W pierwszą rocznicę zbrojnej agresji Rosji na Ukrainę na całym świecie miały miejsce liczne manifestacje sprzeciwiające się wojnie oraz solidaryzowania się z ofiarami. Co ciekawe odbywały się one również w Rosji. Z tego powodu zatrzymany ponad 50 osób.
Jedną z osób, którymi zainteresowały się służby, był niepozorny młody mężczyzna, który 24 lutego stał w centrum Niżnego Nowogrodu z kartką z napisem - "Nie dla wojny. Nie dla szaleństwa". Okazało się, że był to 17-letni Denis Buszujew, skoczek narciarski reprezentujący barwy lokalnego klubu, z którego wywodzą się Denis Korniłow czy Roman Trofimow. Nastolatek twierdzi, że stał tak około 20 minut, a ludzie, w większości, reagowali na niego zaskakująco pozytywnie.
Buszujew opowiedział o swoich przeżyciach krajowym mediom. - Po 20 minutach pojawili się policjanci, którzy odprowadzili mnie do furgonetki. Jeden z nich zaczął mnie przesłuchiwać, był przy tym trochę agresywny, próbował mnie odepchnąć. Potem zabrano mnie na komisariat. Starałem się mówić jak najmniej, więc przyznałem, że jestem po prostu przeciwny wojnie. Następnie sprawdzili mój telefon, zajrzeli do wszystkich aplikacji. Po kwadransie wrócili do mnie i powiedzieli, że zapisałem się do jakiejś ekstremistycznej organizacji. Cały czas próbowali wyciągnąć ode mnie informację, czy pracowałem na czyjeś zlecenie - czytamy na Zona.Media.
- Zapytali mojego ojca, co myśli o moim zachowaniu. Oczywiście zaczął mnie oczerniać, mówić, że naczytałem się w ostatnim roku dużo książek, że zamykam się w swoich myślach i ideach. Decyzja, co będzie ze mną dalej, zapadła dosyć szybko. Zostałem ukarany grzywną w wysokości 50 tysięcy rubli, a także umieszczono mnie na jakiejś czarnej liście. Obawiam się, że mogę zostać wydalony ze szkoły sportowej - dodał skoczek narciarski.
24 lutego minął rok od najazdu Rosję na Ukrainę. Do tej pory mało który sportowiec zdecydował się odważnie sprzeciwić się Władimirowi Putinowi. Głównie z obawy o konsekwencje.