Polscy skoczkowie mówią wprost o kolejnym problemie. Bolączki obnażone

Piotr Majchrzak
Kompromitujący. Obnażający wszystkie bolączki - tak w skrócie można określić występ polskich skoczków w Pucharze Świata na Wielkiej Krokwi. W tle miała toczyć się walka skoczków o igrzyska, a okazało się, że było to wybieranie mniejszego zła. Do błędów technicznych doszedł kolejny problem - zmęczenie, o którym zaczęli mówić skoczkowie.

Jeśli ktoś wierzył w magię Zakopanego lub liczył, że Wielka Krokiew będzie przełamaniem katastrofalnego sezonu biało-czerwonych, to się mocno przeliczył. A kibice oglądający zawody z trybun dodatkowo też przepłacili. Bo rekordowo słaby występ Polaków w Zakopanem kosztował rekordowo dużo. Dokładnie 200 zł za jeden bilet. Ostatni raz tak słabo w Zakopanem nasi skoczkowie zaprezentowali się w 1999 roku, wtedy nie punktował żaden z naszych.

Zobacz wideo Doleżal podsumowuje konkurs drużynowy: Na pewno było nas stać na więcej

Wyścig żółwi o igrzyska olimpijskie

W Zakopanem nawet Piotr Żyła wyglądał jak nie on. Nie oddał żadnego świetnego skoku, a niedzielną rywalizację zakończył na 17. miejscu. W drugiej serii oglądaliśmy też Pawła Wąska (22. miejsce) i 36-letniego Stefana Hulę, który był 27.

Najstarszy polski skoczek zdecydowanie wygrał walkę z pozostałymi polskimi skoczkami o miejsce numer pięć w drużynie na igrzyska. Co nie najlepiej świadczy o innych polskich skoczkach. Bo jeśli weteran jest zdecydowanie lepszy od naszych nadziei, jak Jakub Wolny, Andrzej Stękała, a minimalnie wygrywa walkę z Maciejem Kotem, który właściwie całe lato przygotowywał się sam, to wiele mówi nie tylko o skoczkach, ale przede wszystkim o pracy sztabu. Sam Doleżal w rozmowie z TVP w ostatecznej rozgrywce o piąte miejsce była dwójka Hula i Kot. 31-letni Kot w pokonał zatem m.in Pilcha, Murańkę, Zniszczoła, czy Stękałę.

Ostatecznie do Pekinu pojadą Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Paweł Wąsek i Stefan Hula. 

Możemy wierzyć tylko w to, czego nie widzimy

Na 20 dni przed startem igrzysk możemy wierzyć tylko w to, czego nie widzimy. Możemy łudzić się, że Kamil Stoch w Pekinie jeszcze raz pokaże swój geniusz i jakimś cudem szybko dojdzie do kapitalnej formy, mimo poważnej kontuzji. Albo Piotr Żyła jakimś cudem powtórzy to, co wydarzyło się na zeszłorocznych mistrzostwach świata w Oberstdorfie. Tam 35-latek niespodziewanie sięgnął po złoty medal MŚ. Jaki z tego wniosek? Na ten moment, medal na IO może dać nam tylko cud. 

Zakopanem kolejny raz w tym sezonie oglądaliśmy fatalny występ naszej drużyny. Sezon skoków trwa już osiem tygodni i trudno szukać jakichkolwiek dużych plusów. Plusik jest jeden i to dyspozycja 23-letniego Pawła Wąska, który w Pucharze Świata radzi sobie coraz lepiej, a Zakopane było dla niego najlepszym weekendem w karierze. Najpierw był najlepszy z Polaków w drużynie, a w konkursie indywidualnym skończył na 22. miejscu. Może byłoby lepiej, gdyby nie to, że nawet trenerzy przyznają, że Polacy są w dołku fizycznym.

Janne AhonenUwaga, to nie żart! Janne Ahonen właśnie zdobył medal. A chciał się tylko dobrze bawić

Kadra mówi wprost o zmęczeniu

Od Turnieju Czterech Skoczni o jakichś problemach fizycznych wprost mówią już nasi trenerzy. Na TCS Małysz podkreślał, że brak dobrych wyników, podłamanie mentalne dość naturalnie przekłada się też na słabsze wyniki fizyczne. Ale już w Zakopanem Michal Doleżal nie owijał w bawełnę. Po sobotnich skokach powiedział, że zarówno Piotr Żyła, jak i Paweł Wąsek w Zakopanem "byli zmęczeni, a nogi nie pracowały tak, jak powinny". W niedzielę Paweł Wąsek też mówił o zmęczeniu, które dotknęło go już w sobotę

Adam MałyszBolesna tajemnica Małysza wyjaśniona. Polacy latami pytali: O co chodzi?

Należy się więc zastanowić, czy te rekordowe wyniki fizyczne, o których zawsze mówi Harald Pertnitsch są faktycznie prawdziwe. I czy w przygotowaniu fizycznym nie zostały popełnione kluczowe błędy. A mówią o nich właściwie wszystkie zagraniczne skokowe autorytety, które są pytane o skoki Polaków. 

Może więc dobrze, że Michal Doleżal podjął decyzję, że zawodnicy jadący na igrzyska olimpijskie nie pojadą w przyszłym tygodniu do Titisee-Neustadt. Najbliższe dwa tygodnie będą kluczowe, by doprowadzić naszych skoczków do odpowiedniej formy fizycznej, a kilka treningów powinno zostać poświęconych na naprawianie błędów technicznych. Wszystkich na pewno nie uda się wyeliminować. A próbować trzeba. 

Więcej o: