Paragon grozy w Zakopanem. Nawet Stoch zauważył. "Musi tyle kosztować"

200 złotych za jeden bilet musieli zapłacić kibice polskich skoczków narciarskich, jeśli chcieli oglądać na żywo Puchar Świata w Zakopanem. Organizatorzy tłumaczą się pandemią i wzrostem kosztów. - Bilet musi tyle kosztować - mówi Sport.pl Wojciech Gumny z komitetu organizacyjnego.

W ten weekend odbywają się zawody Pucharu Świata w Zakopanem. Konkursy na Wielkiej Krokwi miały także symboliczny wymiar, gdyż można je uznać za pożegnanie polskich skoczków z kibicami przed IO w Pekinie. 

Zobacz wideo Doleżal podsumowuje konkurs drużynowy: Na pewno było nas stać na więcej

Kamil Stoch wspomniał o drogich biletach. Organizatorzy odpowiedzieli, że to wina pandemii

Zarówno w sobotnim konkursie drużynowym, jak i niedzielnym indywidualnym nie wystąpi Kamil Stoch, który w tygodniu poprzedzającym zawody podkręcił kostkę. Trzykrotny mistrz olimpijski pojawił się jednak na Wielkiej Krokwi i w przerwie między pierwszą a drugą serią konkursu drużynowego podziękował kibicom za wsparcie.

Michal Doleżal i Adam MałyszMałysz nie żałuje słów krytyki. I znów uderza. "Nie było żadnego planu"

Jego przemówienie było bardzo emocjonalne i w pewnym momencie polski skoczek musiał otrzeć łzy. - Tę sytuację dostałem od Świętego Mikołaja. Że możecie kibicować, być z nami i że jest Was aż tyle. Żałuję, że nie mogę stać na wybiegu z nartami i w kombinezonie, ale chciałem się przywitać i podziękować za to, że jesteście tu z nami pomimo sytuacji epidemicznej i cen biletów i jesteście naszymi skrzydłami. Mam nadzieję, że będę tu już niedługo skakał, a dzisiaj razem poniesiemy kadrę do jak najdłuższych skoków - powiedział zawodnik.

Sporym echem odbiły się słowa mistrza dotyczące cen biletów. O tym głośno było już w październiku, kiedy organizatorzy zapowiedzieli, że najtańsza wejściówka będzie kosztowała 200 zł. To jest o 100 procent więcej niż dwa lata temu. Przed rokiem fani nie mogli być obecni na Wielkiej Krokwi. Organizatorzy tłumaczą, że to wszystko wina pandemii koronawirusa. Na trybunach miało znaleźć się niespełna 30 proc. standardowej liczby widzów. To niecałe 10 tysięcy.

- Gdybyśmy obniżyli ceny biletów, musielibyśmy dopłacić do organizacji zawodów. Wszystkie koszty nam gigantycznie wzrosły, niektóre nawet dwukrotnie. Bilet musi tyle kosztować. Wszystko poszło do góry. Wystarczy spojrzeć na ceny mieszkań, samochodów. Wszystko musi kosztować więcej, więc tak samo bilety muszą być droższe - odpowiada Wojciech Gumny, szef zakopiańskich zawodów. 

Gumny nie zdradził jednak, czy w obecnej sytuacji organizatorom skoków w Zakopanem, uda się zbilansować koszty i wpływy. - Podliczenia będziemy robić dopiero po zawodach. Musimy poczekać - stwierdził. Wiadomo jednak, że na sobotni konkurs drużynowy nie udało się sprzedać wszystkich biletów.  - Jeszcze są dostępne także na niedziele - potwierdza Wojciech Gumny. Dokładnej liczby sprzedanych wejściówek jednak nie znał.

- Mniejsza liczba kibiców to jest bardzo duży problem. Wystarczy pomnożyć liczbę miejsc razy cenę i widać, jak dużo brakuje - mówi działacz TZN. Na korzyść organizatorów działa fakt, że wciąż imprezę w Zakopanem chętnie wspierają sponsorzy. - Zakopane ma zawsze wysoką oglądalność telewizyjną, to jest sztandarowa impreza zimowa w Polsce i na tę chwilę problemów nie mamy - tłumaczy Gumny. 

Bardzo przykry widok w Zakopanem. Doleżal tłumaczy, co się stałoBardzo przykry widok w Zakopanem. Doleżal tłumaczy, co się stało

Na podniesienie cen biletów wcześniej zdecydowali się także w Wiśle, ale nie było mowy o tak drastycznym wzroście. Najtańsza wejściówka kosztowała 110 zł. To prawie dwa razy mniej niż w Zakopanem. A do tego na obiekt im. Adama Małysza mogło wejść prawie 4 tysiące osób mniej. W Beskidach trzeba było dodatkowo produkować śnieg, to oznacza przecież większe koszty. Stąd właśnie tak spore oburzenie kibiców na ceny w Tatrach. I pozostaje jeszcze pytanie, czy w nadchodzących latach będzie tak samo? Niewykluczone. - Będziemy to wszystko w przyszłym roku kalkulować - odparł Wojciech Gumny. 

Więcej o: