Piotr Żyła był najlepszym z polskich skoczków w Willingen. Polak zakończył zawody na 14. miejscu, choć kilkanaście minut po zakończeniu zawodów Pucharu Świata dotarła do nas zaskakująca informacja. FIS zakomunikował, że zarówno Żyła jak i Stefan Hula zostali zdyskwalifikowani z powodu nieregulaminowych butów.
Skargę musiał ktoś złożyć. Jak dowiedzieli się dziennikarze Sport.pl, był to Stefan Horngacher. Aby tego dokonać Niemiec musiał wpłacić 500 franków, co jak widać, nie było dla niego szczególnym problemem. - Protest złożył chyba też na narty i kombinezony - powiedział Jan Winkiel w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem.
Więcej treści sportowych znajdziesz na Gazeta.pl
Dyskwalifikacja Polaków w Willingen wywołała spore zamieszanie wśród kibiców. Jeden z nich nawiązał w mediach społecznościowych do pieniędzy, jakie Horngacher musiał przeznaczyć, aby złożyć skargę. "Jak nie masz co robić z pieniędzmi to możesz mi przelać i kupie sobie za to coś z Kamilandu" - czytamy. Kamiland to firma Ewy Bilan-Stoch, która produkuje m.in. czapki. Na ten apel kibica trafiła właśnie żona Kamila Stocha i szybko odpowiedziała: "Przyjemne z pożytecznym".
Do sprawy - też za pośrednictwem mediów społecznościowych - odniósł się także najbardziej poszkodowany, czyli Piotr Żyła. "A tak odnośnie butów, bo taki był temat dnia na skoczni. To Nagaba wymyśliła najnowszy model na deszczowe warunki. I były naprawdę bardzo fajne, ale co niektórzy pozazdrościli, że skarpeta im mokła i uznali, że takim nie możemy skakać. No cóż bywa i tak. Walczymy dalej w tym nowym dziwnym ładzie" – napisał skoczek.