Siódme miejsce polskiej drużyny w konkursie mikstów na skoczni w Titisee-Neustadt nie jest niczym dziwnym. To niezły rezultat biorąc pod uwagę dysproporcję w formie pomiędzy polskimi skoczkami, a skoczkniami. Zawodnicy Thomasa Thurnbichlera oddali po jednym świetnym skoku - 140 metrów Piotra Żyły i 135,5 metra Dawida Kubackiego, a solidnie spisała się Nicole Konderla - dwa razy po 115 metrów.
Wszyscy musieli jednak nadrabiać straty po słabych próbach Kingi Rajdy na 94,5 i 91,5 metra. To były zdecydowanie najkrótsze skoki tego konkursu, do tego wykonane ze sporymi błędami w technice, takimi, które w stylu Polki przewijają się już od dłuższego czasu.
Od dłuższego czasu trwa też konflikt w polskiej kadrze, ale podczas zawodów w Titisee-Neustadt wszedł na nowy poziom. Okazuje się, że liderka drużyny, Nicole Konderla, zażyczyła sobie, żeby podczas wyjazdu do Niemiec nie mieszkać z Kingą Rajdą. Mieszkają jednak w tym samym miejscu, choć dotarły na miejsce samodzielnie, innymi środkami transportu. Konderla z Łukaszem Kruczkiem, zaznaczając, że nie chce spać w jednym pokoju z Rajdą. Konderla w rozmowie ze Sport.pl twierdzi, że cała sytuacja związana z miejscem zamieszkania w Niemczech nie miała miejsca.
Ta sytuacja świetnie wpisuje się w krajobraz atmosfery w kadrze skoczkiń. Obie najlepsze zawodniczki trenują już pod wodzą dwóch innych trenerów, ale na czas zawodów władzę przejmuje główny szkoleniowiec reprezentacji, Szczepan Kupczak. Samemu można sobie odpowiedzieć na pytanie, jak realnie wyglądają jego szanse na zarządzanie tak podzielonym zespołem. Konderlę przez większość trenuje Łukasz Kruczek, a Rajda wróciła do Sławomira Hankusa.
- A, daj spokój, dziecinada - słyszymy w odpowiedzi na pytanie o tę sprawę od członka zarządu Polskiego Związku Narciarskiego. - Pytaliśmy o spotkanie Rajdy z Konderlą z dyrektorem sportowym związku, który chciał załagodzić sytuację. To Nicole powiedziała, że przyjdzie, ale tylko, jeśli spotkanie odbędzie się bez udziału Kingi. Kim ona jest? - piekli się nasz rozmówca.
Szczepanowi Kupczakowi podobno przekazano, że w odpowiedzi na takie zachowanie Nicole Konderli może jej powiedzieć, "żeby się spakowała i wróciła w kwietniu". To jednak dość mylne podejście do sprawy, bo sugeruje, że wiosną Polski Związek Narciarski znajdzie rozwiązanie sytuacji. A osoby decyzyjne na razie są kompletnie pogubione. - Wszystkie opcje i pomysły się skończyły - słyszymy.
Wygląda na to, że polskie skoki kobiet, od miesięcy dążące do autodestrukcji, zakończyły swoją misję pomyślnie i wiosną może już nie być czego zbierać. - Przed każdą z nas w takim momencie są pytania: Czy chcemy skakać dalej? Czy chcemy nadal się rozwijać? A może lepiej dać sobie z tym spokój i zająć się czymś innym? Po tym sezonie przetasowanie u nas może być jeszcze większe. Z tej garstki, która już nam została, mogą się zachować naprawdę pojedyncze dziewczyny - mówiła jeszcze przed sezonem Konderla w długiej rozmowie ze Sport.pl. Dziś realizacji tych słów jest bliżej niż kiedykolwiek.