Aż trudno uwierzyć. Norweskie skoki zapożyczają się na miliony koron

Norwescy skoczkowie mogą na chwilę odetchnąć z ulgą. Do kolejnego sezonu przygotują się dzięki kredytowi, jaki Norweski Związek Narciarskich udzielił ich grupie do jesieni tego roku. W tym czasie zarządzający kadrą muszą znaleźć jednak nowego sponsora.

Trudno uwierzyć w to, że czołowa ekipa świata może mieć problemy finansowe w sytuacji, kiedy od lat odnosi niebywałe sukcesy. Norwescy skoczkowie drżą jednak o budżet na przygotowania. To głównie po tym, jak wycofał się ich główny sponsor - krajowa organizacja związków zawodowych [LO].

Zobacz wideo Borek: Lewandowski chyba dojrzał do tego, by zmienić otoczenie

Norwescy skoczkowie przygotują się do sezonu dzięki pożyczce

- To nie jest prawda, że chcemy zatrudnić Michala Doleżala. Nie stać nas na zatrudnienie kogoś takiego ekstra - mówił nam Alexander Stoeckl, trener norweskich skoczków. I to był kolejny sygnał, że tamtejsza kadra ma spore kłopoty z finansami. Później pojawiały się kolejny głosy.

Do maja kadrze skoczków trzeba było zatem znaleźć inny podmiot, który zagwarantuje wsparcie. Mowa była o potrzebie zebrania nawet 10 mln norweskich koron (prawie 5 mln zł). Problem w tym, że czas uciekał, a zagwarantować udało się tylko połowę tej kwoty. Wcześniej Norweski Związek Narciarski zapowiadał, że w przypadku braku sponsora, trzeba będzie poszukać cięć. - Trzeba będzie zastanowić się, jakie działania należy podjąć, aby obniżyć koszty - mówiła sekretarz generalna Ingvild Bretten Berg.

Thomas ThurnbichlerPZN oficjalnie ogłosił skład sztabu reprezentacji Polski w skokach

Teraz federacja postanowiła jednak grupie skoków udzielić pożyczki na potrzebne 5 mln koron, która zagwarantować ma ciągłość szkolenia do jesieni. W tym czasie trzeba będzie jednak poszukać nowych firm, które udzielą wsparcia. - Część środków została już przekazana, a część została zachowana jako bufor ryzyka. Grupa skoków otrzymuje teraz to jako pożyczkę, aby uzyskać dodatkowy czas, o który prosili, by pozyskać umowy, nad którymi pracują - mówi dla NRK Erik Roeste, prezes Norweskiego Związku Narciarskiego. - Inne dyscypliny są pozytywnie nastawione do tej pożyczki, aby skoczkowie mogli uzyskać dodatkowy czas, o który proszą - uzupełnia Roeste.

Menadżer reprezentacji Norwegii był zaskoczony, kiedy dziennikarze przekazali mu tę informację. - Jeśli problem zostanie rozwiązany i otrzymamy możliwość kontynuowania pracy nad procesami, którymi się zajmujemy, to będzie to oczywiście satysfakcjonujące - skomentował Clas Brede Braathen. - W dużym stopniu przyczyniliśmy się do zysku z wydarzeń. Skoki są znaczącym wkładem do tej puli - dodał jeszcze Norweg.

Po tym, jak LO podjęło decyzję o zakończeniu współpracy ze skoczkami prowadzonymi przez Alexandra Stoeckla, stracili oni około 13,5 mln koron, które rocznie instytucja wnosiła. To ponad połowa budżetu, jaki dysponowała grupa. Teraz Clas Brede Braathen i jego współpracownicy muszą znaleźć nowego sponsora. W przeciwnym razie tamtejsze skoki znajdą sie na zakręcie.

Dla wielu kibiców problemy finansowe skoków w kraju Wikingów to zaskakująca informacja. Zwłaszcza że od wielu lat tamtejsi zawodnicy święcą ogromne triumfy. Minionej zimy błyszczał Marius Lindvik, który podczas igrzysk w Pekinie został mistrzem olimpijskim na dużej skoczni, a potem sięgnął jeszcze po złoto mistrzostw świata w lotach narciarskich. Podczas tej ostatniej imprezy podopieczni Stoeckla wywalczyli jeszcze brąz w konkursie drużynowym.

Więcej o: