Dawid Kubacki stracił zwycięstwo, Japończycy w euforii

Dawid Kubacki zajął drugie miejsce w konkursie w Sapporo, choć prowadził po 1. serii. Co prawda wyprzedził Halvora Egnera Graneruda, ale zwycięzcą, dość niespodziewanie, został reprezentant gospodarzy, Ryoyu Kobayashi. Czwarte miejsce zajął Kamil Stoch, a 14. Piotr Żyła.

W miniony weekend skoczkowie rywalizowali na Wielkiej Krokwi. W niedzielnym konkursie indywidualnym triumfował Halvor Egner Granerud, a dzień wcześniej zawody drużynowe wygrała Austria. Teraz najlepsi skoczkowie świata przenieśli się na azjatycki kontynent. W piątek zawody Puchar Świata odbyły się w japońskim Sapporo.

Zobacz wideo

Pierwsza seria przebiegła bez zakłóceń. Wszyscy skoczkowie mieli raczej równe warunki, czyli wiatr z tyłu skoczni. Z nim nie poradzili sobie Polacy – Olek Zniszczoł i Paweł Wąsek. Pierwszy z nich uzyskał 114 metrów, a drugi 118. Nie wystarczyło to do zajęcia miejsca w czołowej trzydziestce. Zniszczoł skończył zawody na 38. miejscu, a Wąsek na 33.

Mniej więcej w połowie konkursu wiatr zaczął zmieniać kierunek i wiać pod narty. Skorzystał z tego ulubieniec gospodarzy, Ryoyu Kobayashi. Japończyk skoczył 135 metrów i mimo punktów odjętych za wiatr objął prowadzenie, które utrzymywał niemal do samego końca pierwszej serii. Niemal, bo zdetronizował go Dawid Kubacki. Polak skoczył 137 metrów, co było najlepszą odległością. Lider PŚ dostał też najlepsze noty i po pierwszej serii prowadził, mając przewagę 3,9 punktu nad drugim Kobayashim.

A to nie był koniec dobrych wiadomości po pierwszej serii. Dopiero trzeci był Halvor Egner Granerud. Na jego skok na życzenie trenera obniżono belkę o dwa stopnie. To się jednak nie opłaciło, bo Norweg, który wygrał kwalifikacje z bardzo dużą przewagą nad Kubackim, skoczył 130,5 metra i mimo ponad 7-punktowej rekompensaty uplasował się za Kobayashim. Tuż za Granerudem znalazł się Kamil Stoch po skoku na 133 metr. W pierwszej dziesiątce znalazło się też miejsce dla Piotra Żyły. Był ósmy po skoku na 131,5 metra.

Kubacki pokonał Graneruda, ale nie wygrał. Kobayashi zaskoczył wszystkich

W drugiej serii skoczkowie starali się wykorzystać znacznie bardziej sprzyjające warunki. Wiatr cały czas wiał pod narty, aczkolwiek jego prędkość się zmieniała. Ale przy skokach pierwszej dziesiątki wiatr nagle się odwrócił. Noszenia na dole skoczni zabrakło Żyle, który skoczył 124,5 metra i skończył zawody na miejscu 14. Kamil Stoch skoczył jeszcze bliżej (123,5), ale on po swoim skoku… został liderem, bo miał dodane punkty za wiatr i odpowiednio dużą przewagę po pierwszej serii. Po nim liderem został Granerud (126 metrów), a następnie konkurs został na moment przerwany, bo warunki zmieniły się diametralnie. Zaczęło wiać mocno w plecy. Tak mocno, że Kobayashi musiał poczekać na swoją kolej.

Przerwa nie podziałała na niego deprymująco, bo przy wietrze w plecy skoczył 130 metrów. Po nim na górze został tylko Dawid Kubacki. Polak tym razem nie dał rady. Skoczył 125,5 metra i zajął drugie miejsce. Dobra wiadomość jest jednak taka, że powiększył przewagę nad goniącym go w klasyfikacji generalnej Granerudem.

Po skoku Kubackiego świętować mogli Japończycy. Niespodziewania zwycięzcą okazał się ich reprezentant, Ryoyu Kobayashi. To pierwsza wygrana Japończyka od 27 lutego 2022 roku, kiedy triumfował w Lahti i pierwsze podium od 3 marca, kiedy był drugi w Lillehammer.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.