"To nie spisek, to nie wina jury". Kamil Stoch pechowcem dnia w Willingen

Łukasz Jachimiak
- Kamil Stoch miał wielkiego pecha. Ale to pech, a nie spisek czy wina jury. Tak po prostu w skokach bywa - mówi delegatka FIS Faustyna Malik. W sobotę w Willingen Stoch zajął tylko 21. miejsce, bo skakał w trudnych warunkach, a jury nie puściło przed nim przedskoczka.

Kamil Stoch siada na belkę. Siedzi, czeka, schodzi. Bo wieje za mocno, bo warunki są zbyt korzystne. Mija chwila. Stoch znów siada. Teraz czeka krótko. Kiedy rusza, uśrednione podmuchy wiatru pod narty mają wartość ponad 2 m/s pod narty. Ale gdy wychodzi z progu i w locie walczy o metry, warunki stają się o połowę gorsze. Efekt to tylko 115,5 metra. Stoch, zwycięzca piątkowego treningu i piątkowego prologu w sobotnim konkursie zajmuje dopiero 21. miejsce.

Zobacz wideo Przełom w skokach Polaków tuż przed igrzyskami? Jest wyraźna zmiana

Stoch miał kumulację pecha

Trudno było zrobić więcej, gdy miało się niemal najgorsze warunki. Z 46 skoczków startujących w tych loteryjnych zawodach trudniej od Stocha miało tylko czterech. A tak naprawdę nikt nie miał trudniej. Bo u Kamila pech się skumulował.

Stoch czekał na swój skok w deszczu. Deszcz padał do torów najazdowych i kiedy wreszcie Stoch dostał zielone światło, to w torach było tak mokro, że nasz skoczek miał zdecydowanie najgorszą prędkość ze wszystkich uczestników konkursu.

Stefan Horngacher i Dawid Kubacki"Stefan Horngacher się wściekł"! Były trener poskarżył na Polaków. Chcieli wyrzucić wszystkich

"Pewnie to by pomogło. Ale to jest gdybanie"

Dlaczego nie puszczono przed nim przedskoczka? - Pewnie to by pomogło. Ale to jest gdybanie - mówi nam Faustyna Malik. - Bo z drugiej strony, co by było, gdyby jury puszczało przedskoczka w warunkach, w których tak wieje, że trzeba wyczekiwać aż wiatr się uspokoi, żeby zawodnik mógł bezpiecznie skoczyć? - dodaje.

- Wiadomo, że konkurs w Willingen odbył się w trudnych warunkach. I jasne, że po takich zawodach są kontrowersje i pretensje do jury. Ale trzeba pamiętać, że skoki to sport zimowy, rozgrywany czasami w złej pogodzie - tłumaczy Faustyna Malik.

Byłby przedskoczek, gdyby Stoch zszedł z belki chociaż dwa razy

Malik to doświadczona delegatka, która pracuje też jako szefowa Pucharów Świata. Była nią choćby ostatnio w Wiśle. Zapewnia, że wszyscy w PŚ pracują tak, by minimalizować ryzyko i niesprawiedliwość. Ale podkreśla, że po prostu nie zawsze da się stworzyć sprawiedliwe warunki dla wszystkich.

- Kamil Stoch miał wielkiego pecha. Ale to pech, a nie spisek czy wina jury. Myślę, że gdyby schodził z belki więcej niż raz, to puszczono by przed nim przedskoczka i wtedy pewnie uzyskałby lepszą prędkość na rozbiegu. Ale nie ma przepisu, który każe puszczać przedskoczka przed kimś, kto zszedł z belki tylko raz. Uznano, że Kamil nie czekał aż tak długo i nie chcąc ryzykować, że wiatr zacznie wiać mocniej, wybrano mniejsze zło - mówi Malik.

Nowy model butów polskich skoczków zakazany przez FISNowy model butów polskich skoczków zakazany! Kontroler FIS tłumaczy dyskwalifikacje

Nie ma sensu protestować

Nasza delegatka zapewnia też, że na nic zdadzą się protesty po konkursie. Wściekły z gniazda trenerskiego wychodził Stefan Horngacher. Austriak prowadzący Niemców miał pretensje po skoku Karla Geigera. Dotychczasowy lider Pucharu Świata zajął dopiero 19. miejsce i stracił prowadzenie w cyklu na rzecz Ryoyu Kobayashiego, który wygrał w Willingen.

Markus Eisenbichler i Stefan Horngacher zareagowali na konkurs PŚ w WillingenHorngacher i Eisenbichler wpadli w furię! Farsa w Willingen

- Tak, Geiger miał gorsze warunki [1,7 m/s pod narty przy 2,43 m/s Kobayashiego - Stoch miał 1,08 m/s], ale ewentualne protesty nic nie dadzą, zostaną odrzucone. Było loteryjnie, ale już nie tak loteryjne konkursy przeprowadzano. I nie ma co się na to denerwować. To zrozumiałe, że żaden organizator nie chce zrezygnować ze zrobienia zawodów - kończy Malik.

Więcej o: