"Złodzieje!" - Niemiec krzyczał na sędziów. A Małysz nie spał, bo czuł się winny

Łukasz Jachimiak
- Tamtej nocy wcale nie spałem. Czułem się winny - mówi Adam Małysz. A tamtego dnia sędziom wygrażał trener Niemców Reinhard Hess. Równo 20 lat temu Małysz o ułamki punktu pokonał Svena Hannawalda na oczach 100 tysięcy widzów w Zakopanem.

- Złodzieje! - krzyczał Reinhard Hess. Trener niemieckich skoczków był wściekły. W sobotę Sven Hannawald przegrał o 0,4 pkt z Mattim Hautamaekim. W niedzielę zabrakło mu 0,6 pkt do najlepszego Adama Małysza. Na 19 dni przed rozpoczęciem igrzysk olimpijskich w Salt Lake City znowu wszystko stanęło na głowie.

Zobacz wideo Polscy skoczkowie znów rozczarowali. "Zostało nam liczenie na cud"

Hannawald celował w rekord. Ale Małysz też miał cel

Hannawald dopiero co wygrał Turniej Czterech Skoczni. I to jak wygrał! Jako pierwszy w historii odniósł zwycięstwa we wszystkich konkursach. Był najlepszy w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen. A tuż po Turnieju dołożył jeszcze triumf w Willingen. Pięć zwycięstw z rzędu w Pucharze Świata - niemiecki as przestworzy wyrównał historyczny rekord. W Zakopanem miał się z nim rozprawić. Miał przypieczętować miano zdecydowanego faworyta igrzysk.

Ale swój plan na Zakopane miał też Adam Małysz. Polak zaczął tamtą zimę rewelacyjnie. Przed Turniejem Czterech Skoczni odbyło się 10 konkursów, a on stanął na podium dziewięciu. W tym drużynówki - pierwszy raz w historii wciągnął na nie Polskę (trzecie miejsce w Villach, indywidualnie nota Małysza najwyższa). Z dziewięciu startów indywidualnych Małysz wygrał sześć. A powinien wygrać siedem, ale w Engelbergu skrzywdzili go sędziowie. Tam Hess krzyknął, że Małysz lądował bez telemarku, sędziowie się zasugerowali i tak zaniżyli Polakowi noty, że mimo zdecydowanie najlepszej sumy odległości skończył zawody na dopiero czwartym miejscu.

Adam Małysz i Reinhard Hess, Engelberg 2001Niemiec krzyczał: Ohne Telemark! Tak Adam Małysz został oszukany

"Przyszedł na naszą odprawę"

Miesiąc później w Zakopanem Hess znów krzyczał. Tylko tym razem już nie do sędziów, a na sędziów.

- Przyszedł na naszą odprawę. Po pierwszym konkursie też przyszedł, ale wtedy był dużo spokojniejszy. Bo to było tak, że z Hautamaekim na odległość Hannawald minimalnie przegrał [o pół metra], a noty od nas dostał odrobinę wyższe [o pół punktu]. Natomiast jak od Adama był w sumie lepszy o pół metra, to Hess uważał, że nie miał prawa nie zająć pierwszego miejsca - wspomina Kazimierz Długopolski, jeden z pięciu sędziów, którzy wtedy w Zakopanem oceniali styl skoczków.

Hess triumfował. A to miało być nasze święto

Po pechowej, sobotniej porażce z Hautamaekim w niedzielę Hannawald pięknie odpowiedział rywalowi. W pierwszej serii Fin skoczył 128,5 metra i miał notę 131,3 pkt, zdecydowanie najwyższą ze wszystkich. Wtedy Niemiec skoczył 130 metrów w jeszcze lepszym stylu i z notą 136 pkt wyprzedzał dotychczasowego lidera aż o 4,7 pkt.

Hess triumfował. Jego mimika mówiła wszystko. Był przekonany, że Małysz, który jako jedyny miał jeszcze swój skok w pierwszej serii, nie pokona Hannawalda.

Reinhard Hess, Zakopane, 20 stycznia 2002 rokuReinhard Hess, Zakopane, 20 stycznia 2002 roku screen z TVP Sport

Po wspaniałej serii zwycięstw i podiów z pierwszej części sezonu Małysz wpadł w dołek. Na Turnieju Czterech Skoczni był piąty w Oberstdorfie, trzeci w Ga-Pa, drugi w Innsbrucku i dziewiąty w Bischofshofen, co w sumie dało mu czwarte miejsce. Później w Willingen był czwarty, a w sobotę w Zakopanem dopiero siódmy.

I ciężko to przeżył. Bardzo ciężko. - Tamtej nocy wcale nie spałem. Miałem w sobie poczucie, że zawiodłem. Nie mogłem sobie z tym poradzić - wspomina. - Jest bardzo trudno, kiedy czujesz się zobowiązany wobec ludzi. Ja czułem, że zawiodłem nie tylko siebie, ale też mnóstwo kibiców. Czułem się winny. Wiedziałem, że ci wszyscy ludzie przyjechali do Zakopanego, żeby zobaczyć jak wygrywam, a ja ich rozczarowałem - tłumaczy.

Liczby kibiców, którzy 20 lat temu zjechali do Zakopanego nigdy oficjalnie nie oszacowano. Ale mówi się, że na tamtych konkursach pod Wielką Krokwią stało po 100 tysięcy widzów.

Olbrzymie zarobki Kobayashiego. Japończyk deklasuje PolakówZłe informacje ws. Kamila Stocha przed igrzyskami w Pekinie

- Wszyscy, którzy tamte konkursy widzieli, wiedzą, że już nigdy nie było aż takiej gorączki wśród kibiców. Oni nie mogli się doczekać występów Małysza, którego kochali. Małyszomania szalała od roku, a że to były pierwsze starty Adama w Polsce, to ludzie po prostu nie wytrzymali i zaczęli na niego czekać na skoczni już w nocy. Organizatorzy wiedzieli, że zainteresowanie jest ogromne, ale czegoś takiego nie przewidzieli - wspomina Długopolski.

- Tylko w nocy naszło na skocznię 15 tysięcy ludzi. Później okropnie napierali ci, którzy uczciwie kupili bilety. Nikt nie chciał odpuścić. Ścisk był potworny, były omdlenia, przepychanki, straszne sceny się widziało. Po tamtych zawodach na skoczni pojawiło się prawdziwe ogrodzenie, dużo rzeczy się zmieniło - dodaje.

Walter Hofer, ówczesny szef Pucharu Świata, musiał prosić ludzi, by odsunęli się od rozbiegu skoczni. W pewnym momencie tłum miał na wyciągnięcie ręki skoczków pędzących do progu.

- Hofer powiedział, że jak się ludzie nie odsuną, to skoków nie będzie. Ci ludzie stali na odległość ręki od jadących skoczków, był strach, że w końcu wejdą na tory najazdowe. I jeszcze śnieżkami zaczęli rzucać. Zrobiło się bardzo niebezpiecznie. Szczęśliwie kibiców udało się stamtąd sprowadzić. Całe szczęście, że z drzew nikt nie spadł i się nie zabił - mówi Długopolski.

Puchar Świata w ZakopanemPuchar Świata w Zakopanem KRZYSZTOF KAROLCZYK

Tak odrodził się Małysz. "O piątej rano usłyszałem kibiców"

Całe szczęście, że ci wszyscy ludzie pięknie zareagowali po sobotnim rozczarowaniu. - O piątej rano w niedzielę usłyszałem kibiców. Nie wiem czy już szli na skocznię czy dopiero wracali spać po sobocie, ale skandowali "Nic się nie stało, hej Adam, nic się nie stało" i śpiewali, że drugi konkurs na pewno wygram - mówi Małysz. - Te śpiewy bardzo mi dodały otuchy. Poczułem, że mam kibiców na dobre i na złe, że ludzie dalej we mnie wierzą. Pomyślałem sobie tamtego ranka, że przecież ja naprawdę cały czas jestem w stanie wygrywać, tylko muszę spokojniej do wszystkiego podejść. Tak naprawdę to chyba usłyszenie "Adam nic się nie stało" było dla mnie nawet ważniejsze niż zwycięstwo, które wywalczyłem kilka godzin później. Wsparcie od ludzi uskrzydliło mnie na dobre, zostało ze mną, naprawdę mi pokazywało, że ludzie są ze mną na dobre i na złe - tłumaczy nasz były mistrz.

Uskrzydlony Małysz zrobił coś, czego Hess absolutnie się nie spodziewał. Poleciał 131 metrów - o metr dalej niż Hannawald - i chociaż od sędziów dostał w sumie o 0,5 punktu mniej, to w połowie zawodów prowadził, Niemca wyprzedzał o 1,3 pkt.

Stefan HorngacherPolski skoczek oskarża Horngachera: Sabotaż. Celowo wszystko zniszczył

W serii finałowej Hannawald skoczył 125 metrów, a Małysz 123,5. Niemiec był w konkursie lepszy o pół metra. Ale przegrał z Polakiem. Sędziowie nie byli jednomyślni, niektórzy zauważyli u niego błąd przy lądowaniu i na odjeździe. Hannawald dostał oceny 18,5, 18,5, 19, 19 i 19,5. Skrajne - jak zwykle - odpadły, zyskał więc od sędziów 56,5 pkt. Chwilę później Małysz dostał same noty 19,5, czyli w tej serii jego styl oceniono w sumie o 2 pkt wyżej. To spora różnica. Ale czy aby na pewno - jak wykrzykiwał Hess - niezasłużona?

Adam Małysz i Sven Hannawald w II serii konkursu PŚ w Zakopanem z 20 stycznia 2002 rokuAdam Małysz i Sven Hannawald w II serii konkursu PŚ w Zakopanem z 20 stycznia 2002 roku screeny z TVP Sport

- Mogę powiedzieć tyle, że żadnego gospodarskiego sędziowania nie było. Adam zasłużył na zwycięstwo. Przez 15 lat wystawiałem noty skoczkom w Pucharze Świata i na mistrzostwach, sędziowałem w sumie w kilkuset konkursach i nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją, żeby się sędziowie umawiali, że komuś zawyżą noty. To jest absolutnie niemożliwe. Hess miał duże pretensje, sugerował jakiś dziwny układ. Zupełnie nie miał racji - podkreśla Długopolski.

A później pogodził ich Ammann

Po Zakopanem Małysz i Hannawald spotkali się dopiero na igrzyskach. W Salt Lake City mieli stoczyć pasjonujące pojedynki o złoto. Okazało się, że wielkich mistrzów pogodził Simon Ammann. W trakcie zawodów w Zakopanem Szwajcar dochodził do siebie po upadku w Willingen. W Stanach wygrał oba olimpijskie konkursy. Małysz musiał się zadowolić brązem i srebrem, a Hannawald tylko jednym srebrem.

Więcej o: