W Willingen znów karty rozdawał wiatr. Wystarczy podkreślić, że po pierwszej serii sensacyjnym liderem był Cene Prevc, który do tej pory nigdy nie stał nawet na podium konkursu Pucharu Świata. Wyprzedzał Daikiego Ito i Markusa Eisenbichlera, którzy trafili na świetne warunki w pierwszej serii i znakomicie je wykorzystali.
W drugiej serii czołówka trafiła na znacznie trudniejsze warunki. Przez to Niemiec i Japończyk znacząco spadli w klasyfikacji zawodów. Znacznie więcej szczęścia miał Cene Prevc, który po skoku na 133,5 metra nadal mógł liczyć na miejsce w czołówce. Ostatecznie zajął 3. miejsce, wyprzedzając zaledwie o 0,9 punktu Ryoyu Kobayashiego.
Markus Eisenbichler spadł w klasyfikacji zawodów na 11. miejsce. I nie ukrywał swojego żalu do Borka Sedlaka, asystenta Pucharu Świata, który decyduje o zapaleniu zielonego światła, aby zawodnik mógł oddać skok. Zdaniem Niemca, Czech mógł chwilę się wstrzymać widząc, że warunki zmieniły się na znacznie mniej korzystne.
- To mnie już wkurza. Dokładnie taka sama sytuacja zdarzyła się w Titisee-Neustadt. W sobotę ja popełniłem błąd, ale dziś znów skoczyłem dobrze. Wkurza mnie, że nie można chwilę poczekać. Nie rozumiem tego, bo ja i Daiki nie mieliśmy żadnych szans przy -10 punktach za wiatr, gdy inni mieli odejmowane po 20 czy 25 punktów. Gratulacje! Co za gó**o - przyznał w rozmowie ze sport1.de.
Konkurs wygrał Marius Lindvik, który wykorzystał korzystny wiatr i awansował z 6. miejsca. Drugie miejsce zajął Karl Geiger, który powrócił tym samym na pozycję lidera Pucharu Świata, wyprzedzając w niej Ryoyu Kobayashiego o 3 punkty.