania zawsze puszczały i czasami komuś się to przytrafi. Chyba każdy pamięta upadek Anze Laniska w Kuusamo przed wieloma laty. Skoczkowi strzeliło wiązanie, gdy ten był wyłożony na nartach i zaliczył spektakularny upadek.
W tym sezonie wiązanie np. dwa razy wypinało się np. Kamilowi Stochowi, ale miało to miejsce przy lądowaniu. Wiemy, że Polak słynie z głębokiego telemarku, a wtedy na zapięcie działają duże siły, które potrafią doprowadzić do wypięcia kostki z buta.
Skoczkowie powinni jednak dokonać przeglądu swojego sprzętu i wymienić zużyte części, wszak już niedługo czekają ich loty czy to w Vikersund czy w Planicy. Wtedy każda awaria wiązania może nieć gigantyczne konsekwencje. Z drugiej strony Stefan Kraft przekonał się kiedyś, że awaria zapięcia może oznaczać np. stratę Kryształowej Kuli. W Trondheim w czasie konkursu w 2015 roku wydawało się, że Austriak wygra i powiększy przewagę nad rywalami w klasyfikacji PŚ. Tymczasem w czasie lotu puściło mu wiązanie lewej narty. Skoczkowi udało się wylądować. Nie bez problemów. Austriak stracił wiele punktów i także pozycję lidera PŚ na rzecz Severina Freunda. I to właśnie Niemiec na koniec sezonu sięgnął po Puchar Świata.