Tak naprawdę wyglądają zakazane buty Polaków. "Ferrari wśród butów"

Piotr Majchrzak
Polska w sprawie butów skoczków interweniuje nawet u przełożonych dyrektora Pucharu Świata Sandro Pertile. Ale w FIS wszyscy zapadli się pod ziemię. Polacy zapowiadają, że na igrzyskach nie odpuszczą. Producent butów pokazał z kolei produkt, o którym mówi dziś cały narciarski świat.

O sprawie zakazanych przez FIS butów polskich skoczków napisaliśmy w ostatnich dniach wszystko, co możliwe. Sprawa jest skomplikowana i ma wiele odcinków. To, co wiemy dziś na pewno, to fakt, że i polska firma Nagaba, i niemiecki Rass, wprowadziły na rynek ulepszone buty do skoków narciarskich.

Zobacz wideo Horngacher rozpętał prawdziwą wojnę tuż przed IO. "Perfidne zbliżenia"

W czym więc - w dniu startu olimpijczyków - tkwi kłopot? FIS nie godzi się na polskie ulepszenia twierdząc, że to zbyt duża zmiana, którą należało zatwierdzić do 1 maja 2021 roku. Z kolei niemieckie ulepszenia (jak nowy system zapinania czy wymieniane podeszwy) to - zdaniem władz - ledwie drobiazg, który można było wpisać w tzw. katalog małych modyfikacji. A gdy Adam Małysz poprosił o wpisanie naszych modyfikacji do tego katalogu, usłyszał, że on jeszcze nie istnieje i będzie opublikowany po igrzyskach. To by było na tyle, jeśli chodzi o sprawiedliwość w skokach narciarskich

Polska interweniuje u przełożonych Pertile

Uporządkujmy: w zeszły piątek Polacy wyciągnęli na skoczni przygotowane od kilkunastu miesięcy buty. W Willingen skakali rewelacyjnie, czym zirytowali Stefana Horngachera. Były trener biało-czerwonych, a dziś szkoleniowiec kadry Niemiec oprotestował nasz sprzęt. FIS przychylił się do protestu Austriaka, choć kilkadziesiąt minut wcześniej Piotr Żyła bez problemu przeszedł kontrolę na skoczni.

Później sytuacja się zmieniła, a kontroler sprzętu pod naciskiem Horngachera był skłonny zdyskwalifikować wszystkich Polaków. Łącznie z Dawidem Kubackim, który skacze w niemieckich butach Rass. Do FIS-u nie docierają żadne argumenty. Polacy mają też duży problem, by interweniować u przełożonych Sandro Pertie (dyrektor PŚ) czy Miki Jukkary (kontroler sprzętu w PŚ). - Tam nikt tam nie odpowiada. Pisaliśmy, dzwoniliśmy i zero reakcji. To tak, jakby wszyscy polecieli do Chin i koniec. Może jeszcze nam odpiszą, ale wątpię - mówi Sport.pl Adam Małysz, dyrektor polskich skoków.

Adam Małysz i Kamil StochSkoki narciarskie zmierzają ku przepaści. Nowy Małysz nie ma żadnych szans

Polska jeszcze walczy

Sztabowcy z polskiej kadry nie poddają się w walce o nowe buty. Na froncie są Adam Małysz, Jan Winkiel (sekretarz generalny PZN) i przedstawiciele firmy Nagaba, którzy w Polsce przygotowują dokumentację i wyjaśniają kwestie merytoryczne.

Swoją grę toczy też firma Slatnar, której narty oprotestował Horngacher. Słoweńcy szykują się nawet do złożenia pozwu sądowego. - Protest mogą jednak złożyć trenerzy, którzy są na miejscu w Chinach - zauważa Adam Małysz. A nasi trenerzy sprawiają - niestety - wrażenie pogodzonych z faktem, iż nie uda się przywrócić butów. Kadrze mężczyzn w Chinach pomaga też Łukasz Kruczek, trener kadry kobiet, który został przez PZN poproszony o interwencję. A to dlatego, że jest on członkiem komisji sprzętowej w FIS. 

- Kilkukrotnie rozmawiałem z Sandro Pertile, który twierdzi, że nie dopuszczą naszych butów, bo według nich są to nowe buty. Nie przyjmują wiadomości, że jest inaczej. I nie przyjmują też do wiadomości, że ta modyfikacja nie jest wcale większa niż zmiana podeszwy w butach robiona przez Norwegów w Rassach, czy modyfikacje Rassa robione dla poszczególnych zawodników. Ale nie są to nowe buty, bo tylko sam tył się różni - dodaje Adam Małysz. 

Okazuje się, że producent sprzętu, firma Nagaba, pokazała na stronie internetowej nowy model buta o wymownej nazwie Ferrari. 

buty polskich skoczkówbuty polskich skoczków Nagaba.pl

Nowy model buta polskich skoczków ma inaczej wykończoną górę. Z tyłu widoczne jest większe zakrzywienie obuwia, które może np. poprawiać prowadzenie narty w pierwszej fazie lotu. Najważniejsze jest jednak to, że przepisy wcale nie mówią, że są to buty nieprzepisowe.

Przepisy mówią jedynie, że:

  • but nie może być więcej niż dwa centymetry dłuższy od stopy
  • aby zewnętrzna strona buta musi być tej samej grubości co wewnętrzna.
  • podeszwa może mieć maksymalnie 45 mm
  • nie można przekształcać butów w celu uzyskania lepszej aerodynamiki

Według informacji Sport.pl, FIS najbardziej przyczepia się do ostatniego punktu, w którym wiele zależy od interpretacji. Słyszymy, że w zamyśle tego przepisu chodziło tylko o to, by but nie mógł być szerszy, by nie powodować większej powierzchni nożnej. Z kolei but Polaków jest tylko nieco bardziej zakrzywiony, co nie ma wpływu na powierzchnię nośną.

Polacy mieli nawet przedstawić wyniki badań w tunelu aerodynamicznym, które miały jasno pokazać, że but nie wpływa na aerodynamikę. FIS twierdzi jednak, że wie lepiej, a sam ma doświadczonych, wykształconych i bezstronnych kontrolerów, którzy są zdania, że but zmienia aerodynamikę.

Polscy skoczkowie na ich temat mają jednak własne zdanie. Widzieli bowiem, jak jeden z kontrolerów w Willingen nie potrafił obsługiwać maszynki do mierzenia kroku w kombinezonie zawodnika.  

Więcej o: