Najgorszy weekend Polaków w sezonie. Thurnbichler może dokonać zaskakującej zmiany

Jakub Balcerski
Choć to był najgorszy weekend Pucharu Świata odkąd trenerem Polaków został Thomas Thurnbichler, to nie ma co bić na alarm. Zawodnicy nie mieli szczęścia, czasem brakowało im energii, ale nieco słabsze wyniki mogą im się przydać. Bo teraz przed nimi i sztabem szkoleniowym ważny test: jak na nie zareagują?

348 - tyle punktów polscy skoczkowie zdobyli i wywiozą z Sapporo. W indywidualnych konkursach nie wywalczyli tyle jeszcze nigdzie w tym sezonie, ale wyjazdu do Japonii raczej nie zaliczą do udanych. To wręcz najgorszy weekend tego sezonu pod względem ich wyników.

Zobacz wideo Adam Małysz pokazał, jak naprawdę wygląda jego codzienna praca w roli prezesa

Kubacki dogoniony, Austriacy uciekają nawet w słabym dniu. Statystyki nie bronią Polaków

Do tej pory za taki uchodził ten z końcówki listopada w Ruce w Finlandii. Wtedy w dwóch konkursach Polacy zdobyli 236 punktów, średnio 118 punktów na jedne zawody. Tym razem było gorzej - w trzech konkursach na Okurayamie średnia to 116 punktów. W trzecim konkursie rezultaty Polaków były najgorsze - Piotr Żyła zajął ósme, Dawid Kubacki jedenaste, Aleksander Zniszczoł siedemnaste, Kamil Stoch 23., a Paweł Wąsek 26. miejsce.

Kubacki stracił niemalże połowę przewagi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i jeśli Halvor Egner Granerud w tym tempie będzie gonił Polaka to już podczas lotów w Kulm w kolejnym tygodniu może mu odebrać żółty plastron lidera. W dodatku w Pucharze Narodów, choć liderzy z Austrii też mieli najsłabszy dzień w sezonie Polakom nie udało się ich ograć i wykorzystać szansy na odrobienie strat.

Dawid Kubacki (po lewej) i Halvor Egner Granerud (po prawej)Coraz trudniejsza sytuacja Kubackiego. Tak wygląda klasyfikacja generalna PŚ po Sapporo

Kubacki mówi o zmęczonych nogach. To nie wygląda na realną obniżkę formy

To wszystko nie jest przyjemne. Boli, że po kilkunastu dniach świetnej passy Kubackiego, który nie wypadał z najlepszej piątki przez jedenaście konkursów, a w dziesięciu z nich stawał na podium, ale także dobrych wyników całej kadry, przyszedł mały dołek. Ale ważne, żeby zastanowić się nad jego przyczyną. Czy wpływ na dyspozycję Polaków miały loteryjne warunki na skoczni, zmęczenie wyjazdem do Azji, a może realna obniżka formy?

Chodzi raczej o dwa pierwsze czynniki. Przecież skoki Polaków technicznie wyglądały na co najmniej poprawne, solidne, a nie jakby diametralnie zmieniły się z weekendu na weekend. Może brakowało im detali, a te w tym sezonie mają rzeczywiście spore znaczenie, ale nie powinny powodować, że od czołówki dzieli ich przepaść. W Sapporo różnice były wyraźne, ale trudno powiedzieć, żeby zawodnicy Thurnbichlera stracili kontakt z czołówką.

- Nie załamywałbym się, bo wiemy, że w Japonii może być dużo gorzej. Nie miałem wybitnego szczęścia do warunków. Tak po prostu tutaj jest. Moim skokom sporo brakowało. Nie będę zrzucał winy na godzinę rozgrywania konkursu, ale czułem, że nogi nie pracowały jak trzeba. Może czuły już zmęczenie tym wyjazdem, ale uważam, że pod kątem technicznym to się broni - mówił Dawid Kubacki w rozmowie z Eurosportem. Nie czuć, żeby był mocno zaniepokojony. U trenerów na wieży widać było zawód, odwracania wzroku i szybkie zejście w dół, gdy ostateczny wynik okazał się słabszy niż oczekiwali, ale przy skokach poprzednich Polaków dało się zobaczyć nawet uśmiechy i radość.

Dawid Kubacki"A co to zmienia?". Kubacki niemal złapany po najgorszym weekendzie w sezonie

Zaskakująca zmiana w składzie Polaków? Wąskowi przyda się trochę spokoju

U Dawida Kubackiego nie wszystko funkcjonowało idealnie - to ustaliliśmy. Piotrowi Żyle długo brakowało odpowiedniej energii, ale same skoki też nie wyglądały źle. Pojawiały się małe błędy - choćby mocne zabranie się z nartami tuż za progiem, ale w zasadzie nie wpływały na jego wyniki. Często lądował poza granicą 130 metrów, więc trudno byłoby oczekiwać dużo więcej. Kamil Stoch sam twierdzi, że nie wszystkie szczegóły dopracował do granic możliwości, ale swoje próby określa jako dobre. Zatem u trzech najlepszych dotąd polskich skoczków na Okurayamie nie było diametralnych zmian, które spowodowałyby gorsze wyniki. Nie było też jednak błysku.

Ten pojawiał się u dwóch pozostałych skoczków polskiej kadry. Aleksander Zniszczoł umiejętnie korzystał z dobrych warunków i lądował daleko - w sobotę był nawet na podium po pierwszej serii zawodów, choć potem mocno spadł w klasyfikacji. Udowodnił jednak, że warto na niego postawić. Za to Paweł Wąsek, który od kilku konkursów ma nieco słabszy moment i jego forma nieco kuleje, miał swój moment w niedzielę, gdy sam był zadowolony zwłaszcza ze skoku w pierwszej serii.

Wydaje się jednak, że Polak jest zmęczony i możliwe, że lepiej będzie dać mu trochę spokoju, zamiast na siłę puszczać na loty narciarskie do Kulm. To sprawia, że możliwa będzie dość zaskakująca zmiana w składzie: kto wie, czy do Austrii nie poleci Jakub Wolny, który, choć w Pucharze Kontynentalnym ostatnio nie prezentował równej i dobrej formy, uwielbia mamuty i mógłby się na nich na dobre obudzić. Sportowo na ten wyjazd zasłużył za to Tomasz Pilch, który w drugim konkursie PK w Eisenerz był czwarty, ale dla niego byłby to debiut na mamucich obiektach.

Ważny test dla Polaków. Rywale gonią i będą brylować

Po skokach w Sapporo pomimo przykrych statystyk nie powinno się bić na alarm. Ocenę skoków Polaków z Okurayamy trzeba podzielić jeszcze przez trudne warunki, do których niemal w każdej serii nie mieli wiele szczęścia. A ósme miejsce jako najgorszy wynik najlepszego z Polaków w całym sezonie jeszcze rok temu bralibyśmy nie tyle w ciemno, ile z pocałowaniem ręki.

Sytuacja zrobiła się jednak także dość interesująca. Przed Polakami ciekawy test: jak sztab i skoczkowie zareagują na taki nieco gorszy wynik? Nikt nie chce, żeby wyniki były jeszcze słabsze, a pobudzenie w postaci kolejnych sukcesów byłoby bardzo pozytywnym impulsem.

Polacy nie wykorzystali szansy. Tak wygląda klasyfikacja Pucharu Narodów po SapporoPolacy nie wykorzystali szansy. Tak wygląda klasyfikacja Pucharu Narodów po Sapporo

Choć trzeba przyznać, że to rywale Polaków mogą patrzeć na kolejne tygodnie z o wiele lżejszym sercem i głową. Stawiają przed nimi wyzwanie, zaczęli gonitwę w kluczowych klasyfikacjach. Wyniki zwłaszcza w przypadku Norwegów, czy Słoweńców utrzymują się na wysokim poziomie albo są najlepsze w ostatnim czasie. Austriacy wyglądają tylko nieco gorzej, a do tego wszystkiego trzeba jeszcze dodać Japończyków pod postacią wracającego do świetnej formy Ryoyu Kobayashiego. Przed nami pierwsze loty każda z wymienionych kadr może brylować. Ale Polacy niech się przesadnie nie martwią i robią swoje. To w takim momencie najważniejsze.

Więcej o: