"O mój Boże, to była przesada". Trener polskich skoczków reaguje na swój błąd

Piotr Majchrzak
- Gdy schodziłem po drugim konkursie na Kulm, pomyślałem: "o mój Boże, to była przesada" - mówi w rozmowie ze Sport.pl Thomas Thurnbichler, trener polskiej kadry skoczków. Austriak wymienia swoje błędy i tłumaczy skąd wzięła się obniżka formy biało-czerwonych. Zapowiada też, że jej szczyt dopiero ma przyjść i wszystko jest w jego planie.

Piotr Majchrzak: Ostatnie dwa weekendy pokazały, że polscy skoczkowie znaleźli się w dołku, popełniają więcej błędów i „na oko" wyglądają gorzej fizycznie. Jak podchodzisz do tego jako trener, jakie są wasze obserwacje w sztabie?

Thomas Thurnbichler: - Tak, to był cięższy okres od Zakopanego, przez podróż do Japonii, po Kulm. I na pewno to widać. Nie powiedziałbym, że skoczkowie są zmęczeni, ale na pewno nie są teraz w szczycie swojej dyspozycji. To jest zupełnie normalne. Szczególnie było to widać na Kulm, gdzie też pewne decyzje z mojej strony mogły wyglądać inaczej.

Zobacz wideo Kamil Stoch potrzebował specjalnej zgody. Tak wygląda jego zakopiańskie królestwo

Co można było zrobić lepiej?

- Myśleliśmy sobie, że jeden dodatkowy trening na skoczni po Sapporo będzie dla nas dobry. Chcieliśmy odzyskać naturalne skoki, ale czasami mniej znaczy więcej. Myślę, że lepszą decyzją zamiast treningu w zeszłym tygodniu byłoby skupienie się na dobrym odpoczynku. Jeśli połączymy to ze zbyt dużą liczbą detali, nad którymi chciałem się skupić na Kulm, w efekcie nie byliśmy w stanie pokazać wszystkiego, co  najlepsze. Widziałem skoczków na Kulm i dostałem również informację zwrotną po tym wydarzeniu, że są trochę wyczerpani. Jako trener musisz podejmować decyzje. Czasami są one właściwie, czasami nie.

Czy ta gorsza forma fizyczna jest spowodowana na przykład cięższym treningiem?  Pamiętam, że Stefan Horngacher specjalnie dokładał treningu po Turnieju Czterech Skoczni. Tak, by skoczkowie byli w doskonałej formie w połowie lutego. Potem w styczniu mieliśmy zazwyczaj gorszy okres, ale faktycznie drugi szczyt formy przychodził później.

- Tak, na pewno jest też w moim planie fizycznym. Chcę, by drużyna była w szczycie fizycznym na mistrzostwa świata. Więc ja też coś dodałem w treningu, by budować ponownie siłę i wytrzymałość na drugą część sezonu. Na najważniejsze zawody.  Zawsze skupiamy się na dobrym rytmie treningu fizycznego. Zimą zawsze są zawody, regeneracja, zawody... Jeśli nie jest to konieczne, nie skaczesz między weekendami, bo harmonogram konkursów jest naprawdę napięty. I właściwie nie ma miejsca na te treningi.

Twoje słowa odbiły się szerokim echem. Kibice byli wręcz zachwyceni, że wziąłeś winę na siebie. I że najpierw znalazłeś swój błąd. I nie szukałeś go gdzie indziej.

- Tak, staram się być po prostu szczery, ha ha. Wiesz, wiedziałem, że niektóre decyzje z mojej strony nie były dobre. Wtedy nie będę winił zawodników za to, że nie wykonali moich uwag na tym poziomie, jak chciałem. Sam widziałem, że popełniłem błędy. To były moje pierwsze zawody jako głównego trenera lotów narciarskich i byłem skupiony na zbyt wielu małych szczegółach. W końcu, gdy  schodziłem po drugim konkursie, pomyślałem: "o mój Boże, to była przesada".  To było po prostu za dużo jak na tak dużą prędkość, na tak dużą skocznię. Zbyt wymagające na lotach narciarskich.

W książce Miki Kojonkoskiego, legendarnego trenera, jest napisane, że trener dobrych skoczków nie może dawać przesadnych sugestii. Musi być 1/3 rad i 2/3 pochwał i gratulacji. A czasami jedno słowo za dużo może wszystko zepsuć.

- Tak, to zawsze jest mieszanka obu różnych czynników. Trzeba zawsze wyważyć parametry fizyczne danego skoczka, to, jaki jest jego aktualny "stan społeczny", co się dzieje z rodziną, czy wszystko jest w porządku. Na końcu ta rada udzielana zawodnikowi musi być podana w odpowiedniej ilości i w odpowiedni sposób. Musi być idealnie wyważona.

Dawid Kubacki od września jest w kapitalnej formie. Granerud od ostatnich dni grudnia. To normalne, że w pewnym momencie u Dawida musiał przyjść mały kryzys. Ale czy uważasz, że samymi treningami jesteś w stanie doprowadzić Dawida do maksymalnej formy w Planicy? Czy bierzecie pod uwagę odpuszczenie zawodów?

- Wiadomo, że mistrzostwa świata są celem. Musimy się zastanowić, czy możemy coś pominąć. W tej chwili plan jest taki, że jedziemy do Willingen i do Lake Placid. Teoretycznie możemy opuścić zawody w Rasnovie. Tam jest tylko jeden konkurs indywidualny i to by było racjonalne. Tylko akurat w przypadku Dawida Kubackiego musimy jechać weekend za weekendem. Walczy o Kryształową Kulę, dlatego musimy podejmować racjonalne i adekwatne decyzje. Będziemy się musieli dostosować do sytuacji, w której się znajdziemy.

W Rasnovie jest tylko jeden konkurs, ale akurat na skoczni, która chyba leży Kamilowi i Dawidowi.

- Tak. Na razie plan jest taki, żeby startować tam, gdzie jest to możliwe. Musimy odpowiednio tym wszystkim zarządzać w zakresie regeneracji, aby pozostać w formie. Myślę, że wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski po Kulm, aby powoli przywrócić wszystkich do odpowiedniej dyspozycji.

W składzie na Willingen jest Kuba Wolny. Dla kibiców to szalenie kontrowersyjny wybór, patrząc na formę twojego skoczka. Czy nie boisz się trochę głosów, że faworyzujesz skoczka z kadry A? A nie bierzesz na przykład Tomasza Pilcha, który ostatnio był na podium w COC.

- Po pierwsze, wiadomo, że zawsze łatwo jest oceniać to z zewnątrz. Myślę, pokazałem to w okresie letnim, że szukam kontaktu z drugą drużyną. Z wielką radością brałbym kogoś z drugiej drużyny. Ale ostatecznie chodzi o to, że nie widzimy tych wyników. Gdy w zeszłym tygodniu zrobiliśmy trening na Wielkiej Krokwi przed Kulm, to Kuba Wolny w każdym skoku skakał 10-15 metrów dalej od Tomka Pilcha. A wszyscy wiedzieliśmy, że Kuba jest dobrym lotnikiem, ma tam doświadczenie. Dlatego świadomie go wybraliśmy i zaczął od lotu na 225 metrów. Okej, dwa razy nie wszedł do konkursu, bo nie pokazał tego, co wcześniej widzieliśmy na treningach.

O co chodzi więc z Tomkiem Pilchem, który w Pucharze Kontynentalnym potrafił ostatnio stawać na podium?

Jeśli byłby taki gość, który występowałby w tej chwili na dobrym poziomie w Pucharze Kontynentalnym, to od razu wziąłbym, go do drużyny. Ale w tej chwili nie ma kogoś takiego. Nie zrozumcie mnie źle, Tomek Pilch naprawdę skacze dobrze, ale zbyt niestabilnie. Pokazuje to też w Pucharze Kontynentalnym. Popatrz  na wyniki, czasem jest wysoko, a potem zaraz nisko (miejsca Pilcha w zawodach PK w styczniu: 16., 2., 12., 17., 3 – przyp.red).

Dlatego w zeszłym tygodniu rozmawialiśmy kogo wziąć i nawet Maciek Maciusiak powiedział, że nie ma sensu teraz brać Tomka na loty. Zdecydowaliśmy o tym w grupie trenerów. To nie była tylko moja decyzja. Teraz kadra B jest na obozie w Zakopanem. Starają się podbudować swoją formę. Słyszałem od Maćka, że idzie im dobrze. Wygląda na to, że są coraz lepsi. I jeśli tylko potwierdzą to wyniki, to od razu kogoś wezmę.

Trudno być zadowolony z obecnej formy naszej kadry B. Czy masz jakieś pomysły, jak im pomóc? TVP informowało ostatnio, że rozmawiałeś na ten temat z Maciejem Maciusiakiem – trenerem kadry B.

- To jest pierwszy sezon, w którym pracujemy razem z Maćkiem. To nie jest tak, że pracujemy oddzielnie, ale musimy znaleźć pewne elementy, które musimy lepiej dopracować i połączyć. Wiadomo, że Maciej Maciusiak wybrał na ten rok swój system szkolenia. Myślę, że w przyszłym roku będziemy musieli znaleźć wspólne rzeczy i wszystko lepiej dopasować, by iść w tym samym kierunku. Ale to jest kwestia na przyszłość. Teraz kadra B naprawdę się stara i ciężko pracuje. Wiem, że dają z siebie wszystko. Na koniec sezonu musimy jednak wyciągnąć wnioski, które poprawią wszystko na przyszły rok.

Są też pozytywy. Aleksander Zniszczoł notuje bardzo pozytywny czas. Widziałem ostatnio statystykę, że w całej swojej karierze 8 razy był w TOP 10 serii w Pucharze Świata. A 4 razy miało to miejsce w styczniu 2023. Skacze chyba najlepiej w życiu. Słyszałem, że w grudniu bardzo w niego wierzyłeś, dałeś mu konkretny plan.

- Myślę, że zrobiliśmy z nim właściwe kroki i pracował bardzo dobrze. Na początku zimy jego skoki nie były najlepsze, ale pozostał skupiony na właściwych rzeczach i w tej chwili staramy się zachować prostotę i pracować więcej w locie i Olek naprawdę się poprawia. Jak pojawiały się dobre warunki, potrafił to świetnie wykorzystywać. Teraz chodzi o to, żeby Olek pozostał skupiony i budował pewność siebie. Praca idzie w dobrym kierunku.

Czy uważasz, że Zniszczoł ma teraz potencjał na jeszcze lepsze wyniki? Na pewno masz w głowie jakieś małe cele.

- Presja nie powinna mu teraz przeszkadzać. Ale chodzi przede wszystkim o ustabilizowanie formy. W skokach najpierw coś ustabilizować i dopiero później wykonać kolejny krok. To jest mój główny cel dla Olka, żeby na kolejnych zawodach udało mu się zajmować miejsca 10-25. A potem zobaczymy, co jest możliwe.

Rozpoczynają się mistrzostwa świata juniorów. We wtorek na treningu znakomicie zaprezentował się Kacper Tomasiak. Ma dopiero 15 lat, ale od kilku miesięcy imponuje techniką. Co dla ciebie, jako głównego trenera kadry skoczków, byłoby dobrą informacją z Whistler?

- W ostatnich latach wyniki nie były tak dobre. Dobrze byłoby mieć niektórych chłopaków w TOP 10. Pewnie jeden medal podczas tych MŚJ byłby już fajny. To, co widziałem w wynikach treningów, jest okej. Wygląda na to, że w tym roku nasi juniorzy podeszli bliżej czołówki. Wykonali dobrą pracę i mamy tutaj kilku naprawdę obiecujących młodych skoczków. To dobrze.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.