Nowy kraj zaczyna liczyć się w skokach narciarskich. Skala postępu jest szokująca

Największym zaskoczeniem początku sezonu nie jest forma Dawida Kubackiego i innych gwiazd, ale odrodzenie kadry Włoch. Eksperci nie mają wątpliwości, skąd tak ogromna zmiana, a legenda włoskich skoków Roberto Cecon w mocnych słowach ocenia byłego szkoleniowca reprezentacji.

Od lat marzymy, by kolejne kraje nie tylko pojawiały się w skokach, ale też by skutecznie rywalizowały w Pucharze Świata. Na początku sezonu obserwujemy wielkie odrodzenie reprezentacji Włoch. Nie ma w tym krzty przesady, bo jak popatrzymy na wyniki Włochów z ostatnich lat, to skala postępu jest wręcz szokująca.

Zobacz wideo Trener polskich skoczków wskazał kluczową zmianę po klęsce z zeszłego sezonu. "To wielka zaleta"

Włoch lepszy od Stocha, Kobayashiego i Geigera

Jeśli popatrzymy na ostatnie pięć zim, łącznie włoscy skoczkowie zdobyli w tym czasie 34 punkty. Czyli mniej niż Giovanni Bresadola wywalczył w czterech pierwszych konkursach nowego sezonu. W Wiśle Bresadola zajmował 14. i 27. miejsce, teraz dołożył 11. w sobotnim konkursie w Kuusamo i 18. w niedzielnych zawodach. Oznacza to, że po czterech konkursach sezonu Włoch ma 59 punktów, czyli o jeden więcej od Kamila Stocha. A w klasyfikacji wyprzedza też choćby Ryoyu Kobayashiego czy Karla Geigera. Gdyby przed sezonem ktoś typował takie wyniki, pewnie zostałby uznany za żartownisia.

Ale nie tylko Bresadola się poprawił, bo w obu konkursach w Kuusamo mieliśmy po trzech reprezentantów Włoch. Taką sytuację ostatni raz można było odnotować w sezonie olimpijskim. Ale nie tym ostatnim, tylko w lutym 2018 r., gdy Włochów prowadził jeszcze Łukasz Kruczek.

Roberto Cecon: On zabił nasze skoki, to niekompetentny trener

Ostatnie lata były prawdziwą zapaścią włoskich skoków narciarskich, a po sezonie 2021/2022 posadą zapłacił za to Andrea Morassi. Jego miejsce zajął czeski trener David Jiroutek i na ten moment wydaje się, że ta decyzja była strzałem w dziesiątkę.

Zapytałem legendę włoskich skoków narciarskich Roberto Cecona o przyczynę lepszej formy Włochów, a ten nie wahał się ani chwili. I jego stanowisko jest mocne.

Dawid Kubacki i Thomas ThurnbichlerNajgorszy konkurs polskich skoczków. Kubacki i Thurnbichler bardzo rozczarowani

- Wyniki przyszły, ponieważ jest w naszej kadrze nowy, zdolny trener, który współpracuje z trenerami, którzy bliżej opiekują się zawodnikami. Niestety, moim zdaniem, Łukasz Kruczek przybył do Włoch i nie wykonał dobrej roboty. Później pojawił się Andrea Morassi, który zabił nasze skoki, to niekompetentny trener. Skoczkowie nie chcieli już pracować z Morassim i w końcu pojawił się Jiroutek. Miał wskrzesić włoskie skoki, ale nie ma pod sobą wielu skoczków, jednak wszyscy mają potencjał – mówi nam Roberto Cecon.

Wszyscy pytani przez nas eksperci podkreślają rolę nowego trenera, który miał tchnąć nowego ducha w reprezentację. - Chłopaki pracują w dobrym kierunku, jeśli chodzi o trening mentalny, techniczny. I to nie tylko Giovanni, również inni chłopcy są imponujący. Potrzebują tylko czasu, aby pokazali potencjał. Wszyscy wierzymy w pracę Davida Jiroutka przy wsparciu Michaela Lunardi i Juliana Pioonera – mówi nam były skoczek Sebastian Colloredo, który latem został koordynatorem skoków w związku.

Potężna zmiana przed igrzyskami w 2026 roku. "Nie mamy problemów z pieniędzmi"

Bodźcem do wskrzeszenia włoskich skoków narciarskich są nadchodzące igrzyska olimpijskie, które w 2026 roku odbędą się w Cortinie. A skoki zobaczymy na legendarnych, choć nieco zmodernizowanych skoczniach w Predazzo. We włoskich skokach od kilku lat nie brakuje funduszy. A wiadomo, że w erze choćby Łukasza Kruczka i po odejściu Sandro Pertile w 2018 roku nie zawsze było z tym najlepiej.

- Nie mamy problemów z pieniędzmi, federacja wspiera nas tak dobrze, jak to tylko możliwe. Nie tylko w tym sezonie, ale od dwóch-trzech lat. Nowy trener jest ważną i inspirująca postacią dla zawodników, a także dla całej kadry – zauważa Sandro Sambugaro, były włoski skoczek i były dyrektor sportowy włoskiej kadry.

Włosi dogonili świat sprzętowo. Kruczek: Są uzbrojeni

W obecnych skokach narciarskich nieodłącznym elementem rywalizacji jest sprzęt. On sam za zawodnika nie skoczy, ale skoczek ze słabym lub niedopracowanym sprzętem jest z góry skazany na niepowodzenie. Jak podkreślają eksperci, włoscy skoczkowie nie mogą teraz narzekać.

- Nowy trener sprawił, że jest lepiej w kwestiach sprzętowych. Konkursy w Ruce to udowodniły, a przynajmniej mam nadzieję, że tak jest. Jeśli chodzi o nowego trenera, to jest on inteligentną, skromną i przyziemną osobą. Życzę mu wielu sukcesów z naszą drużyną, naprawdę na to zasługuje – zauważa Sandro Sambugaro, delegat techniczny FIS.

Postęp włoskiej kadry już latem dostrzegł sam Łukasz Kruczek, który w latach 2016-2019 pracował w roli pierwszego trenera kadry Włoch, a obecnie pełni rolę trenera-koordynatora w PZN. - Już lato było krokiem do przodu, teraz tylko kontynuują dobrą pracę. Widać przede wszystkim postęp u Bresadoli i Cecona, którzy dorośli do poziomu PS. Widać też, że są dobrze "uzbrojeni" sprzętowo. Dawid Jiroutek wykonuje z nimi dobrą pracę – twierdzi Łukasz Kruczek.

Lidera Włochów "stać nawet na miejsce w TOP 10"

Włoską drużynę napędza rewelacyjny Giovanni Bresadola, który w czterech konkursach za każdym razem zdobywał punkty Pucharu Świata. Co więcej, w sobotnim konkursie w Kuusamo Bresadola zajął 11. miejsce i zaliczył absolutnie najlepszy występ w karierze. Włoch w drugiej serii oddał rewelacyjny skok na 141,5 metra, co okazało się trzecim wynikiem całej drugiej serii. Takie rzeczy normalnie się nie zdarzają, ale Bresadola potwierdził, że jego forma rośnie. Niedzielne zawody pokazały, że Bresadola czuje się świetnie i znowu lepszy skok oddał właśnie w finałowej serii (137,5 metra) i przesunął się o sześć pozycji.

Jego najlepszym skokiem weekendu był jednak ten z drugiej sobotniej serii. Giovanni Bresadola dostał notę 150,9 pkt. "Jest pierwszym Włochem z notą powyżej 150 punktów za skok. Dotychczas najlepszy był jego brat Davide, który w Lillehammer w 2014 miał w II serii notę 147,4" - pisze na Twitterze profil "Skoki narciarskie na wykresie i w liczbach". Giovanni Bresadola jest dopiero piątym włoskiem skoczkiem, który w XXI wieku zdobył przynajmniej 40 punktów PŚ w sezonie. 46 punktów, które zdobył w dotychczasowych trzech konkursach sezonu 22/23 to już najlepszy wynik od sezonu 14/15.

Kruczek zauważa, że to nie jest przypadek. - Chłopak regularnie robi postęp. Mimo że może nie było tego widać wcześniej, to technicznie skoki wyglądały coraz lepiej. W skokach często jest tak, że trzeba cierpliwie czekać aż wszystko zacznie działać. Mówię o całym systemie: zawodnik, technika, psychika i sprzęt. Pojedynczy element nie robi rewolucyjnych zmian, raczej suma dobrze działających elementów ma znaczenie – twierdzi Kruczek.

- Bresadola jest coraz lepszym skoczkiem. Również pod koniec ostatniego sezonu skakał dobrze. A teraz z nowym trenerem jest jeszcze lepiej. Ma wszystko, aby częściej punktować w tym sezonie. Przy odrobinie szczęścia może nawet wskoczyć do pierwszej dziesiątki Pucharu Świata – podkreśla Sandro Sambugaro.

Problemy z krótką ławką. Na igrzyskach wcale nie musi być dobrze

Włosi mają mniej więcej trzy lata na zbudowanie reprezentacji, która powalczy na igrzyskach w 2026 r. o unikniecie wstydu i o awans do drugiej serii rywalizacji w konkursie drużynowym. Ale wiele wskazuje na to, że wcale nie będzie to łatwe zadanie, bo we Włoszech po prostu nie ma skoczków w odpowiednim wieku. A sytuacja się nawet pogorszyła, 20-letni Daniel Moroder poinformował niedawno o przejściu ze skoków narciarskich do ski crossu. A przed tym sezonem ze skokami pożegnał się 20-letni Mattia Galiani.

- Mamy jednego dobrego zawodnika i dwóch, którzy stają się coraz lepsi. Niestety nie mamy innych skoczków. Jedyny to Andrea Campregher (21 lat - red.), brakuje trzech-czterech juniorów. Jest jednak grupa 15 dzieci, które są naprawdę dobre, ale będą jeszcze za młode, by rywalizować na najbliższych igrzyskach u nas w Cortinie w 2026 roku – smuci się Sandro Sambugaro.

Oznacza to, że Włosi mają w tym momencie tylko Giovanniego Bresadole, Alexa Insama, Francesco Cecona i wspomnianego Campreghera, którzy mogą myśleć o igrzyskach. Dlatego teraz skupiają się raczej na najbliższych celach. Bo te i tak są okazałe.

- Celem jest utrzymanie się w czołowej "30" z Bresadolą i próba dostania się tam z Insamem i Ceconem. Jeśli nasza drużyna zdoła wprowadzić trzech zawodników do pierwszej trzydziestki, będzie to wielki sukces – zauważa Sambugaro.

Więcej o: