Polskie skoki nie zginą bez Stocha, Żyły i Kubackiego. Wielki mit obalony

Jakub Balcerski
Konkurs indywidualny mistrzostw świata juniorów w Whistler przyniósł polskim skokom nie tylko brązowy medal Jana Habdasa. Wyniki Polaków, których w najlepszej dziesiątce było aż trzech, to pierwszy tak namacalny dowód na to, że będzie komu zastąpić najlepszych zawodników w przyszłości.

Wielokrotnie wśród polskich kibiców przewijały się zdania: zaraz będziemy jak Finlandia i Czechy. Zabraknie nam wyników, zawodników, bo Piotr Żyła, Dawid Kubacki i Kamil Stoch to jedni z najstarszych zawodników w całym Pucharze Świata, potem zaangażowania w dyscyplinę, a na koniec skoki z Polski znikną. To czarny scenariusz, ale było wielu, którzy się go obawiali. Słabsze wyniki kilku roczników skoczków skutecznie pomagały rosnąć niepewności, a wyraźnego znaku, że z młodzieżą jest w porządku nie było. Rósł niepokój i przekonywanie, że to słuszne podejście.

Teraz w końcu jest dowód i w końcu można jasno napisać: słowa o tym, że polskie skoki miałyby zginąć, to mit. W dodatku już obalony.

Zobacz wideo Kamil Stoch potrzebował specjalnej zgody. Tak wygląda jego zakopiańskie królestwo

Polska młodzież pięknymi skokami odpowiada na pytania o przyszłość. Przemiana

Brązowy medal Jana Habdasa, czwarta pozycja i mała strata do podium Kacpra Tomasiaka, solidne, dziewiąte miejsce Marcina Wróbla i szesnasta lokata po spadku z ósmej po pierwszej serii Klemensa Joniaka. Powiedzieć, że Polacy, którzy jeszcze rok temu skończyli indywidualny konkurs mistrzostw świata juniorów bez choćby jednego zawodnika w najlepszej dziesiątce, teraz w Whistler trochę się poprawili, to nic nie powiedzieć. Kadra przeszła sporą przemianę.

Oczywiście, w Kanadzie mogło być jeszcze lepiej, bo po pierwszej serii wszyscy Polacy zajmowali miejsca w czołowej dziesiątce, a na pozycji medalowej był Kacper Tomasiak. To wręcz kosmiczne wyniki pokazujące, że młode roczniki mają spory potencjał do rozwoju. Niby mistrzostwa świata juniorów czasem nie mają przełożenia na dalsze kariery zawodników, trudno z nich wyciągać wnioski. To jednak najważniejsze tego typu zawody dla młodych zawodników, pod które często podporządkowują swoje cele i pracę w trakcie sezonu. To dla tych medali trenują. Poza tym przecież Habdas, Tomasiak, Wróbel i Joniak już pokazywali swój talent. Tu go tylko potwierdzili. I to bardzo ważne. Odpowiadają pięknymi skokami i wynikami na pytania o przyszłość. Potrzeba było wyniku, który pokaże, że z młodymi zawodnikami nie jest tu tak źle, jak niektórzy do tej pory myśleli.

Jan Habdas podczas MŚJ w WhistlerJest medal Habdasa! Fenomenalny konkurs i wielki sukces polskich skoczków

Nie ma co obwoływać ich od razu przyszłymi mistrzami świata, czy zdobywcami Pucharu Świata, to jasne. Ale już tymi, którzy mają wejść do polskich skoków i dalej je prowadzić, wskakując do czołówki? Jak najbardziej. "To, że skoki narciarskie nie znikną w Polsce w taki sposób, w jaki niemal przestały istnieć skoki w Finlandii, jest pewne. Mamy olbrzymią tradycję, potężne know-how, a inwestowane w szkolenie i w infrastrukturę miliony kiedyś się zwrócą. Wyzwanie, przed którym stoi Polski Związek Narciarski, polega na tym, by zwróciły się jak najszybciej. Tak, byśmy na igrzyskach w 2026 roku znów mogli patrzeć w kierunku podium" - pisał rok temu na Sport.pl Piotr Majchrzak. Kryzys zawsze może nadejść, a niektórych dziur pokoleniowych może nie dać się załatać. Ale końca świata, zapaści, czy upadku skoków w Polsce nie będzie.

PZN podjął ryzyko. Teraz trenerzy zasłużyli na uznanie

Rok temu wielu oczekiwało wielopoziomowej rewolucji w polskich skokach. Tak samo w kadrze narodowej, która później zyskała zupełnie nowy sztab i kształt, jak i na zapleczu, czy u juniorów. Bo wszędzie brakowało wyników i wydawało się, że zmiany są konieczne.

Na Sport.pl też pisaliśmy o potrzebie zmian nawet w przygotowaniach najmłodszych zawodników w kraju. PZN postawił jednak na ryzykowny krok: dał trenerom szansę i obdarzył zaufaniem, choć wielkiego postępu nie było. Teraz działacze mogą być jednak zadowoleni. Nawet jeśli w kadrze z Whistler w stosunku do Zakopanego nie zmienił się tylko Jan Habdas, to wszyscy skoczkowie pracowali z tymi samymi trenerami. I im też należy się zauważenie ciężkiej pracy i uznanie.

Thomas Thurnbichler"O mój Boże, to była przesada". Trener polskich skoczków reaguje na swój błąd

"Nie możemy narzekać", "Będzie miał kto zastąpić starszych". Spokój o przyszłość u polskich trenerów

A jak szkoleniowcy oceniają obecny potencjał swoich zawodników? - Mamy dobrych młodych skoczków, dziś to pokazali. Oczywiście, może nie ma ich najwięcej, ale nie jest też tak, że nie ma ich wcale. We wszystkich rocznikach zawsze jest po dwóch-trzech chłopaków, o których możemy mówić, że mają dobry, wysoki potencjał - uważa trener kadry juniorów, Daniel Kwiatkowski. - Nie możemy narzekać, tak trzeba na to patrzeć - ocenia w rozmowie ze Sport.pl.

- Mamy grupę młodych zawodników: juniorów, młodzików, chłopców starszych i myślę, że na pewno z niej będzie miał kto zastąpić starszych w Pucharze Świata - uważa trener ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku, Sławomir Hankus. - Nie wymienię ich wszystkich, bo nie chcę nikogo pominąć, ale jestem spokojny o przyszłość - dodaje.

Sam Kamil Stoch zapytany o polską młodzież w skokach mówił o niej pozytywnie. - Ten proces jest naturalny, to efekt systemu szkolenia wprowadzonego przez związek przy pomocy sponsorów. Zwłaszcza firmy Lotos, która wsparła dyscyplinę w wielkim stopniu i wykonała świetną pracę. Teraz możemy zbierać tego plony. Mam nadzieję, że to jest dopiero początek rozkwitu polskich skoków - tłumaczył na mistrzostwach Polski w Zakopanem jesienią 2021 roku.

DLOKRThurnbichler jest otwarty na rewolucję w skokach. Rywale Polaków protestują

Teraz kluczowe będzie też jeszcze poprawić wrażenie po indywidualnych zawodach w drużynówce. Ta rozpocznie się w sobotę, 4 lutego o 21:30 polskiego czasu. O medal, być może nawet złoty, Polacy powinni powalczyć przede wszystkim z Austriakami.

Więcej o: