Porachunki w kadrze skoczków. Ujawniamy kulisy. Już latem miały być dwie "dyscyplinarki"

Piotr Majchrzak, korespondencja z Planicy
Najstarsi skoczkowie zarzucają PZN-owi, że nie dał trenerom drugiej szansy. Dał i to nie jedną, bo latem było blisko dyscyplinarnego zwolnienia dwóch członków sztabu. Polskie skoki niszczy wewnętrzny konflikt, który przez miesiące był tajemnicą poliszynela. Kadra jest podzielona jak nigdy wcześniej, a maski wreszcie opadły. Polskie skoki potrzebują najpierw burzy, a potem oczyszczenia i konstruktywnych wniosków. Dosyć zamiatania wszystkiego pod dywan.

To już jest otwarty konflikt w polskich skokach: trzej mistrzowie - Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła - kontra Polski Związek Narciarski, który podjął decyzję o nieprzedłużaniu umowy z Michalem Doleżalem.

Zobacz wideo Adam Małysz ujawnia plan na nowego trenera skoczków. "Rozmowy trwają i są bardzo zaawansowane"

W Planicy jesteśmy świadkami groteskowych scen. Kadrowa starszyzna rzuciła się do atakowania PZN-u. Między innymi za to, że nikt nie poinformował jej wcześniej o tym, że dojdzie do zmiany trenera. Kamil Stoch twierdzi na przykład, że trzeba było zorganizować spotkanie Doleżala z zarządem PZN-u, żeby trener mógł się obronić. Ale to Michał Doleżal sam prosił Adama Małysza o podanie ostatecznej decyzji do czwartku 24 marca, bo sam prowadzi rozmowy z innymi federacjami. Spotkanie z zarządem, które sugerował Stoch, mogło być zorganizowane po sezonie. Ale Doleżal go nie chciał. Chciał wcześniejszej decyzji. A ta była jeszcze poprzedzona trzygodzinną rozmową Małysza z Doleżalem w Oberstdorfie. Doleżal nie zaproponował tam, co sam przyznaje, szczegółowego planu naprawczego.

Kadra skoczków podzielona. Niektórzy szydzą ze Stocha, Żyły i Kubackiego

Najstarsi skoczkowie używają wielkich słów. Stoch stwierdził nawet, że "takie potraktowanie trenera to barbarzyństwo". Żyła wtóruje Stochowi. - Nawet nie chce mi się już gadać na temat PZN-u, bo to jest żałosne i śmieszne. Nikt do nas nie dzwonił, żeby to wyjaśnić. Oni mają władzę, a my jesteśmy tylko pionkami - mówi.

Temu wszystkiemu przyglądają się inni skoczkowie z naszej kadry. I niektórzy szydzą ze zrozpaczonych gwiazd polskich skoków. - Ostatnie sezony sterowali Doleżalem jak chcieli. Teraz to się skończyło - mówi jedna osoba z kadry. - Doleżal był dla nich wygodny - dodaje kolejna osoba.

Podziały w kadrze nie są już tajemnicą. Żaden z młodszych zawodników nie stanął w obronie Doleżala, jak Stoch, Kubacki i Żyła. Ich wypowiedzi są zdecydowanie bardziej stonowane. Oni wiedzą, że nie mają tak dużego posłuchu wśród kibiców i tak dużej uwagi mediów. - Ciężkie są rozstania, ale coś się kończy, coś się zaczyna. Trzeba patrzeć w przyszłość, jeśli chce się rozwijać - mówił Andrzej Stękała w Eurosporcie. Podobnie wypowiada się też Jakub Wolny, który przez całe lato trenował z Maciejem Maciusiakiem.

Maciusiak to kolejny drażliwy temat

Maciej Maciusiak jest asystentem Michala Dolezala. Przynajmniej w teorii. Bo mniej więcej od Turnieju Czterech Skoczni właściwie odłączył się od kadry. To efekt jego potężnego konfliktu z Grzegorzem Sobczykiem, czyli drugim asystentem Doleżala.

Konflikt jest o tyle ciekawy, że według naszych informacji to Maciusiak wyciągnął rękę do Sobczyka, gdy tworzony był team Adama Małysza w 2010 roku. Wtedy Maciusiak wciągnął go do kadry Łukasza Kruczka i przyuczał do zawodu. Po latach bardzo się poróżnili. Walczyli o wpływy. Na tym tle powstają też inne konflikty. Nie ma co ukrywać, że Kamil Stoch nie pała sympatią do Adama Małysza. Widać to szczególnie po twitterowych reakcjach jego żony Ewy Bilan-Stoch, która w styczniu namiętnie lajkowała na Twitterze wpisy nastolatków, którzy ostro krytykowali Małysza. Najstarsi skoczkowie widzą w Maciusiaku osobę mocno popieraną przez Małysza. A takie poparcie jest odbierane jako ogromne zagrożenie dla Grzegorza Sobczyka. Nasi najlepsi skoczkowie stoją po stronie Sobczyka. Szczególnie Stoch i Kubacki. Bardzo mocno na temat odejścia Doleżala wypowiada się też Piotr Żyła, ale można usłyszeć, że jeszcze niedawno był bezstronny. 

Właśnie dlatego obecnie nie ma najmniejszych szans, by Maciusiak został nowym trenerem reprezentacji. Tego najbardziej bała się starsza grupa skoczków. 39-letni Maciusiak ma bardzo twardy charakter i gdyby dostał pełną władzę w kadrze skoków, to nie bałby się robić porządków. Nie układałby się ze starszyzną. Trener jest poważany właściwie przez każdego z pozostałych skoczków w kadrze, bo każdemu przynajmniej raz w karierze mocno pomógł i wyprowadził z bardzo dużego zakrętu. Ma też bardzo duże wsparcie u większości skoczków, a ci nie ukrywają, że wolą trenować z nim. 

Z kolei Sobczyk jest asystentem, o którym przez trzy lata mówiło się, że to on rządzi kadrą, a Doleżal jest tylko twarzą sztabu. Blisko eskalacji konfliktu było po PŚ w Wiśle, gdzie Adam Małysz przyznał "Przeglądowi Sportowemu", że Doleżal nie jest wystarczająco twardy i daje sobie wejść na głowę. Wtedy tylko jedna iskra dzieliła nas od potężnego wybuchu. Ale spór wyciszono z uwagi na to, że to był sezon igrzysk. Dopiero w Planicy przyszedł czas porachunków.

Tuż po Wiśle, po najgorszym od 20 lat Pucharze Świata w Polsce, Sobczyk został wysłany z Maciusiakiem na obóz w Ramsau. Obóz nie był po myśli Sobczyka i Doleżala, bo było to zaprzeczenie ich wizji przygotowań. Treningi zostały jednak zaproponowane przez Apoloniusza Tajnera. Doleżal nie był w stanie obronić swojego zdania i większość skoczków pojechała do Austrii.

Ale po zaledwie pięciu treningach kadra niespodziewanie z tego obozu wróciła. Przyczyna? Trener Sobczyk miał przekazać Doleżalowi, że szczególnie Kubacki skacze już bardzo dobrze, więc wracają do Polski. Ale Kubacki dobrze nie skakał.

Konflikt, który niszczy od środka

Maciusiak, widząc, że nie ma żadnego wpływu na to, co dzieje się w kadrze, w okolicach Turnieju Czterech Skoczni wręcz odłączył się od sztabu i zaczął pracować na swój rachunek. Czy dało to efekty? Jakieś tak, bo skoczkowie zaczęli zajmować zdecydowanie lepsze miejsca w Pucharze Kontynentalnym (wcześniej mieli problem z wchodzeniem do 30). A po obozie w Planicy Stefan Hula i Maciej Kot - czyli zawodnicy trenujący z Maciusiakiem - byli najbliżej wywalczenia sobie miejsca na igrzyska olimpijskie. A Hula nawet na igrzyska pojechał.

Doleżal rządów twardej ręki nie prowadził. Co miało swoje plusy, ale też minusy. Można np. usłyszeć, że został wezwany przez PZN na grudniowe mistrzostwa Polski w Zakopanem. Ale jeden ze skoczków miał mu doradzić, żeby na tę imprezę nie przyjeżdżał, by uniknąć dziennikarzy i odpowiadania na niewygodne pytania.

Maski opadły w piątkowym wywiadzie

Kto faktycznie chce rządzić w duecie Doleżal – Sobczyk, pokazał piątkowy wywiad przeprowadzony przez skijumping.pl. To tam trener Doleżal spokojnie tłumaczył kwestię odejścia i tego, jak sprawa została mu przekazana. Chciał zdecydowanie załagodzić napiętą atmosferę. Stojący obok Sobczyk zachowywał się inaczej. Szaleńczo krytykował decyzję związku i podburzał atmosferę. - To coś niesamowitego, że można zrobić coś takiego bez dyskusji z zawodnikami i sztabem szkoleniowym. Do kogo się mam teraz zwrócić? Nie wiem, ale bardzo dziękuję za taki pomysł... - mówił.

Ten wywiad pokazał, kto, jaki ma temperament i jak wygląda podział ról w kadrze. I że Sobczyk rzeczywiście mógł dominować w duecie z Doleżalem.

PZN skapitulował i schował głowę w piasek

Oczywiście, że Polski Związek Narciarski w kompromitujący sposób rozegrał sprawę odejścia Doleżala. PZN po prostu skapitulował i schował głowę w piasek. Związek dał sobie narzucić narrację wkurzonych skoczków, za którymi stoi duża część kibiców. Zawiodła także komunikacja, szczególnie na linii zarząd -> najstarsi skoczkowie. Choć tutaj zawsze ktoś może stwierdzić, że to nie skoczkowie są od wybierania czy zwalniania trenera. I też będzie miał rację.

Kadra skoczków nigdy nie miała rzecznika prasowego. PZN ma ogromny problem z działaniami PR-owymi. A teraz widać jak bardzo była potrzebna zmiana w polskich skokach. I jak zepsute stało się to środowisko. Lata sukcesów mocno uśpiły czujność wszystkich. I choć latem było blisko poważnego tąpnięcia i dyscyplinarnego zwolnienia Sobczyka i Andrzeja Zapotocznego (trener techniczny zajmujący się głównie kombinezonami), to zdecydowano się dać tej kadrze jeszcze jedną szansę, by nie burzyć wszystkiego przed igrzyskami. A w czasie sezonu znowu było blisko zwolnień.

Być może to kolejny błąd PZN-u, który nie chciał wojny przed sezonem olimpijskim. Ale każdy już rok temu wiedział, że coś się wypaliło. Każdy wiedział, że kadra nie może dalej funkcjonować w tym samym kształcie. Potężna burza i oczyszczenie atmosfery w kadrze było potrzebne już dużo wcześniej. Tak by każdy mógł wykrzyczeć swoje racje. Bo nie da się ukryć, że najstarsi skoczkowie mają swoje, a ci młodsi oczekują czegoś zupełnie innego. Teraz jednak PZN i skoczkowie muszą siąść do stołu i zacząć ze sobą rozwiać, czyli robić to, czego nie robiono w ostatnich miesiącach. Muszą wyciągnąć wnioski i na nowo ustalić plan współpracy. Inaczej polskie skoki pójdą na dno. Nikt z PZN-u nie chce teraz publicznie odpowiadać skoczkom. Z tego co słychać, w przyszłym tygodniu jest planowane spotkanie z nimi.

Skoczkowie mówią, że idą w dobrym kierunku. A jak jest naprawdę?

Koronnym argumentem padającym z ust Stocha, Kubackiego i Żyły jest to, że trenerzy nie dostali drugiej szansy. Tym bardziej że w drugiej części sezonu wszystko szło w dobrym kierunku. Tylko że jak widać, kolejna szansa została dana. I to nie raz. A w drugiej części sezonu wcale rewelacyjnie nie idzie. Medal Dawida Kubackiego na IO trzeba traktować w kategorii cudu, bo jak ktoś miał tam  wyskakać zasłużony medal, to był to Kamil Stoch. 

Sprawdzamy więc konkursy PŚ po igrzyskach:

  • Kubacki 13., 7., 15., 18., 33., 18., 7., 26., 8.
  • Stoch 24., 11., 10., 11., 15., 12., 21., 11.,14.
  • Żyła 3., 14., 8., 22., 17., 5., 2., 18., 12.

Do niedzielnych zawodów w Planicy skoczkowie zaliczyli zaledwie siedem miejsc w dziesiątce. W ostatnim konkursie dołożyli 8. miejsce Kubackiego, choć była szansa na podium Żyły. Wcześniej były też dwa podia Piotra Żyły i to wszystko, na co było stać skoczków, którzy "idą w dobrym kierunku". Jeśli dziś uznajemy to za dobre wyniki, to jest pewien problem wynikający z tego, że bardzo obniżyły się nam wymagania.

Skoczkowie muszą też dostrzec, że dziś skoki narciarskie kompletne przestały interesować ludzi. Pokazują to wyniki oglądalności telewizji. Pokazują statystyki zainteresowania skokami choćby na portalach informacyjnych. Skoczkowie wcześniej mieli osiągnięcia, które będą zapamiętane, ale Excel jest nieubłagany i po takim sezonie na pewno PZN potężnie odczuje to w kieszeni.

Więcej o:
Copyright © Agora SA