Chiny grożą testami z odbytu. Absurd goni absurd. Tak będą wyglądać igrzyska

Piotr Majchrzak
Do czwartku liczba pozytywnych testów na igrzyskach wyniosła 106. Ale większość sportowców dopiero do Pekinu się zlatuje. Przed nimi seria testów, ale i absurdów. Oraz covidowego bingo.

Już sama podróż polskiej misji do Pekinu należała do skomplikowanych. Samolot z biało-czerwonymi wystartował z Warszawy w środę o 21, o piątej rano polskiego czasu był już w Pekinie, ale do celu wciąż było daleko. Najpierw cztery godziny czekania na testy, a potem długa i jeszcze bardziej męcząca podróż do Zhangjijakou. Choć ostatnie 300 km można pokonać w nieco ponad trzy godziny, to olimpijskie busy przejeżdżają ją w ponad sześć. Dlaczego? Nie wiadomo. Wszyscy podkreślają, że autobusy jadą bardzo wolno i mają dużo przystanków. Do tego wszystko przy wyłączonym ogrzewaniu. Bo zgodnie z przepisami w pojazdach musi być wyłączona cyrkulacja powietrza, która powoduje większe ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa.  

Zobacz wideo Polscy skoczkowie jeszcze wyjdą z kryzysu. Schuster podpowiada trenerom

Niestety, testy okazały się pechowe dla kilkorga Polaków. W tym gronie znalazły się dwie łyżwiarki szybkie Natalia Czerwonka i Magdalena Czyszczoń, trener Arkadiusz Skoneczny i lekarz PKOl Hubert Krysztofiak. Jak tylko uzyskają dwa negatywne testy, wszyscy wrócą do wioski. 

Chińskie testy antygenowe spędzają sen z powiek polskich związków sportowych. To one będą wyznaczały rytm dnia na igrzyskach. Są one nie tylko uporczywe, ale i bardziej czułe, a konkretnie ich interpretacja. W Chinach przyjmuje się, że 30 CT (CT to wartość, która służy jako miara ilości zawartego w próbce RNA wirusa. Im wyższa wartość CT, tym mniejsze jest stężenie wirusa w próbce) oznacza, że człowiek jeszcze jest zakażony. W Polsce zaś jest to 40 CT (próg cyklu). Jeżeli wynik okaże się kontrowersyjny, analizować będzie go panel ekspertów medycznych przy MKOl. Dla sportowców najważniejsza będzie cisza - jeśli nie otrzymają wiadomości od medyków, to znaczy, że ich test wypadł negatywnie. I mogą startować. Choć czasem wszystko i tak wymyka się spod kontroli. Jak przypadki łyżwiarza szybkiego Marka Kanii.  - Świetne. Przypadek Marka Kani: 2 razy negatywny w Polsce. Później w Chinach: pozytywny, negatywny, pozytywny i na izolacji - pisze Konrad Niedźwiedzki, szef polskiej misji olimpijskiej.

Ponad tysiąc stron przepisów

Przed igrzyskami Chińczycy dostarczyli kilkadziesiąt dokumentów z przepisami dotyczącymi postępowania w związku z koronawirusem. Na setkach stron znajdują się wszystkie scenariusze, które mogą się wydarzyć w Chinach. Od spraw związanych z przyjazdem, przez procedury codziennych testów, procedurę ponownych testów, izolacji i możliwości działania na igrzyskach, przez kwestię transportu, a także wyjazdu z Chin. Każdy przypadek ma swój osoby dokument PDF z tabelkami i rysunkami. 

I o ile mogło się wydawać, że to, co na piśmie, jest po prostu nie do zrealizowania w życiu codziennym, to Chińczycy pokazują, że jednak się da. Z doniesień dziennikarzy można wywnioskować, że jest absolutnie tak, jak planowano. 

O ile określenie "bańka" z reguły ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, to w Chinach faktycznie taki twór powstał, choć organizatorzy mówią raczej o "zamkniętej pętli". Jak bowiem inaczej określić sytuację, w której ubrani w skafandry pracownicy naprawiają w środku nocy prysznic dziennikarza TVP Sport? A tak jest dokładnie ze wszystkim, bo akredytowani mogą się poruszać po wyznaczonych strefach odgrodzonych od "świata zewnętrznego".

Bliski kontakt z zakażonym? Testy co 12 godzin

Każdy uczestnik IO musi posiadać aplikację "My2022", do której wprowadza informacje na temat stanu zdrowia czy nawet miejsca zajmowanego w samolocie. Choć jeszcze niedawno New York Times pisał, że aplikacja jest dziurawa i gigabajty wrażliwych danych może dostać się w niepowołane ręce. Chiny informują, że w tym momencie zdecydowanie najwięcej pozytywnych wyników jest odnotowywanych na lotnisku. Dlaczego? Przed wjazdem należy wykonać dwa testy. Jeden 96 godzin przed wjazdem, a drugi nie więcej niż 72 godzin. To oznacza, że może powstać nawet czterodniowa luka, w której trakcie może się rozwinąć wirus.

A jak to wygląda w praktyce? Jeśli ktoś z samolotu miał pozytywny wynik, to osoby z miejsc bezpośrednio przy zakażonym otrzymują informacje o konieczności kwarantanny. Ale nie takiej, jaką znamy w Polsce. W Chinach sportowcy i dziennikarze, którzy mają stwierdzony "bliski kontakt z zakażonym", muszą pamiętać o izolowaniu się. Dostają osobne środki transportu i miejsca do spożywania posiłków, ale mogą brać udział w treningach czy zawodach. Zwiększa się za to częstotliwość testów. Zamiast co 24 godziny, sportowiec musi przechodzić testy co 12 godzin. Dodatkowo osoba "z bliskiego kontaktu" musi przejść dodatkowy test na koronawirusa na sześć godzin przed planowanym startem w zawodach czy treningiem. A jeżeli nie ma pozytywnego wyniku po siedmiu dniach, to testowanie wraca do normalnego trybu co 24 godziny. 

To mówią przepisy, a jak jest w rzeczywistości? Najmłodsza nasza narciarska Hanna Zięba trafiła na izolację noclegową, bo w samolocie siedziała obok zakażonej łyżwiarki. Na treningi będzie dojeżdżała dedykowanym transportem i niestety dwa razy dziennie przez siedem dni będzie testowana na obecność koronawirusa.

Tak wygląda wioska olimpijska w PekinieW takich warunkach mieszkają Polacy podczas igrzysk. Są zdjęcia z Pekinu

Co w przypadku pozytywnego wyniku? Wtedy opcję są dwie. Jeśli nie ma objawów, to trafia się do tzw. izolatorium, czyli hotelu przeznaczonego dla zakażonych. A gdzie on się znajduje, to już zależy od stopnia zapełnienia budynków. Jest ich kilka i są porozrzucane na przestrzeni 350 km. Zakażona osoba dwa razy dziennie przechodzi test na obecność koronawirusa, musi też raportować temperaturę w aplikacji. Jeśli jednak zakażony ma objawy, to wtedy trafia do chińskiego szpitala, co - z powodu skomplikowanych procedur - nie jawi się jako pozytywna perspektywa.

Teoretycznie izolację po pozytywnym wyniku i bezobjawowym przejściu koronawirusa powinny skończyć dwa negatywne testy z rzędu. Rekordziści kończyli już olimpijską izolację po sześciu dniach, ale niektórzy mogą spędzić w niej zdecydowanie dłużej. 

Chiny grożą testami z odbytu

"Zakończenie izolacji jest możliwe w przypadku uzyskania kilku negatywnych wyników testów PCR oraz IgM (a niekiedy także w postaci wymazów z odbytu) wykonanych w odstępach kilkudniowych, oraz na podstawie negatywnych wyników wymazów środowiskowych na obecność COVID-19. Miej na uwadze, iż łączny czas izolacji szpitalnej i kwarantanny może wynosić nawet 2-3 miesiące. Nie podróżuj do Chin jeśli przypuszczasz, że twoje testy na COVID-19 po przylocie mogą dać wynik pozytywny" - donosi polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Pojawiają się również doniesienia o bardzo dokładnych badaniach zakażonych, ale nie wiadomo czy odnoszą się one również do uczestników igrzysk. Oficjalny playbook igrzysk mówi tylko o konieczności uzyskania dwóch negatywnych testów z rzędu i braku jakichkolwiek objawów, choć "brak objawów" pozostaje kwestią do interpretacji.

Polski MSZ informuje więc nawet o możliwości przeprowadzenia wymazów z odbytu, gdzie wirus jest w stanie przetrwać najdłużej, a test jest dużo dokładniejszy od tego z nosa czy gardła. Jak nam udało się dowiedzieć, tego typu działanie jest możliwe w sytuacji, gdy niepewny jest wynik testu lub służby medyczne mają informację o niedawno przebytym zakażeniu. Filmiki z instruktażu robią furorę w social mediach, choć do tej pory nie słychać aż o tak inwazyjnych testach.

Chińska telewizja CCTV twierdzi, że takie wymazy wykonywane są tylko u pacjentów w poważnym stanie. Z kolei "Forbes" dodaje, że wymaz z odbytu pobierano na lotnisku niektórym pasażerom przybywającym do Pekinu oraz uczniom i nauczycielom. Teraz można przeczytać, że tego typu testy mają być stosowane szerzej w związku z wariantem omikron. Podstawowym testem ma być jednak test jednocześnie z nosa i z gardła, bo sam wymaz z nosa nie zawsze daje szanse na wykrycie omikrona. 

Chiny tłumią epidemię przed igrzyskami

A to wszystko w obliczu informacji o tym, że w Yanqing, gdzie zaplanowano konkurencje w narciarstwie alpejskim, notuje się duże wzrosty zakażeń wariantem delta, a miasto wprowadza poważniejszy lockdown. Władze Pekinu chcą zaś stłumić pandemię przez wprowadzenie ograniczeń.

Urzędnicy z pekińskiej dzielnicy Fengtai nakazali mieszkańcom unikanie wychodzenia z domu bez powodu i codzienne przeprowadzanie testów. W niedzielę władze poinformowały, że organizują testy na COVID-19 dla wszystkich mieszkańców dzielnicy, czyli ponad dwóch milionów osób.

Do czwartku liczba pozytywnych testów wykonywanych na igrzyskach wyniosła 106. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że kolejni sportowcy dopiero do Pekinu przyjeżdżają, a przed nimi codzienne testy. 

Więcej o: