Skoczek oddaje skok, a tuż obok niego... niespodzianka. Konsternacja w Wiśle

Jakub Balcerski
Do kuriozalnej sytuacji doszło podczas konkursu Letniego Grand Prix w Wiśle. Norweg Soelve Jokerud Strand oddał skok w chwili, gdy igelit był polewany wodą przez zraszacze. Niebezpieczna sytuacja dla zawodnika to wynik awarii, którą wywołała ogromna ulewa przed zawodami.

Sobotni konkurs najpierw został opóźniony o dziesięć minut przez przechodzącą przez Wisłę burzę, a następnie pierwsza seria rozpoczęła się jeszcze w trakcie intensywnych opadów. Po skoku Jana Bombka, piątego na liście startowej, ku zdziwieniu publiczności i organizatorów na skąpany w deszczu igelit zaczęła lecieć woda z zainstalowanych na bandach obok zeskoku zraszaczy. 

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

Zraszacze polewały skocznię w Wiśle, gdy skakał Strand. Pozwolono mu powtórzyć skok

Sytuacja nie stałaby się jednak niczym poza dziwnym przypadkiem, gdyby nie to, że pomimo włączonej aparatury kolejny zawodnik oddał skok. Norweg Soelve Jokerud Strand musiał być bardzo zdziwiony, gdy jeszcze w locie ujrzał obok siebie strumień wody.

Strandowi udało się jednak bezpiecznie wylądować. Uzyskał 100,5 metra, a zraszacze raczej nie przeszkodziły mu w oddaniu próby. To jednak nadal niebezpieczna sytuacja. Gdyby choćby jeden ze zraszaczy polewał wodę silniejszym, stałym strumieniem, a ten trafił w zawodnika, mógłby choćby stracić równowagę w locie i groźnie upaść. Dyrekcja zawodów pozwoliła Strandowi na oddanie próby jeszcze raz, po 38 zawodnika pierwszej rundy. W "drugim" skoku uzyskał 108,5 metra.

"Zalało sterowanie". Awaria wywołana ulewą

Chwilę po Strandzie na belce startowej pojawił się Japończyk Reruhi Shimizu, a zastępca dyrektora Pucharu Świata, Borek Sedlak, jeszcze nie wiedząc, co się dzieje, chciał pozwolić mu na start. Długo świeciło się żółte światło, a skoczek pokazywał, że zraszacze nadal polewają skocznię. W końcu został wycofany z belki i poczekano, aż usterka zostanie naprawiona.

Okazało się, że w tej dziwnej sytuacji doszło do awarii ze względu na silne opady. - Zalało sterowanie zraszaczami - przekazał nam sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego, Jan Winkiel. Awarię udało się na szczęście opanować i w dalszej części konkursu nie było już problemu ze zraszaczami.

Więcej o: