Kompleks skoczni w Trondheim został już całkowicie wyremontowany. Przebudowano skocznie z myślą o mistrzostwach świata, które odbędą się w Norwegii za dwa lata. Pierwsi skoczkowie i pierwsze skoczkinie już oddają skoki na odmienionych obiektach Granasen. Przykład Silje Opseth pokazał, że da się tam daleko skakać, ale jednocześnie może być ono bardzo niebezpieczne.
Opseth wybiła się z rozbiegu normalnej skoczni w Trondheim (HS 105m) z dość dużą prędkością. Od początku lotu niósł ją mocny wiatr pod narty. Było pewne, że przekroczy rozmiar skoczni. Poleciała naprawdę daleko.
Norweżka miała noszenie, ale skracała skok już od ok. 70. metra. Głośno krzyczała, dopóki nie wylądowała w okolicach 116-117. metra. Musiała lądować na dwie nogi, ale była zmuszona podeprzeć się rękoma z tyłu. Inaczej mogłoby dojść do tragicznego w skutkach upadku. Opseth nie kryła szoku i przerażenia treningowym skokiem.
- Myślę, że to skok, który nie powinien mieć miejsca. Jechałam ze zbyt dużą prędkością, potem dostałam podmuch i popłynęłam. Byłam w szoku, kiedy wstałam i zobaczyłem tę odległość. Czułam strach przed śmiercią. Panikowałam. Myślałam, że wyląduję na płaskim i złamię każdą kość. Czułam się przerażona - wyznała Norweżka w rozmowie z NRK. Dodała też, że wylądowała lepiej, niż podejrzewała. Na szczęście nie odniosła żadnych obrażeń.
- Udało mi się wylądować na dwóch nogach, nie zrobiłam sobie krzywdy. Szybko powiedziano mi, że kończymy sesję treningową. To nie jest coś, czego chcą trenerzy. Panowała pełna zgoda co do tego, że powinno to się zdarzyć - dodała w wywiadzie dla kanału TV 2.
W ostatnim czasie Opseth zmaga się z kryzysem formy. Źle zniosła niepowodzenie na zawodach Pucharu Świata w Hinterzarten, kiedy pierwszy konkurs ukończyła w trzeciej dziesiątce, a w drugim nie weszła do finałowej serii. Takie przerażające skoki nie pomagają jej w poprawie formy.
- Ten sezon jest dla mnie burzliwy. Mam mieszane uczucia. Moim celem w tym roku było utrzymanie stabilnej formy i zajmowanie miejsc na szczycie. Czuję, że dzieje się dokładne przeciwieństwo tego - przyznała Norweżka.
W klasyfikacji generalnej PŚ Opseth zajmuje szóste miejsce z dorobkiem 634 punktów. Do będącej na trzecim miejscu rodaczki Anny Odine Stroem traci 181 pkt.
Patrząc na treningowy skok Ospeth, przypomina się historia Timiego Zajca z minionego weekendu w Willingen, kiedy w konkursie drużyn mieszanych uzyskał odległość aż 161,5 metra. Od początku leciał bardzo wysoko nad zeskokiem. Starał się skrócić skok, bo mógł wylądować dużo dalej, ponad 170., albo 180. metr, czyli już całkowicie na płaskim.
Z jednej strony skok był imponujący, a z drugiej naprawdę groźny i niebezpieczny, mogło dojść do koszmarnej kontuzji Słoweńca. Więcej o tym skoku pisaliśmy TUTAJ.