FIS reaguje na skandaliczną sytuację w Zakopanem. Sedlak założył kaptur i ruszył

Piotr Majchrzak
Dyrektor Pucharu Świata w skokach narciarskich Sandro Pertile skomentował sytuacje z końcówki konkursu w Zakopanem i wręcz absurdalnie trudnych warunków, z jakimi musiał sobie radzić Dawid Kubacki. Borek Sedlak miał być po zawodach zdruzgotany, a skocznie opuszczał w kapturze.

- Po konkursie rozmawialiśmy z Thomasem Thurbichlerem i ludźmi z Polskiego Związku Narciarskiego. Chodziło oczywiście o sytuacje z udziałem Dawida Kubackiego w drugim skoku. Z naszej strony sytuacja wygląda tak, że to jest absolutnie normalna sytuacja w zawodach. Takich sytuacji mamy dziesiątki w sezonie. Niestety, czasem jest tak, że masz szczęście, a czasami tego szczęścia nie masz. Nie mamy wpływu na to, co wydarzy się już po zapaleniu zielonego światła. W przypadku Kubackiego wszystko odbyło się w korytarzu - powiedział nam Sandro Pertile, dyrektor Pucharu Świata.  

Zobacz wideo Zakopane upada. Szokujące ceny, stragan na straganie

Polscy kibice są wściekli na Borka Sedlaka

Według osób przebywających na wieży sędziowskiej słychać, że Borek Sedlak miał być wręcz zdruzgotany końcówką konkursu. Opuszczał skocznie zakapturzony i długo po zawodach.

Po weekendzie Pucharu Świata w Zakopanem polscy kibice mogą być wręcz wściekli na działanie Borka Sedlaka odpowiedzialnego za startowanie zawodników. W sobotę Polacy o jeden punkt przegrali walkę o zwycięstwo w konkursie drużynowym, gdzie Kubacki w ostatnim skoku skakał w fatalnych warunkach. A w niedzielę Dawid Kubacki o 1,6 pkt przegrał "wygrany" konkurs indywidualny. Niestety w niedzielę Polacy mieli kolosalnego pecha do warunków atmosferycznych. Nie dość, że w pierwszej serii odpadł Piotr Żyła, to w zarówno Kamil Stoch, jak i Dawid Kubacki w obu skokach skakali w bardzo złych warunkach. 

- Porozmawiałem z Borkiem Sedlakiem po tych zawodach. Wiecie, na koniec decyduje to, że wiatr był w korytarzu, więc wszystko odbyło się zgodnie z zasadami. Tylko że czasami trzeba podjąć decyzję dla dobra sportu i sportowców. Gdybym ja był na miejscu Borka Sedlaka, to prawdopodobnie ściągnąłbym Dawida z belki i poczekał na bardziej wyrównane warunki. Tylko że to jego praca, jego decyzje - mówił po konkursie Thomas Thurnbichler, trener polskiej kadry.

Małysz: Jestem prezesem i mogę sobie pozwolić

- Zawodnicy muszą być dyplomatyczni, ale ja jestem prezesem i mogę sobie pozwolić. Jestem bardzo zły na tę sytuację. Nie powinno tak być. Jesteśmy u siebie... Wiem, że to nie ma żadnego znaczenia, ale jest 20 tysięcy kibiców i wystarczyło odrobinę poczekać. Dawid jechał na końcu i dostał ponad 20 punktów za wiatr. A przed nim zawodnicy mieli kilka punktów dodanych. To ogromna różnica. Jak będę miał tylko okazję, to na pewno porozmawiam z Sandro Pertile. Wiadomo, że Borek Sedlak ma bardzo niewdzięczną robotę i nie chciałbym tego robić. Zawsze jest tak, że ci, co są starterami, to zwykle się jakoś ukrywają. I trudno z nimi porozmawiać - śmiał się Adam Małysz, prezes PZN po niedzielnym konkursie

Gdy Kamil Stoch w drugiej serii siadł na belce, system pokazał, że musi skoczyć 144,5 metra do objęcia prowadzenia. Polak miał dobry wiatr i czekał długo - nie dostał jednak zielonego światła. Po chwili usiadł na belce i miał już bardzo mocny wiatr w plecy, za który dodano mu aż 18 punktów. Chwile później... na belce usiadł Stefan Kraft i system pokazał, że musi skoczyć 145 metrów, po czym... zapaliło się zielone światło i Kraft oddał kapitalny skok na 145,5 metra (znakomicie wylądowany telemarkiem). Największe kuriozum pokazujące niesprawiedliwość rywalizacji pokazał skok Dawida Kubackiego. W momencie, gdy Kubacki siedział na belce system "to beat" pokazywał, że Polak musi skoczyć 135 metrów, by wygrać konkurs. Sedlak czekał z zapaleniem światła, a w tym czasie w około 15 sekund zerwała się wichura z wiatrem w plecy. Potwierdziła to także zielona linia, która nagle przesunęła się ze 135 na 123 metry! W takich warunkach nie było absolutnie żadnych szans na oddanie dobrego skoku.  

Jury zawsze się obroni, kibice od skoków odejdą

Oczywiście zawsze jury będzie broniło się tym, że wiatr był w korytarzu. Tylko że kompletnie cierpi na tym rywalizacji fair play. Cierpi na tym mocno zszargany już PR skoków narciarskich, od których odwracają się kibice. Ci doskonale widzą, że w takich sytuacjach brakuje po prostu kompetencji i zarządzania sytuacją na skoczni.  Ba, kilka tygodni temu Łukasz Kruczek pokazał na mistrzostwach Polski w Wiśle, jak można poprowadzić bardzo loteryjny konkurs. Starał się wyrównywać szanse skoczków i robił to niezwykle dobrze. W przeszłości Miran Tepes też potrafił to robić. A zdaje się, że u Borka Sedlaka czasem brakuje wyobraźni i odpowiedniej dbałości o dobro sportowców. 

W przypadku sytuacji z Kubackim nie chodzi o to, że wiatr był w korytarzu. Chodzi o to, że zielone światło zostało zapalone w sytuacji, gdy warunki mocno się pogarszały. W tej sytuacji warunki wręcz runęły. Żaden skoczek nie miałby możliwości, by polecieć w okolicę punktu konstrukcyjnego. 

FIS powinien chronić faworytów i gwiazdy, szczególnie w decydujących momentach konkursów. Powinien działać tak, by każdy miał podobne szanse. A w tej sytuacji na podium mieliśmy pierwszego Graneruda, który za wiatr w drugiej serii miał doliczone zaledwie 3,4 (czyli bardzo dobry jak na ten konkurs wiatr), trzeciego Stefana Krafta (odjęte 8,4 pkt - czyli kapitalny na ten konkurs wiatr) i drugiego Dawida Kubackiego, który miał doliczone 20,1 pkt - czyli piekielnie trudne warunki. To nie jest sprawiedliwa rywalizacja. Każdy wie, że punkty doliczone punkty nie rekompensują w pełni wiatru. Do tego zawodnik traci także ogrom punktów na notach, bo sędziowie biorą pod uwagę tylko to, że krócej skoczył.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.