Nadzieja polskich skoków grozi, że to koniec. "Nikt i nic mi nie sprawiło tyle bólu i cierpienia"

Mateusz Król
Kamila Karpiel poinformowała, że przed nią ostatni sezon w karierze. "Nie mam co liczyć na pomoc z PZN-u, boli mnie, że ktoś skreśla moje dziecięce marzenia" - uznała w mediach społecznościowych. Do sprawy odniósł się trener zakopiańskiej grupy skoczkiń, Marcin Bachleda. - Jak nie weźmie się sama do pracy, to przepraszam ani trener nie pomoże, ani ona sama sobie nie pomaga - wytłumaczył w rozmowie ze Sport.pl były skoczek.

"Poszukuję wsparcia finansowego na ten sezon, nie jestem w stanie trenować i chodzić do DWÓCH prac, żeby się utrzymać. Mówią mi dawaj tyle, ile możesz, ale ja przy takiej ilości pracy po prostu nie daję rady, jestem zmęczona, nie mam czasu na regenerację" - pisze na Twitterze Kamila Karpiel, polska skoczkini narciarska.

Zobacz wideo Dawid Kubacki pokazał wpadkę na treningu

"Boli mnie, że ktoś skreśla moje dziecięce marzenia"

Zawodniczka, która jeszcze trzy lata temu była wskazywana na nadzieję kobiecej wersji skoków w Polsce, w ostatnich sezonach pozostawała cieniem siebie, a w połowie ubiegłego została nawet odsunięta od kadry. Wcześniej nie pojechała też na igrzyska. Otwarcie krytykowała Łukasza Kruczka, który był trenerem reprezentacji w latach 2019-2022. Teraz Karpiel zapowiada, że przed nią ostatni sezon.

Dawid Kubacki w tunelu aerodynamicznymDawid Kubacki bliski wypadku w tunelu aerodynamicznym. "Nie zawsze wychodzi idealnie" [WIDEO]

"Teraz jest mi ciężko ze świadomością, że coraz bardziej nienawidzę i coraz mniej kocham ten sport, nikt i nic mi nie sprawiło tyle bólu i cierpienia co skoki narciarskie. I nie mówcie mi, że ten sport jest tylko dla twardych osób, wiem, co przeszłam..." - mówi teraz Karpiel, która odniosła się też do kontrowersyjnego przepisu PZN, na podstawie którego finansowaniem centralnym objęte są tylko te zawodniczki, które spełniają wymóg BMI.

"Nie łapie się w przepisach na finansowanie z PZN-u z takich samych powodów jak Ania [Twardosz] i nie ukrywam tego, zdaję sobie z tego sprawę, nigdy nie łapałam się w tabele BMI (nawet w okresie MŚ w Seefeld) wtedy też ważyłam "za dużo". Niskie BMI nie skacze, pomaga, ale to nie jest wszystko... W takim systemie jestem w stanie jedynie wystartować w krajowych zawodach za pieniądze z klubu, jeśli dalej tak będzie" - uważa 20-letnia skoczkini. - To będzie mój ostatni sezon - dodała jednoznacznie. Na instagramie wytłumaczyła jednak, że odwiesi narty na kołek, jeśli nic się nie zmieni. 

Trzykrotna letnia mistrzyni Polski zaapelowała wręcz o pomoc, bo jej zdaniem nie może liczyć na wsparcie związku. "Na tym etapie potrzebuję pomocy psychologicznej, dietetycznej, finansowej, bo nie mam co liczyć na pomoc z PZN-u, boli mnie, że ktoś skreśla moje dziecięce marzenia, zaczęłam to robić dla funu... Kiedyś marzyłam, żeby być w kadrze, pojechać na Igrzyska".

Wsparcie jest, tylko trzeba złożyć wniosek

Wiemy jednak, że wszystkie zawodniczki posiadające licencje Polskiego Związku Narciarskiego mają pokryte koszty treningów w kraju (wynajmu skoczni) oraz codziennego dostępu do trenerów. Mają także pokryte koszty ubezpieczenia oraz pełny dostęp do dietetyka dedykowanego dla tej grupy (dr. Aleksandra Pięta) oraz możliwość dofinansowania pracy z wybranymi psychologami. Trzeba tylko złożyć odpowiedni wniosek. Istnieją także możliwości finansowania poprzez Akademickie Centra Szkolenia Sportowego dla studentek, a także wsparcie Okręgowych Związków Narciarskich.

Wspomniana przez zawodniczkę zasada dotycząca BMI odnosi się głównie do możliwości startu w międzynarodowych zawodach i finansowania szkolenia centralnego, czytaj kadrowego. A BMI jest tylko jednym z szeregu kryteriów do spełnienia, o których zawodniczki zostały poinformowane w maju i nie wniosły swoich zastrzeżeń. Warto zaznaczyć, że obecnie tylko jedna zawodniczka w Polsce posiadająca licencję nie spełnia kryterium BMI.

Bachleda wymagał więcej zaangażowania. "Trzeba się wziąć za siebie"

Wpisem w mediach społecznościowych zaskoczony był Marcin Bachleda, który jest trenerem zakopiańskiej grupy skoczkiń narciarskich. Karpiel właśnie z nim ostatnio pracowała. Zwłaszcza kiedy straciła zaufanie do Kruczka. - Każdy coś słyszał i wie, ale nie widziałem jeszcze tego, co Kamila napisała - powiedział w rozmowie ze Sport.pl Bachleda. 

Były skoczek nie ukrywa jednak, że dla niego cała ta sytuacja też jest trudna. W środowisku słyszeliśmy, że chciał Karpiel powiedzieć, że nie będzie z nią dłużej pracował, bo w aktualnym układzie nie widzi sensu. -  Ogólnie jestem dostępny, ale ja potrzebuję zawodniczki gotowej, która się przykłada i wiem, że chce osiągnąć pewne cele. A do tego trzeba się też wziąć za siebie - skomentował Marcin Bachleda.

- To jest trudne dla trenera, kiedy wiemy, że zawodniczka ma potencjał i może trenować, ale jak nie weźmie się sama do pracy, to przepraszam ani trener nie pomoże, ani ona sama sobie nie pomaga. I to wszystko potem stoi w miejscu. A nie o to przecież chodzi - dodał jeszcze szkoleniowiec. 

Trener odniósł się też do słów Karpiel o BMI. W jego opinii od 2019 roku sporo się zmieniło i wiele zawodniczek na świecie, chcąc być w czołówce, ciągle kontroluje swoją wagę. - Myślę, że to jest główny współczynnik w skokach narciarskich i trzeba się do niego stosować, bo pozwala uprawiać ten sport na poziomie wyższym - przekazał Bachleda.

Więcej o: