Halvor Egner Granerud nazywał ten konkurs parodią skoków narciarskich. W emocjach za poszkodowanych uważali się też Austriacy i Słoweńcy. Ale im więcej mija czasu od sobotniej walki o medale między najlepszymi skoczkami świata, tym mocniej przebijają się głosy rozsądku.
Alexander Pointner, który przez lata jako trener Austriaków wygrał z nimi wszystko po kilka razy, napisał w poniedziałek w swoim felietonie w "Tiroler Tageszeitung", że rozumie żal, który na pewno siedzi w Stefanie Krafcie (prowadził po pierwszej serii, a finalnie zajął czwarte miejsce), ale nie zgadza się z tłumaczeniem niepowodzenia jego pechem i szczęściem Piotra Żyły.
"Oczywiście czwarte miejsce jest bardzo gorzkie, ale Kraft miał najlepsze warunki w pierwszej serii i dzięki temu był w stanie skoczyć tak, że prowadził. Drugi skok był dobry, ale trochę zbyt agresywny" - tak Pointner analizował sytuację. I dodawał, tłumacząc, jak i dlaczego Żyła awansował z 13. miejsca na pierwsze: "Polak miał bardzo zły wiatr w pierwszej serii i szczęście w finale. Ale to był też skok jak z innej planety, on nim - jak mawia Stefan Horngacher - zabetonował sytuację. Wielu ekspertów mogło nie brać pod uwagę Żyły, ale dla mnie był jednym z wielkich faworytów".
Jak się okazuje, swoje zdanie na temat wydarzeń z soboty znacznie łagodzi Granerud. - "Parodia" to była przesada. Dziś uważam, że konkurs był dość fair. Po prostu niektórzy trafili na trudne warunki. A norweskie media są dobre w wyciąganiu negatywnych opinii - mówił lider Puchar Świata w poniedziałek na spotkaniu z dziennikarzami z wielu krajów, podczas dnia medialnego reprezentacji Norwegii.
Jak policzyliśmy, lepsze warunki od Graneruda miało aż 22 skoczków. W sobotę w Planicy wiatr nie pomógł żadnemu z Norwegów. Dlatego o opinię na temat emocjonalnych komentarzy z soboty prosimy szefa norweskich skoków.
Clas Brede Brathen nie chce wdawać się w szczegóły i oceniać co kto powiedział słusznie albo i nie. Ale przełożony Graneruda i jego kolegów z kadry podkreśla dwie najważniejsze rzeczy: że to nie była parodia skoków, tylko konkurs z po prostu niestabilnymi warunkami. I że w nich swoją siłę bezsprzecznie pokazał Żyła.
- Warunki trochę się zmieniały, ale na koniec jest lista wyników, która pokazuje, kto był najlepszy. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, w jaki sposób Piotr był w stanie wykorzystać szansę w drugiej serii. Gratuluję mu kolejnego tytułu mistrza świata - mówi dla Sport.pl Brathen i chce już zakończyć temat rywalizacji na skoczni normalnej.
W środę skoczkowie przeniosą się na skocznię dużą. Wtedy odbędą się pierwsze treningi na obiekcie HS 139. W czwartek zostaną rozegrane kwalifikacje, na piątek zaplanowano konkurs indywidualny, a na sobotę drużynówkę.