Jeśli ktoś po igrzyskach olimpijskich zasłużył na podium w zawodach Pucharu Świata, to na pewno Piotr Żyła. W Pekinie igrzyska mu nie wyszły - był 21. na normalnej, 18. na dużej skoczni i szósty z drużyną. Był rozżalony, w emocjach mówił nawet, że na igrzyska nie chce już wracać. Ale teraz udowodnił, że stać go na skoki na poziomie światowej czołówki. I za to, jak przeżywał Pekin, ewidentnie zasłużył na podium w Lahti.
Po pierwszej serii i skoku na 120,5 metra Żyły był w doskonałej pozycji do ataku - zajmował szóste miejsce ex aequo z Karlem Geigerem. Do podium tracił 6,1 punktu, do lidera trochę więcej, bo 12,3 punktu. Jednak widać było, że Polak nie był usatysfakcjonowany swoją próbą.
Na drugą czekał jednak ponad rok - dokładnie 390 dni, bo tyle minęło od ostatniego podium Żyły z 31 stycznia 2021 roku w Willingen, gdy był drugi. Skoczył 129,5 metra, zacisnął pięść i awansował o trzy pozycje. Michal Doleżal, patrząc na to, gdzie wylądował Żyła zaczął się cieszyć, jak nigdy w tym sezonie. Zadowolony wymownie spojrzał na swojego asystenta, Grzegorza Sobczyka i przybił z nim piątkę. Żyła skończył zawody o zaledwie 0,1 punktu przed Niemcem Markusem Eisenbichlerem. Polaka wyprzedzili tylko Halvor Egner Granerud, który był drugi i zwycięzca Austriak Stefan Kraft.
Ten skok był jak z mistrzostw świata w 2017 roku na tej samej skoczni. Jakby przypomniał sobie drugą serię, gdy wtedy po pierwszym skoku też był szósty i też awansował na trzecią pozycję, co dało mu brązowy medal - pierwszy na wielkiej imprezie w jego karierze. - Całkiem inne zawody dziś były. Podobne jest to trzecie miejsce, ale dzień zupełnie różny. Chociaż jak widać, chyba lubię tę skocznię - śmiał się Żyła w rozmowie dla Eurosportu.
Czy Polak spodziewał się takiego wyniku? - Nie, gdzie tam? Byłem zadowolony z samego drugiego skoku. Na podium nie liczyłem, miałem dużą stratę. Myślę: a tam, nie da rady. Patrzę, jak przegrałem o "dwie dziesiątki" z Halvorem Egnerem Granerudem, myślę, że chyba już nie mam szans. A tu proszę, udało się i z tego bardzo się cieszę - podsumował polski skoczek.
Dla Żyły to osiemnaste podium i jedenaste trzecie miejsce w zawodach Pucharu Świata w karierze. I jednocześnie najlepszy wynik w tym sezonie - do tej pory było nim siódme miejsce z zawodów w Bischofshofen. Do tej pory była to jego jedyna obecność w najlepszej dziesiątce od początku sezonu.
Pozostali Polacy? Należy wyróżnić Dawida Kubackiego, który oddał dwa dobre skoki - na 120,5 i 124,5 metra. Ten drugi zapewnił mu awans o aż dwanaście miejsc - z 25. na trzynaste miejsce w konkursie. Był tak nisko, bo w pierwszej serii trafił na jedne z najkorzystniejszych warunków - 0,4 metra na sekundę pod narty. Technicznie oba wyglądały jednak dobrze, a to zapowiada jego niezłą dyspozycję w dalszej części weekendu PŚ w Lahti.
Pogubiony był za to Kamil Stoch. - Nawet trudno mi to wytłumaczyć - mówił o przyczynach swoich krótszych skoków na 118,5 i 117 metrów, które dały mu 24. miejsce. - Nie dojeżdżało mi się tu dobrze w konkursie. Jeszcze w treningu było bardzo w porządku, potem się pogorszyło. W dodatku w pierwszej serii odbiłem się za wcześnie, a w drugiej zbyt późno - przekazał w rozmowie z Eurosportem.
Kacper Juroszek był jednym z największych pechowców zawodów - był 32. po skoku na 115 metrów i do awansu do finałowej serii zabrakło mu ostatecznie zaledwie jednego punktu. Stefan Hula skoczył bardzo blisko - 102 metry i skończył zawody na 52. pozycji, a po osiągnięciu zaledwie 97,5 metra Paweł Wąsek zajął 59. miejsce.
To jednak dopiero początek zawodów PŚ w Lahti. W sobotę skoczków czeka rywalizacja w konkursie drużynowym. Polacy wystąpią w nim w składzie Piotr Żyła, Paweł Wąsek, Dawid Kubacki i Kamil Stoch. Dzień później jeszcze jeden konkurs indywidualny. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.