Stoch wyśmiał Małysza. Te słowa zmienią polskie skoki na zawsze

Rozmowa Kamila Stocha z Eurosportem po konkursie drużynowym w Planicy przejdzie do historii. Polski skoczek wyśmiał w niej słowa Adama Małysza, który twierdził, że skonsultuje decyzję o braku dalszej współpracy z Michalem Doleżalem z zawodnikami po sezonie, opowiedział się po stronie czeskiego trenera i wskazał, że nie ma pewnej przyszłości.

Michal Doleżal w piątek w Planicy poinformował, że po sezonie nie zostanie z nim przedłużona umowa przez Polski Związek Narciarski. W tej sprawie w niedzielę miał się wypowiedzieć Kamil Stoch, ale udzielił dużego wywiadu Eurosportowi już w sobotę po konkursie drużynowym.

Zobacz wideo Adam Małysz ujawnia plan na nowego trenera skoczków. "Rozmowy trwają i są bardzo zaawansowane"

Stoch: Doleżal nie dostał szansy powiedzieć, jakie błędy zostały popełnione

I słowa Stocha sprawiają, że polskie skoki już nigdy nie będą takie same. - Trzeba nazwać wszystko po imieniu: trener Doleżal został poinformowany, że nie zostanie z nim przedłużona umowa, co moim zdaniem nie jest dobrym posunięciem. Nie są to łatwe rzeczy i mam nadzieję, że uda mi się to opowiedzieć tak, żeby każdy zrozumiał. Sezon mieliśmy bardzo trudny i popełnionych zostało mnóstwo błędów. Błędów, które kosztowały nas sporo wysiłku, żeby zaraz wracać na dobre tory. Zwłaszcza mnie. Działo się mnóstwo rzeczy, na które nie miałem wpływu, a one wpływały na to, jak skakałem. Tak naprawdę te błędy popełniali wszyscy i... Jest takie powiedzenie: niech pierwszy, kto czuje się bez winy rzuci kamieniem. A moim zdaniem błędy zaczęły się od samej góry, czyli począwszy od prezesa, poprzez sekretarza generalnego, dyrektora sportowego do całego sztabu szkoleniowego, nie tylko samego trenera i skończywszy na nas, na zawodnikach. My też popełnialiśmy błędy, ja sam miałem wiele okazji, których nie wykorzystałem. I tak to właśnie wyglądało. Gdzieś ileś rzeczy się poskładało i wpłynęło na to, jak kończymy ten sezon - wyjaśnia Stoch w rozmowie z Eurosportem.

- Problem po prostu jest taki, że nie dano nam tego wszystkiego naprawić. Nie dano nam szansy tego naprawić i mówię o grupie, o wszystkich. Bo trener jest naszą rodziną i ja będę o niego walczyć. Uważam go za świetnego fachowca i że przy nim się rozwijam. W dalszym ciągu mam potencjał i się rozwijam. W tym sezonie to nie było mi dane ze względu na to, o czym mówiłem wcześniej, ale gdyby trener dostał taką szansę [naprawienia sytuacji - red.]... Bo został popełniony kolejny błąd: komunikacji pomiędzy sztabem szkoleniowym a związkiem. Po prostu nie wiem, jak może na takim poziomie dochodzić do kuriozalnych sytuacji. To jest po prostu fatalny w skutkach błąd w komunikacji, który można jeszcze, tak uważam, naprawić, a który doprowadził do tak naprawdę totalnego nieporozumienia, gdzie zostało przyjęte, że nic mu się nie chce. Tak naprawdę nie dostał szansy powiedzieć, jakie błędy zostały popełnione i w jaki sposób można je teraz naprawić - uważa Stoch.

"Jeżeli nie chcecie wydawać pieniędzy na starych zawodników, których najlepiej byłoby się pozbyć, którzy mają coś do powiedzenia, no to dobrze"

- Tu zataczamy kolejne koło, jak widać w tym przypadku historia lubi się powtarzać, bo znowu w sprawie, która jest kluczowa, we współpracy zawodnika z głównym trenerem, relacji wypracowanej przez lata, rozumieniu się bez słów i systemu, który wspólnie tworzymy, znowu zostaliśmy zupełnie pominięci w tym, czy chcemy... Nie w tym, czy chcemy - po prostu w ogóle nas nie zapytano o zdanie. Owszem, miały takie rozmowy być. Ustaliliśmy, że mieliśmy rozmawiać po Planicy, z tym że nie powiedziano nam, że konkretne decyzje zostaną podjęte jeszcze przed tym i te rozmowy nie będą miały sensu. To mnie bardzo boli, bo uważam, że jako zawodnik mam w tej kwestii bardzo dużo do powiedzenia: bo to z kim i jak pracujemy, ma później bardzo duży wpływ na to, co później uda się osiągnąć. Zdaję sobie sprawę, że nie mogę podejmować żadnych decyzji, że jestem tylko małym trybem w całej machinie, ale trybem, który finalnie wykonuje całą końcową robotę. Jeżeli zarząd PZN-u chce spróbować swoich sił, proszę bardzo. Dam narty, skocznia jest świetnie przygotowana, zachęcam, można spróbować - mówi Kamil Stoch.

- Uważam, że trener Michal Doleżal jest świetnym fachowcem i gdyby dano nam szansę zrobić to wszystko tak jak trzeba, poukładać pewne rzeczy... Bo to nie jest tak, że wszystko się rozwaliło, bo uważam, że rozwaliłoby się właśnie wtedy, gdyby nam nie dano tej szansy. Pozwalniano wszystkich. Zawodników też, bo dano nam znać, że na skoki narciarskie idą za duże pieniądze. Że pochłaniamy zbyt duże koszty, że po co to wszystko? A no po to, żeby wygrywać. Nie ma wyników bez inwestycji. To jest tak, jak w wojsku. Jeżeli się nie wyłoży odpowiednich pieniędzy, to nie ma później obrony. Tak samo jest u nas. Jeśli nie ma przyjętych odgórnych pewnych kosztów, które chce się wydać, no to sorry, z czym do ludzi? Możemy wrócić do systemu tak, jak prezes Tajner zawsze wspomina, że jeździli na zawody jednym samochodem. Osobówką, z Adamem i jakoś dawali radę. Owszem, jeden zawodnik dawał radę. A gdzie była reszta? Dzisiaj mamy wspaniałą drużynę i po jednym słabszym sezonie, w którym działo się tyle przeróżnych rzeczy, że staraliśmy się po prostu wyjść obronną ręką, to i tak wyszło nieźle. Jeżeli chodzi o koszty, to myślę, że jest to adekwatne. My generujemy spory przychód, a dano nam do zrozumienia, że sponsorzy mogą się wycofać, jeśli nie zostaną podjęte pewne zmiany. Okej, jeżeli w taki sposób zarząd chce to wszystko ogarnąć, to ja mogę powiedzieć, że ze swojej strony sam mogę sobie opłacać szkolenie. Jeżeli nie chcecie wydawać pieniędzy na starych zawodników, których najlepiej byłoby się pozbyć, którzy mają coś do powiedzenia, no to dobrze. To ja mogę ze swojej strony sam siebie finansować, tylko dajcie mi takiego trenera, z którym ja chcę pracować - dodaje skoczek.

"Dano do zrozumienia, że tak naprawdę nie ma czego szukać. Że zmiany muszą przyjść"

- Był w Planicy przedstawiciel zarządu Polskiego Związku Narciarskiego, z którym odbyliśmy rozmowę na nasze życzenie, na życzenie zawodników, już po tym, jak dowiedzieliśmy się o decyzjach. Tam nam dano do zrozumienia, że tak naprawdę nie ma czego szukać. Że zmiany muszą przyjść, bo trzeba coś odświeżyć. Ja uważam, że to nie tędy droga. Skoro system działa i trzeba go trochę poukładać to... Skoro popełniamy błędy to jesteśmy, uważam, rasą rozumną i na błędach się uczymy. Można te błędy poprawić. To nie jest tak, że system jest do dupy i trzeba go po prostu... Przepraszam za wyrażenie, totalnie zmienić. Trzeba zmienić pewne detale, które zaczną robić różnice. A jeżeli wszystko działa, bo uważam, że tak jest, trenerzy zauważyli to, co nie działa i zostały wprowadzone zmiany od drugiej połowy sezonu i oczywiście nie ma super wyników, ale coś ruszyło i można to zauważyć po wynikach i zostały postawione kroki do przodu, to uważam, że jeśli mielibyśmy więcej czasu, spokoju i siły na to wszystko, to może by się to wszystko jednak inaczej skończyło. A i tak uważam, że kończy się nie najgorzej. Dzisiaj walczyliśmy o podium, każdy z nas mógł polatać. Przede wszystkim mamy zaufanie do tego, co robimy, a to jest uważam, najważniejsze - przekazuje Stoch. - Owszem, jestem zdania, że w tym układzie, w takiej drużynie, jak jest teraz przy pewnych wewnętrznych zmianach, choć to już muszą trenerzy ustalić, a wiedzą, jakie zostały popełnione błędy i jak je naprawić, nie zostało im dane tego powiedzieć i wcielić w życie - wskazuje.

Stoch wyśmiał Małysza i przekazał, że nie wie, co z jego przyszłością

Co z przyszłością trzykrotnego mistrza olimpijskiego? - Nie wiem. Powiedziano nam, że w końcu dostaniecie trochę urlopu, bo za ciężko pracowaliście i teraz odpoczniecie, dobrze wam to zrobi. Przepraszam, że mówię o tym do mediów, ale nikt z nami nie rozmawia. To gdzie my to mamy powiedzieć? Chodzi o to, że nie wiemy, na czym stoimy. Ja nie wiem, co będę dalej robił, bo przy takim układzie, to jak ja mam sobie przyszłość poukładać? Jak coś planować? Przecież to już trzeba ustalać. Przyda się odpoczynek, ale trzeba wiedzieć, jak, z kim i na jakich zasadach mamy dalej działać. I kto tym będzie zarządzał - wskazał Stoch.

Na pytanie o słowa Adama Małysza, który przekazał Eurosportowi, że decyzja odnośnie nowego trenera zostanie skonsultowana ze skoczkami, Stoch dwukrotnie po prostu wyśmiał Małysza. - Powinno być tak, że ktoś się z nami konsultuje. Wierzę, że tak będzie. Żałuję, że nie została z nami skonsultowana decyzja o nieprzedłużaniu umowy z obecnym trenerem. Uważam, że ten trener zasługuje na jeszcze jedną szansę. Jeżeli miałoby się nic nie ruszyć, to sam odejdę po przyszłym sezonie. Jeżeli związek przywróciłby tego trenera i nic w stosunku do tego sezonu by się nie zmieniło i znowu by nie wyszło, to uważałbym, że to z kolei ja popełniłem błąd i poniósłbym tego konsekwencje. Jestem tego świadomy - dodał skoczek.

Więcej o:
Copyright © Agora SA