Wielka afera w skokach. "Kolega". Eisenbichler sugeruje, kto był "kretem"

Wywiad anonimowego skoczka, w którym oskarżył innych zawodników o oszustwa i uderzył w kontrolerów sprzętu, wstrząsnął środowiskiem. Jego słowa spotkały się z dużą krytyką skoczków.

- Praktycznie wszyscy oszukują. Praktycznie wszyscy oszukują, więc muszę się z tym pogodzić, inaczej nie miałbym szans. Powinno się podjąć działania już wcześniej. Teraz kontrolerzy są bezsilni, inaczej musieliby zdyskwalifikować połowę listy startowej - mówił anonimowy skoczek w ostatnim wywiadzie dla szwajcarskiego dziennika "Blick". Wiadomo, że brał udział w zawodach Pucharu Świata na austriackim mamucie Kulm. Jego opinia spotkała się z krytyką środowiska skoczków, m.in. w Niemczech.

Zobacz wideo Wach komentuje walkę Łaszczyka: Najważniejsze, że wygrał sport

Skoczkowie krytykują anonimowego rywala

Wypowiedzi anonimowego skoczka zdecydowanie zabolały wiele osób związanych ze skokami narciarskimi, trenerów i zawodników. Szczególnie tych, którzy często szukają nowinek technologicznych, korzystają z najnowszych rozwiązań, by zdobyć przewagę nad konkurencją. O sprawach ze sprzętem często się mówi w kontekście niemieckiej kadry skoczków. Ci otwarcie skrytykowali anonimowego zawodnika, a jego opinie uznają za nieporozumienie.

- Myślę, że to bardzo odważne stwierdzenie. To sport wyczynowy, w którym każdy stara się jechać do granic możliwości. Moim zdaniem kontrole są 100 razy lepsze niż w zeszłym sezonie. Ten skoczek powinien skoncentrować się na sporcie  - stwierdził Andreas Wellinger, cytowany przez portal Sport.de.

Według Karla Geigera nie powinno się krytykować kontrolerów za ich pracę. Muszą postępować zgodnie z przepisami i nie mogą przekraczać swoich kompetencji.

- To zawsze trudny temat. Taki kombinezon dopasowuje się do twojego ciała. Myślę, że kontrolerzy mają wytyczne, których się trzymają i nie powiedziałbym, by było to w jakikolwiek sposób nienormalne - ocenił Niemiec.

W tym sezonie za kontrole sprzętu odpowiada Austriak Christian Kathol, który zastąpił w maju minionego roku Fina Mikę Jukkarę. W obronę bierze go też Markus Eisenbichler.

- Sprawdza sprzęt bardzo dobrze. Sam się o tym przekonałem. Jeśli kombinezon faktycznie jest za duży, to mierzy go i odpadasz. Nie zawsze dyskwalifikuje od razu, jest sprawiedliwy. Tutaj chodzi o sport - przyznał Eisenbichler.

Anonimowy skoczek sam nagiął przepisy podczas konkursów PŚ w Austrii, miał za duży kombinezon. Mimo to bez problemu przechodził kontrole sprzętu i dopuszczono do zawodów, a po swoich skokach unikał kolejnych kontroli.

Eisenbichler wskazuje, kto mógł być "kretem"

Zdaniem Eisenbichlera anonimowym skoczkiem mógł być jeden ze Szwajcarów. W zawodach w Bad Mitterndorf startowało ich czterech - Simon Ammann, Gregor Deschwanden, Kilian Peier i Dominik Peter.

- Kolega ze Szwajcarii, który to powiedział, powinien się skoncentrować na najważniejszym - podsumował.

Najbliższe zawody Pucharu Świata odbędą się w dniach 11-12 lutego na skoczni w Lake Placid w USA.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.