Kubacki pokazał moc. Ale nie był najlepszy. Pozostali Polacy z awansem

Zwycięstwem Anze Laniska zakończyły się poranne kwalifikacje przed sobotnim konkursem pucharu świata w skokach narciarskich w fińskiej Ruce. Awans do głównych zawodów wywalczyli wszyscy reprezentanci Polski.

Sobotnia seria kwalifikacyjna była problematyczna dla wszystkich zawodników. Wszyscy skoczkowie jednogłośnie przyznawali, że bardzo wczesna godzina ich rozgrywania zaburzyła ich zegary biologiczne, nastawione na startowanie popołudniami. Mimo wszystko, ze względu na katarskie mistrzostwa świata w piłce nożnej trzeba było skakać skoro świt. Dodatkowo, ze względu na problemy reprezentacji Niemiec z nartami, kwalifikacje zastąpiły sobotni trening, a to nie pozwoliło śpiochom na odpuszczenie skoku treningowego przed konkursem.

Zobacz wideo Dawid Kubacki dominatorem początku sezonu skoków. Trenerzy zachwycają się jego perfekcją

Zgodnie z tradycją, rywalizację rozpoczęła fińska grupa narodowa, w której najlepszy był Eetu Merilainen, który oddał skok na 117 metrów. Szybko prowadzenie rodakowi odebrał startujący z numerem 8 Eetu Nousiainen, który poleciał aż 12 metrów dalej, dając sobie duże szanse na awans do konkursu. Chwilę później, dokładnie w tę samą dziurę wylądował Yuikia Sato, który poszukuje formy z ostatnich lat.

Kolejnym zawodnikiem, który zaprezentował bardzo solidną próbę był Antti Altto. Doświadczony Fin przebył w powietrzu odległość 126,5 metra, co przy nieco słabszym wietrze pozwoliło mu uplasować się na drugiej pozycji. Jako 15 na belce usiadł pierwszy z Polaków, Jakub Wolny. Wieloletni kadrowicz nie oddał jednak bardzo dobrego skoku, lądując na 121 metrze. To pozwoliło mu na zajęcie 5. miejsca. Chwilę później kibiców zaskoczył za to Fatih Arda Ipcioglu, który oddał jeden z najlepszych skoków w karierze. Turek oddał próbę na 133,5 metra, obejmując pewne prowadzenie. 

To nie był koniec dalekich skoków. Po Turku na belce usiadł Niko Kytosaho, który zbliżył się do rozmiaru skoczni i lądował na 139 metrze, wskakując na pierwszą lokatę i po kilku minutach będąc pierwszym zawodnikiem z pewną kwalifikacją do konkursu. Po dwóch słabszych próbach Dominika Petera i Daniela Andrei Ceciny, bardzo solidną próbę oddał Francesco Cecon. Włoch także przekroczył 130 metrów, lądując 50 centymetrów dalej. To także dało mu awans do rozgrywanego niespełna 2 godziny później konkursu.

Znakomity powrót do rywalizacji w Pucharze Świata zaliczył Stephan Leyhe. Niemiec, w bardzo dobrym stylu, skoczył 139 metrów, lecz ze względu na nieco lepsze warunki wietrzne, uplasował się za prowadzącym Kytosaho. Kolejnym zawodnikiem z bardzo dobrym rezultatem był Gregor Deschwanden. Doświadczony Szwajcar oddał próbę na 138 metrów, co pozwoliło mu wskoczyć na trzecią lokatę.

Bendik Jakobsen Hegli był kolejnym zawodnikiem z ponad 130 metrową próbą. Młody Norweg wylądował na 136 metrze i 50 centymetrze, lecz w powietrzu miał bardzo duże problemy z utrzymaniem równowagi. Po chwili świetny skok oddał z kolei Ziga Jelar, który był pierwszym zawodnikiem lądującym na 140 metrze. To pozwoliło mu wyjść na prowadzenie. Następnym zawodnikiem, trzydziestym na liście startowej, był Keichi Sato. Japończyk oddał jednak przeciętny skok, ledwo przekraczając punkt K. Co jednak ważne, jego słabsza forma pozwoliła awansować do zawodów Jakubowi Wolnemu.

Z 32 numerem startowym na belce zasiadł drugi z Polaków, Aleksander Zniszczoł. Tym razem jednak nie musieliśmy drżeć o jego awans do późniejszych zawodów. 134,5 metra było bowiem odległością zdecydowanie wystarczającą do awansu. 

Skoro Ruka, to bardzo duża skocznia. Skoro bardzo duża skocznia, to świetna forma Słoweńców. Po Jelarze potwierdził to także Lovro Kos. Młody i utalentowany zawodnik skoczył aż 140,5 metra, lecz z nieco mocniejszym wiatrem pod narty. To dało mu trzecią lokatę i duże nadzieje przed zbliżającym się konkursem głównym.

Jako 37 w kolejności swoją próbę oddał Tomasz Pilch. Krewny Adama Małysza, po kiepskich piątkowych treningach, zaprezentował się naprawdę solidnie. Co prawda 132 metry pozwoliły mu wskoczyć na dopiero 10 miejsce, lecz jego zadanie na sobotni wczesny poranek zostało w pełni wykonane.

Po kilku dobrych, choć nieporywających skokach, znakomity skok oddał Domen Prevc, potwierdzając tezę o formie Słoweńców. Najmłodszy z braci odleciał na 140. metr, wskakując na 4 lokatę. Wówczas sędziowie, po raz pierwszy dziś, zdecydowali się na lekkie obniżenie rozbiegu. Nie dało to jednak w pełni zamierzonego efektu. Już drugi z zawodników startujących z niższej platformy, a był to Karl Geiger, skoczył 140,5 metra, obejmując bardzo pewne prowadzenie. Dokładnie taką samą odległość uzyskał Kristoffer Eriksen Sundal, który już we wcześniejszych próbach pokazywał, że znakomicie czuje się na Rukatunturi. Ze względu na mocniejszy wiatr pod narty, Norweg nie zdołał jednak pokonać Geigera, tracąc do niego pół punktu.

Z 47 numerem startowym, na belce zasiadł Paweł Wąsek. Jak mogliśmy się spodziewać, Polak nie zawiódł. 131,5 metra z obniżonego rozbiegu zapewniło mu awans do konkursu, lecz dopiero 16. lokata nie napawała wielkim optymizmem przed późniejszym konkursem. Kilka chwil później oglądaliśmy za to dwa dłuższe skoki. Najpierw Naoki Nakamura skoczył aż 142,5 metra, obejmując prowadzenie. Następnie Kamil Stoch zanotował najlepszy wynik z naszych reprezentantów, przemierzając w powietrzu 139 metrów, co pozwoliło mu zmieścić się pomiędzy Karlem Geigerem i Kristofferem Eriksenem Sundalem.

Znakomitą formę Słoweńców potwierdzić postanowił Timi Zajc. Doskonały reprezentant niewielkiego kraju wylądował idealnie na punkcie HS, czyli 142 metrze. To pozwoliło mu zająć miejsce zaraz za plecami prowadzącego Nakamury. Jednocześnie należy zauważyć, że poziom całych kwalifikacji był więcej niż wysoki. Przez to też odległości w okolicach 130 metra nie robiły aż takiego wrażenia, ale i plasowały na dalszych lokatach, które nie musiałyby dać awansu do drugiej serii.

Gdy czołowa dziesiątka PŚ rozpoczęła walkę o awans, wiadome było, że odległości mogą być coraz lepsze. Skocznię przeskoczył już pierwszy z tego grona Johan Andre Forfang. Norweg skoczył 143,5 metra, ale ze względu na mocny wiatr, zajął dopiero 3. miejsce w prowizorycznej tabeli wyników. Sędziowie postanowili jednak szybko zareagować, obniżając rozbieg o jeszcze jeden poziom.

Kolejnym z zawodników z bardzo dobrym rezultatem był Marius Lindvik. Mistrz Olimpijski z Pekinu wylądował na 139 metrze, lecz w jego przypadku wiatr pod narty był wyraźnie słabszy. Dlatego też pozwoliło mu to uplasować się za Naoki Nakamurą. Dokładnie taką samą odległość co Norweg zanotował Piotr Żyła, który warunki miał jeszcze słabsze. Niestety noty sędziowskie sprawiły, że Polak nie zdołał wskoczyć na prowadzenie, przegrywając z Japończykiem o 1,9 punktu.

Do odległości poprzedników jeszcze metr dołożył Manuel Fettner. Bardzo doświadczony Austriak odpuścił jednak lądowanie, otrzymując bardzo niskie noty. Przez to Austriak uplasował się na dopiero 10 miejscu, lecz z zaledwie 5 punktami straty do prowadzącego Nakamury. Sytuację diametralnie zmienił Anze Lanisek. Najlepszy ze Słoweńców przekroczył HS o pół metra, jednocześnie lądując z pięknym telemarkiem. To dało mu pierwsze miejsce, z dużą, bo prawie dziesięciopunktową przewagą. W dziurę pomiędzy liderem i wiceliderem momentalnie wpakował się jednak Stefan Kraft. Najlepszy z Austriaków oddał próbę o 1,5 krótszą, przegrywając też nieco notami.

Walka o wygranie kwalifikacji była w końcówce doskonała. Równie znakomitą próbę co rywale oddał Halvor Egner Granerud. Przy solidnych podmuchach pod narty, Norweg przekroczył rozmiar skoczni o metr, plasując się za Laniskiem. Kończący rywalizację Dawid Kubacki skoczył dokładnie tyle samo, lecz w nieco gorszych warunkach. Do Anze Laniska zabrakło jednak 2,5 punktu.

Ostatecznie do sobotniego konkursu awansował komplet Polaków. Dwóch z nich (Kubacki i Żyła) uplasowało się w czołowej "10". Zaraz za nią znalazł się z kolei Kamil Stoch. Pozostała piątka była jednak dość daleko.

Więcej o: