Chińczycy zwolnili słynnego trenera, teraz musi milczeć. "Jak coś powiem, jutro będzie w Chinach"

Mika Kojonkoski, który miał doprowadzić reprezentację Chin w skokach narciarskich do igrzysk w Pekinie, w październiku został zwolniony. Jednak dopiero teraz doszedł do porozumienia z tamtejszą federacją i otrzymuje należne mu wynagrodzenie. Ma jeden warunek: milczeć na temat tego, co widział w Państwie Środka.

Mika Kojonkoski, czyli legendarny trener skoczków narciarskich w 2018 roku rozpoczął budowę chińskiej drużyny skoków narciarskich, której celem miał być dobry występ na zimowych igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Fin podpisał wtedy czteroletnią umowę z Chinami, która obejmowała budowę klubu złożonego z 30 zawodników i sześciu członków sztabu szkoleniowego w Kuopio.

Zobacz wideo Prezes PKOl Andrzej Kraśnicki: Liczymy, że na igrzyska pojedzie 60 sportowców

Kojonkoski doszedł do porozumienia z Chińczykami. Musi milczeć

Po trzech latach współpracy, w trakcie których jego podopieczni sięgnęli po premierowe punkty zawodów FIS Cupu czy Pucharu Kontynentalnego, Chińczycy postanowili zwolnić szkoleniowca. O tym dowiedział się przez telefon. Kojonkoski uważa, że do decyzji doszło, ponieważ jego styl trenowania był zbyt ludzki dla jego pracodawców, przyzwyczajonych do innego podejścia do sportowców.

Kamil StochKamil Stoch zachwyca na skoczni. Tajner zdradza: Dwa rozbiegi niżej

Od momentu, w którym szkoleniowiec został zwolniony, minęły prawie cztery miesiące. I dopiero teraz między Chińczykami a byłym selekcjonerem azjatyckiej reprezentacji doszło do porozumienia. – Negocjacje w sprawie rozwiązania umowy trwały do końca roku. Ustalenia są takie, że obie strony zobowiązują się do zachowania milczenia – mówił Kojonkoski w rozmowie z Ilta Sanomat.

To oznacza, że Fin otrzymuje należne mu pieniądze. Sam musiał jednak pójść na zaskakującą ugodę. Teraz Kojonkoski nie może powiedzieć, czego doświadczył i co zobaczył podczas pobytu w Chinach i pracy z tamtejszymi zawodnikami. Jeśli szkoleniowiec złamie umowę, przestanie otrzymywać należne mu kwoty. Byłemu trenerowi norweskich skoczków to jednak nie przeszkadza. 

– Prawdopodobnie granicą jest to, że nie postawię nikogo w złym świetle – komentował. Jak mówi 58-latek, nie ochroni go od tego bariera językowa. – Jeśli powiem coś w fińskich mediach, jutro będzie to znane w Chinach. 

Co dalej z karierą popularnego trenera? Jak ustalił dziennikarz Sport.pl, Piotr Majchrzak, Kojonkoski może wrócić do trenerskiego gniazda. "Można usłyszeć z Finlandii, że Kojonkoski znów poczuł trenerskiego bakcyla i chciałby wrócić do pracy w roli głównego trenera. Finlandia analizuje sytuację, bo wiosną końca dobiega dwuletni kontrakt Janne Vaatainena. I jak informuje nas fiński dziennikarz Jari Porttila, Kojonkoski mógłby wrócić do Finlandii" - pisał Majcharzak kilka tygodni temu. 

Więcej o: