Horngacher kontratakuje. Kolejny protest i dyskwalifikacja. "To jakiś żart"

Jakub Balcerski
Po niedzielnym konkursie w Willingen pojawiła się kolejna dyskwalifikacja. Z wyników konkursu usunięto rezultat Japończyka Yukiyi Sato. Jako powód podano problem z szerokością nart. Skąd taka decyzja kontrolera sprzętu FIS, Miki Jukkary? Okazuje się, że kolejny protest do Fina złożył trener niemieckiej kadry, Stefan Horngacher.

Yukiya Sato po pierwszej serii niedzielnych zawodów zajmował świetne czwarte miejsce. Japończyk wykorzystał dobre warunki i miał doskonałą pozycję do ataku na czołówkę konkursu. Po finałowym skoku spadł jednak na dziewiąte miejsce. Najgorsze dla Japończyka stało się jednak po zakończeniu zawodów. Został zdyskwalifikowany. 

Zobacz wideo Przełom w skokach Polaków tuż przed igrzyskami? Jest wyraźna zmiana

Za to ostatni raz dyskwalifikowano szesnaście lat temu. Sato wykluczony z wyników niedzielnych zawodów przez szerokość nart

Sprawa wzbudziła kontrowersje ze względu na powód usunięcia zawodnika z listy wyników niedzielnego konkursu, który wpisano do oficjalnego protokołu FIS. To punkt 1.2.1.2. regulaminu, czyli kwestia szerokości nart. 

Jak podało konto na Twitterze "Skoki narciarskie na wykresie i w liczbach", to dopiero drugi przypadek takiej przyczyny dyskwalifikacji, odkąd FIS publikuje takie dane, czyli od 2003 roku. Pierwszym był ten Słoweńca Jure Sinkoveca, któremu przydarzyło się to w kwalifikacjach do drugiego konkursu w Engelbergu w 2006 roku. 

Stefan Horngacher oprotestował płaskie narty Slatnara. Powtórzył to samo zagranie, które zabrało polskiej kadrze nowy model butów

To bezpośrednia przyczyna dyskwalifikacji. Sport.pl dotarł jednak do tego, skąd u Sato sprawdzano tak dziwny element, jak właśnie szerokość nart. Doprowadził do tego kolejny protest, który zgłosił trener niemieckiej kadry i były szkoleniowiec polskich skoczków, Stefan Horngacher.

Mika Jukkara twierdzi, że rękawiczki polskich skoczków na igrzyska olimpijskie są nieprzepisowe (zdjęcie poglądowe z zawodów PŚ w Willingen)Kolejna odsłona wojny. FIS znów nie chce zatwierdzić nowego sprzętu Polaków. Ostra reakcja PZN

Tym razem oprócz Horngachera sprzeciw wobec nart Sato zgłosiło jeszcze dwóch innych członków sztabów. Doszło do niego po pierwszej serii zawodów. FIS przekazał protestującym, że dokona go dopiero po finałowej serii. Był to oficjalny protest tak samo, jak w przypadku sobotniego zgłoszenia do kontrolera FIS sprawy nowego modelu polskich butów, którego ostatecznie zabroniono używać kadrze Michala Doleżala. Polacy mogą się zgłosić z nim do FIS wiosną, na kolejnym posiedzeniu podkomisji ds. sprzętu.

- Faktycznie była pewna różnica w pomiarze i zasadach FIS - ujawnia nam Peter Slatnar, producent nart, za które zdyskwalifikowano Sato. Jest jednak oburzony. - Podano tylko, że było więcej niż w regulaminie [a ten wskazuje: "Minimalna szerokość narty ma wynosić 95 mm, a maksymalna 105 mm" - red.]. Po naszym sprawdzeniu okazało się, że to nie był nawet milimetr. Od dwóch do czterech dziesiątych milimetra. To jest nic! - grzmi Słoweniec. Przypomnijmy, że Yukiya Sato skacze na słynnych "płaskich nartach", o których informowaliśmy we wcześniej części sezonu

Inne narty miały te same różnice w pomiarze, co te u Sato. "I ich nie zdyskwalifikowano. To jakiś żart"

Według Slatnara narty były zresztą mierzone sprzętem, który nie posiada ważnego certyfikatu. Twierdzi, że protest był złożony nie przeciwko Sato, a przeciwko "nartom Slatnara". W dodatku sam mierzył niemal wszystkie narty firmy, którego używano podczas zawodów w Willingen jeszcze przed zawodami. I te Yukiyi Sato przy pomiarze były o kilka dziesiątych milimetra zbyt szerokie - tak, jak wyszło po zawodach. Ale to norma, która do tej pory nie była brana pod uwagę. 

Kamil StochOtwarta wojna w skokach. FIS-owi grozi kompromitacja. "Protesty będą się sypać"

Slatnar zaznacza, że nie zmieniali szerokości tych nart na konkursy w Niemczech. Co więcej, był też przy pomiarze kilku par nart firmy Fischer. Wyniki? Również przekraczające nieco pomiary w pełni zgodne z regulaminem. - I ich nie zdyskwalifikowano - wskazuje producent sprzętu. - Przecież zawsze może wyjść o te kilka dziesiątych za dużo. Do tej pory nawet nie zwracano na to uwagi. To jakiś żart - dodaje Slatnar. Zamieszanie z tym przypadkiem dyskwalifikacji potwierdza jeszcze to, że edytowano oficjalny protokół zawodów FIS. Najpierw widniał w nim zapis dotyczący złamania zasady z punktu regulaminu oznaczonego jako 1.2.1.1., czyli długości narty. A to przecież zupełnie odwrotna kwestia. Tu nie można jednak wykluczyć zwykłego błędu we wpisaniu danych. Zwłaszcza że zapewne zazwyczaj, gdy mówi się o dyskwalifikacji "za narty", chodzi jednak o ich długość, a nie jak w tym przypadku szerokość.

Slatnar: Jestem przekonany, że inni też będą mieli problemy z nartami. W tym Niemcy

- Mam zatem nadzieję, że konsekwentnie przed igrzyskami zostaną sprawdzone wszystkie narty we wszystkich reprezentacjach. Jestem przekonany, że wiele z nich w takim przypadku będzie miało ogromny problem. W tym kadra Niemiec - zapewnia Peter Slatnar. Jukkara długo wieczorem sprawdzał też innych zawodników z nartami Slatnara. U nikogo nie wykrył podobnych problemów, jak u Sato.

Markus Eisenbichler wściekł się po konkursie w Willingen. Markus Eisenbichler wściekł się po konkursie w Willingen. "Gratulacje! Co za gó**o"

Przypadek dyskwalifikacji nart Slatnara wskazuje obecny problem z kontrolami sprzętu: Mika Jukkara ulega presji i uważa za słuszną tylko swoją wersję przepisów. Sam je interpretuje i pracuje tylko ze swoim rozumieniem zasad FIS. To już poważne nadużycie. Zwłaszcza że w kolejnych dniach możemy się spodziewać kolejnych skarg, protestów i chaosu dotyczącego wojny technologicznej w skokach. Słyszmy wiele głosów w stylu: "Nie zostawimy tak tej sprawy".

Więcej o: