Stoch tłumaczy zaskakujące spotkanie z dyrektorem PŚ. "To inna kwestia"

Łukasz Jachimiak
Kamil Stoch i Dawid Kubacki dali po kilka ciekawych cytatów, a Piotr Żyła stawiał na monosylaby. W czwartek w Wiśle nasi skoczkowie wpadli na pół godziny na konferencję prasową i wniosek z ich obecności był taki, że wszyscy czekali na piątek. Bo co i jak będą mówić, było do przewidzenia, natomiast zagadką jest, jak będą skakać.

Puchar Świata w skokach narciarskich ma już 43 lata, a nigdy nie zaczynał się tak wcześnie jak w tym roku. W piątek 4 listopada w Wiśle w temperaturze kilkunastu stopni Celsjusza obejrzymy treningowe i kwalifikacyjne skoki pań i panów. Wszystko będzie się działo na półtora miesiąca przed początkiem kalendarzowej zimy. I w warunkach bardziej przypominających letnią rywalizację w Grand Prix, bo tylko dojazd do progu będzie lodowy, natomiast cała skocznia jest zielona, pokryta igelitem.

Zobacz wideo Thurnbichler pewny siebie przed nowym sezonem: Stoch "jest pokorny", Żyła "zupełnie zmienił podejście", a Kubacki "wytrzyma całą presję"

- Fajnie - wzruszał ramionami Piotr Żyła, gdy dziennikarze pytali polskich skoczków, co myślą o pierwszych takich zawodach w jakich wezmą udział w ramach Pucharu Świata. Mistrzowi świata z 2021 roku wyraźnie nie chciało się rozmawiać. Obok niego na czwartkowej konferencji za stołem siedli jeszcze trener Thomas Thurnbichler, Paweł Wąsek i czterej inni mistrzowie świata - Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Jakub Wolny (mistrz świata juniorów) i Adam Małysz. Ostatni oczywiście w roli prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. Z wyjątkiem chyba trochę zawstydzonego Wąska wszyscy byli bardziej rozmowni niż Żyła. Ale też wszyscy musieli się spieszyć, bo spotkanie z dziennikarzami zaczęło się o godzinie 19.30, a już o 20.00 zawodnicy mieli się zgłosić na inne spotkanie - z szefem Pucharu Świata, Sandro Pertile. Spotkanie, którym zaskoczeni byli nawet organizatorzy PŚ w Wiśle.

- Te spotkania są organizowane od początku jego kadencji. On chce być bliżej zawodników, chce zaangażować zawodników w sprawy skoków. Na ile my mamy realny wpływ na wprowadzane zmiany to inna kwestia, ale Sandro chce poznać opinie zawodników na różne tematy i później te opinie analizuje - tłumaczył nam Stoch.

Zabrakłoby na wodę i prąd

Przed zmianą jednego spotkania na drugie nasi skoczkowie mówili przede wszystkim o specyfice skakania, jakie czeka ich od piątku do niedzieli.

- Początkowo sam byłem przeciwnikiem takiej formuły rozgrywania inauguracji, ale patrząc na pogodę i na ceny prądu czy wody, uważam, że w innej formule te zawody by się nie odbyły - zauważał prezes Małysz, przypominając, że co roku w Wiśle wydawano bardzo dużo pieniędzy na produkcję sztucznego śniegu.

- Mieliśmy trzy opcje: albo zawody robione na siłę na śniegu i wtedy to by było skakanie na bardzo nierównym zeskoku, alb zawodów by zupełnie nie było, bo w taką pogodę nie udałoby się przygotować skoczni, albo zawody mogły być w wersji hybrydowej. Dostaliśmy najlepsze rozwiązanie, jakie mogliśmy dostać - stwierdził Kubacki.

Presja? Jaka presja?

Mistrz świata z Seefeld z 2019 roku podkreślał, że z takim skakaniem wszyscy w naszej kadrze są oswojeni, to samo mówił Stoch, przypominając, że jesienią, tuż przed początkiem Pucharu Świata, trenuje się właśnie tak, że do progu dojeżdża się już torami lodowymi, ale ląduje się na igelicie, bo wobec problemów klimatycznych trudno o naśnieżone skocznie.

Trener Thomas Thurnbichler podkreślił, że ruszając w znanych sobie warunkach i na swojej skoczni, przed swoją publicznością, jesteśmy w dobrej sytuacji. - Za nami czas ciężkiej pracy, poświęcenia i oddania zawodników. A teraz czekamy na jak najlepsze wyniki. Polscy kibice mogą nam tylko pomóc. Nie powodują szczególnej presji - przekonywał Austriak.

A jego zawodnicy to potwierdzili. - Wysoko zawieszam sobie poprzeczkę. Wiem, że stać mnie na walkę o czołowe miejsca we wszystkich konkursach. Lato utwierdziło mnie, że praca, którą wykonujemy od kwietnia przynosi efekty. Podchodzę do tego spokojnie, wiem, że mam narzędzia i pora ich używać - mówił Kubacki.

Żyła krótko: "A dlaczego nie?"

- Wewnętrznie trochę się denerwuję, ale i ekscytuję. Każdy konkurs to dla mnie wielka radość, a szczególnie się cieszę, gdy mogę skakać przed najlepszymi kibicami na świecie i w zawodach najwyższych lotów, bo takimi są zawody Pucharu Świata - dodawał Stoch.

Natomiast Żyła pytany w czym pokłada nadzieje, że ten sezon będzie toczył się po jego myśli, odpowiedział, że nie zrozumiał pytania, po czym na skróconą wersję "Dlaczego ten sezon może należeć do ciebie?" rzucił trochę zaczepnie: - A dlaczego nie?

Na starcie aż 13 Polaków

Stoch, Żyła i Kubacki w ubiegłym sezonie byli dalecy od swojej najwyższej formy, mimo że każdy z nich potrafił zanotować świetny wynik w pojedynczych startach. Natomiast nasi młodsi skoczkowie byli w głębokim cieniu starych mistrzów. Byłoby świetnie, gdyby od pierwszych startów pod wodzą nowego trenera cała grupa prezentowała się jak najlepiej.

W kwalifikacjach do obu konkursów w Wiśle zobaczymy aż po 13 Polaków. To znaczy, że już w piątek najpewniej zobaczymy aż 39 skoków zawodników Thurnbichlera, Macieja Maciusiaka, który prowadzi kadrę B i Daniela Kwiatkowskiego szkolącego kadrę juniorów. Na razie to będą tylko dwie serie treningowe i kwalifikacyjna. Ale to nimi polscy skoczkowie przemówią do nas bardziej niż przemówili na krótkiej konferencji w przeddzień inauguracji sezonu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.