Wściekły Granerud zniszczył święto kolegi. Bardzo źle zniósł porażkę

Marius Lindvik i Halvor Egner Granerud do końca walczyli o podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Górą okazał się Lindvik, który wygrał całe niedzielne zawody. Granerud nienajlepiej zniósł porażkę z kolegą, co doprowadziło do zgrzytu w obozie norweskich skoczków.

Niedzielny konkurs indywidualny na skoczni w Planicy zakończył zimowy sezon Pucharu Świata 2021/2022. Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej zgarnął Ryoyu Kobayashi. Japończyk wyprzedził Karla Geigera z Niemiec i Mariusa Lindvika z Norwegii. 

Zobacz wideo

Zgrzyt w reprezentacji Norwegii. Wściekły Granerud zupełnie zignorował kolegów

Lindvik musiał jednak do końca walczyć o miejsce na podium. A jego bezpośrednim konkurentem był kolega z kadry, Halvor Egner Granerud. Ostatecznie ubiegłoroczny triumfator Pucharu Świata zanotował przeciętny występ i zakończył konkurs dopiero na 12. miejscu. Marius Lindvik natomiast skakał kapitalnie i wygrał wieńczące sezon zawody. To pozwoliło mu wygrać rywalizację o podium klasyfikacji generalnej o zaledwie cztery punkty. 

Stefan Horngacher i Michal DoleżalNiemcy przyznają się. Nowe informacje ws. Michala Doleżala

Jak podają norweskie media, Halvor Egner Granerud bardzo źle zniósł porażkę z Lindvikiem. Nie wziął udziału we wspólnym świętowaniu sukcesu swojego kolegi, który tylko w tym sezonie został mistrzem olimpijskim, mistrzem świata w lotach, a także stanął na końcowym podium w Pucharze Świata. Reszcie norweskich skoczków się to nie spodobało. Granerud jednak szybko wytłumaczył się ze swojego zachowania.

- Byłem bardzo rozczarowany i po prostu czułem, że muszę odejść w tym momencie. Znam siebie dobrze i wiem, że gdybym tak nie postąpił, mógłbym zrobić coś głupiego. Nie żałuję tego, wręcz uważam, że było to całkiem rozsądne z mojej strony - powiedział skoczek w rozmowie z telewizją NRK.

25-latek jednak będzie prawdopodobnie musiał ponieść konsekwencje swojego czynu. Aleksander Stoeckl zapowiedział, że przeprowadzi poważną rozmowę ze swoim podopiecznym. Nie chciał jednak publicznie go krytykować. - Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby był wtedy z nami, ale w jego wypadku nie jest to takie proste - powiedział krótko trener Norwegów.

A co na całe zamieszanie Marius Lindvik? 24-latek przede wszystkim cieszy się z udanego sezonu. Nie przypuszczał, że w ciągu kilku miesięcy uda mu się tyle osiągnąć.

- To był całkowicie szalony sezon. Osiągnąłem ponad połowę celów, które wyznaczyłem sobie na najbliższe pięć lat. Wynoszę w przyszłość wiele cennych doświadczeń. Będę teraz świętować złoto olimpijskie, mistrzostwo świata i dzisiejszy sukces. Może być dziś nie do końca kulturalnie - podsumował szczęśliwy Norweg

Niemcy mają pomysł: Drugi Turniej Czterech SkoczniNiemcy mają pomysł: Drugi Turniej Czterech Skoczni

Więcej o: