Reakcje po konkursie w Zakopanem mówią wszystko. Jedno słowo powtarza się cały czas

Mateusz Król
Tak słabego konkursu w wykonaniu polskich skoczków na Wielkiej Krokwi nie było od lat. Igrzyska olimpijskie tuż-tuż, a sztab Michala Doleżala nie znajduje sposobu na przywrócenie zawodnikom dobrej formy. Eksperci nie mają wątpliwości. Wkrótce może dojść do zmian na stanowiskach szkoleniowych.

Wielka Krokiew nie okazała się ani magiczna, ani nawet optymistyczna dla polskich skoczków. To wręcz katastrofa, co zafundowali nasi zawodnicy kilku tysiącom widzów, którzy pojechali do Zakopanego, aby obejrzeć ich odrodzenie. Przynajmniej takie nadzieje kibice mieli. Żaden z podopiecznych Michala Doleżala nie odegrał znaczącej roli. Do drugiej serii awansowało tylko trzech. Żaden nie znalazł się w czołowej dziesiątce. Dramat, to mało powiedziane.

Zobacz wideo Doleżal podsumowuje konkurs drużynowy: Na pewno było nas stać na więcej

Fatalne zawody w Zakopanem. Nie ma co liczyć na cud. Sztab w opałach

Po zawodach w sieci wrze. Eksperci nie pozostawiają suchej nitki na polskiej reprezentacji. - Matko bosko. Przecież to jest nasza kompromitacja. I każdy, kto powie inaczej, ma jakieś nadmiarowe pokłady optymizmu - napisał na Twitterze Piotr Majchrzak, dziennikarz Sport.pl. - Będę mocno zdziwiony, jeśli ten sztab dokończy sezon - dodawał. I nie jest w tym zdaniu odosobniony. Za niespełna trzy tygodnie pierwszy konkurs olimpijski, a my nawet nie mamy prawa myśleć o sukcesie w Pekinie.

Janne AhonenUwaga, to nie żart! Janne Ahonen właśnie zdobył medal. A chciał się tylko dobrze bawić

- Własna skocznia. Weekend kwalifikacji olimpijskich. Kibice. Duża impreza za pasem. Budżet. A nasza kadra ma TRZECH skoczków w 2. serii, którzy zakiszą się pewnie w trzeciej „10". Nie ma postępów, nie ma optymizmu, nie ma nadziei. To jest klęska tego sztabu - uznał Michał Chmielewski z TVP Sport. Chociaż można zwrócić uwagę, że z powodów zdrowotnych nie startowali Kamil Stoch i Dawid Kubacki, ale oni też w ostatnich startach nie zachwycali. 

- Brak Stocha i Kubackiego nie jest żadnym wytłumaczeniem. Tylko trzech Polaków punktuje na własnej skoczni, przed własnymi kibicami. Jak na sezon olimpijski, naprawdę dramat. Zostały dwa tygodnie na trening, tylko na ile on jeszcze może pomóc - zauważył Karol Górka ze Sport.pl. - Walka o igrzyska na poziomie wczołgiwania się do 2. serii. Faworytem weteran, skoczkowie w teoretycznie najlepszym wieku całkiem zagubieni... - stwierdził Mateusz Leleń z TVP Sport.

Jedno słowo powtarza się: "Tragedia"

Marsowe miny także w biurze prasowym w Zakopanem. Reakcje dziennikarzy mówiły wszystko. Kręcenie głowami, niedowierzanie i odgłosy zawodów. Mieliśmy trzech liderów, nie mamy żadnego. Stefan Hula, który przez cały sezon miał problemy, wreszcie zapunktował, ale to mizerna pociecha, bo był dopiero 27. Piotr Żyła, który jeszcze w Bischofshofen zajmował miejsce w czołowej dziesiątce, musiał zadowolić się 17. miejscem. Krytykować Pawła Wąska? To wciąż nasza nadzieja, ale po treningach można było oczekiwać lepszej pozycji niż 22. - Tragedia - zgadzali się ze sobą pracujący przy PŚ w Zakopanem dziennikarze. Jedyna radość, chociaż stonowana, był po tym, jak któryś z przeciwników zepsuł próbę i dał szansę startu w drugiej serii Stefanowi Huli. - Nie możemy cieszyć się z własnych sukcesów, to cieszmy się z porażek innych - rzucił jeden z przedstawicieli mediów. 

Trudno kłócić się z powyższymi opiniami. Tej zimy często przywoływany się ostatni katastrofalny sezon polskich skoczków sprzed sześciu lat. Wtedy na Wielkiej Krokwi było jednak podium w konkursie drużynowym i miejsce w czołowej dziesiątce Kamila Stocha. Teraz nie ma żadnej nadziei. Adam Małysz mówi w sobotę, że wcześniej krytykował sztab, bo nie było pomysłów i planów na odrodzenie. Pytanie, czy zauważył takie plany później, bo do tej pory nie widać żadnej zmiany. Można mieć nawet wrażenie, że z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej. Jeśli nie pomogła Wielka Krokiew, to trudno oczekiwać cudu. Ten zazwyczaj przychodzi wtedy, kiedy się go nie spodziewamy. 

Więcej o: