Rosjanin po haniebnej prowokacji bredzi: To Polacy!

Klika tygodni po haniebnej prowokacji Jewgienij Klimow zabrał głos. Rosjanin twierdzi jednak, że jedynymi winnymi w tej sprawie są Polacy. - Polacy dostrzegli prowokację i zaczęli rozpowszechniać informację w sieciach społecznościowych - uznał skoczek.

Od ponad miesiąca trwa rosyjska agresja na Ukrainę. Jeszcze na początku tej wojny, kiedy światowe federacje nie wykluczyły z udziału w rywalizacji sportowców z kraju agresora, wielu tamtejszych zawodników zdążyło się zhańbić. 

Zobacz wideo W skokach narciarskich są równi i równiejsi!

Klimow nie widzi w sobie żadnej winy. "To Polacy"

Wśród takich sportowców jest Jewgienij Klimow. Skoczek narciarski podczas konkursu Pucharu Świata na skoczni w Lahti, pomachał po obu skokach do kamery i pokazał rękawiczkę, na której widniała flaga kraju Władimira Putina. W ten sposób dał do zrozumienia, że popiera swoje państwo. Zwłaszcza że kilka dni przed tymi zawodami Międzynarodowa Federacja Narciarska uznała, że Rosjanie mogą startować, ale jeśli staną na podium, nie zobaczą swojej narodowej flagi i nie usłyszą hymnu na wypadek wygranej. 

Sandro PertileDyrektor Pucharu Świata zapowiada zmiany w skokach. "Pewnie wielu się zdziwi"

Po wielu tygodniach głos w tej sprawie zabrał sam Klimow. - Gdyby prześledzić moje skoki, okazuje się, że po 80 proc. z nich macham do kamery. Wiem, że miałem flagę na rękawiczkach, ale nie było żadnej prowokacji. Nie było żadnego zakazu, robiłem to, co zwykle. Dlaczego miałbym zachowywać się inaczej, skoro pozwalają na to przepisy? - stwierdził w rozmowie z Match.tv autor jednego zwycięstwa w zawodach Pucharu Świata.

Podobnie, jak zrobili to jego rodacy - dziennikarze - całą winę za zamieszanie zrzucił na Polaków. - Dostrzegli prowokację i zaczęli rozpowszechniać informację w sieciach społecznościowych. Nie było żadnego zakazu występów z symbolami narodowymi. Wszyscy skakali w swoim "zwyczajnym" sprzęcie - tłumaczył wicemistrz olimpijski z Pekinu w konkursie drużyn mieszanych. - Wszyscy rozumieli, że nie było w tym żadnej prowokacji. Po prostu głupio nadmuchano historię znikąd - dodał jeszcze 28-latek.

Rosjanin jednak ani słowem nie odniósł się do tego, że kilka tygodni później wziął udział w "wiecu prowojennym" w Łużnikach. Podczas tej uroczystości miał kurtkę z widoczną literą "Z", która od 24 lutego 2022 roku stała się symbolem inwazji Putina na Ukrainę.  - Było mi przykro, gdy to widziałem. Dla mnie Jewgienij Klimow przestał być sportowcem i w życiu bym mu ręki nie podał – skomentował wówczas Andrzej Wąsowicz, dyrektor zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich w Wiśle

Więcej o: