Hofer mówi o polskich kibicach. "To było szaleństwo! Walter, czego się boisz?"

Walter Hofer to postać, która wciąż mocno kojarzy się kibicom ze skokami narciarskimi. Austriak w rozmowie z Przeglądem Sportowym wspomniał swoją karierę w roli dyrektora PŚ. - Polacy czynili mnie winnym, gdy Adam Małysz nie wygrywał.

To już drugi sezon bez Waltera Hofera w roli dyrektora Pucharu Świata w skokach narciarskich. Austriak pełnił tę rolę przez prawie 30 lat. Między innymi dzięki temu jest wciąż rozpoznawany i wspominany przez polskich kibiców. Sam Hofer wciąż jest pod wrażeniem tego, jaką atmosferę potrafią stworzyć biało-czerwoni kibice.

Zobacz wideo Polscy skoczkowie jeszcze wyjdą z kryzysu. Schuster podpowiada trenerom

"Walter, dlaczego się boisz? My chcemy zobaczyć Adama"

- Spektakl – chyba to słowo najbardziej kojarzy mi się dzisiaj z zawodami w Zakopanem. Mogła być tam śnieżyca, mógł padać deszcz, mogło strasznie wiać albo świecić słońce, ale niezależnie od warunków atmosfera pod skocznią była niesamowita - potwierdził Walter Hofer w rozmowie z Przeglądem Sportowym. I dodał, że najbardziej wspomina swoje obawy z 2002 roku, kiedy pod skocznią pojawiło się 100 tysięcy fanów Małysza.

Adam Małysz opowiedział Svenowi Hannawaldowi o problemach polskich skoczków.Hannawald zdradził, co powiedział mu Małysz. Oto problem polskich skoczków

- To było prawdziwe szaleństwo. Kibice stali blisko rozbiegu, przy progu, niedaleko buli. Byli w niebezpiecznych miejscach. Niektórzy wspinali się na drzewa. Baliśmy się, że ktoś np. rzuci czymś w któregoś zawodnika. W niektórych miejscach fani znajdujący się z tyłu popychali tych z przodu i patrzyłem na to z przerażeniem. Widocznie było widać to na mojej twarzy, bo niektórzy, widząc mnie, nerwowo krzątającego się wokół nich, uśmiechali się i pytali: "Walter, czego się boisz? My po prostu chcemy zobaczyć Adama" - wspomina austriacki działacz.

Sam Małysz był dla Waltera Hofera często natchnieniem do wprowadzania nowych zasad. Jak chociażby podczas Turnieju Czterech Skoczni. Kiedy wprowadzano system KO, najpierw testowano rozwiązanie w letnich zawodach w Niemczech. - Wstępny plan zakładał, by w drugiej serii skakali wyłącznie zwycięzcy pojedynków, czyli 25 zawodników. Ale wtedy traf chciał, że Małysz znalazł się w jednej parze z Martinem Schmittem. I przegrał. Stwierdziliśmy, że jeżeli może dojść do takiej sytuacji, to coś trzeba lekko zmodyfikować. Tak wpadliśmy na to, by do drugiej serii kwalifikowało się też pięciu najlepszych skoczków, którzy w swojej parze okazali się gorsi - opowiadał były dyrektor PŚ.

Chociaż z krajem nad Wisłą 66-latek ma też trudne wspomnienia. Dotyczą właśnie "Orła z Wisły". - Polacy czynili mnie winnym, gdy nie wygrywał. Wiele razy było tak, że zajmował drugie albo trzecie miejsce, a ja dostawałem mnóstwo wiadomości, głównie mailowych, od polskich kibiców. "To wszystko przez ciebie!" - opowiadał Walter Hofer. Dodał też, że niektóre osoby zapraszał na zawody i pokazywał, jak wygląda organizacja konkursów. I stwierdził, że taka edukacja przyniosła efekty, bo informacje na ten temat szybko rozeszły się wśród kibiców. 

Walter Hofer był w szoku, kiedy dowiedział się o śmierci "Goldiego"

Hofer wspominał też trudne chwile, które przeżył w trakcie pełnienia funkcji szefa Pucharu Świata. To m.in. moment, w którym dowiedział się o rzekomej śmierci Andreasa Goldebergera. Te doniesienia usłyszał od córki. - Byłem w szoku, musiałem usiąść. Jak to? Przecież chwilę temu widziałem Andreasa szczęśliwego na podium konkursu w Garmisch-Partenkirchen. Zacząłem się zastanawiać, co się mogło stać. A później kolejna myśl: "Jak to możliwe, że moja córka wie coś, o czym nie mają pojęcia działacze, których właśnie o to pytam?". Nikt nic nie wiedział o śmierci Andiego. Zadzwoniłem do domu, odebrała żona i też zaczęła mówić, że "Goldi" nie żyje. Ale szybko okazało się, że chodzi o naszą papugę, którą nazwała tak córka - odetchnął z ulgą Austriak.

Kamil Stoch i Ewa Bilan-StochŻonie Kamila Stocha nie spodobała się "dobra wiadomość" dla męża. Wyjaśniła kibica

Były dyrektor PŚ odniósł się także do słabego sezonu polskich skoczków. Stwierdził, że nie można mówić o kryzysie w przypadku tej dyscypliny sportu. -  Często zdarza się tak, że zawodnik nie jest w złej formie, ale nie gra jakiś element techniczny, albo coś złego dzieje się wokół niego, np. w drużynie. Widziałem wielu wybitnych skoczków, którzy byli na topie, później z niego spadali, jakiś czas męczyli się na skoczni, ale potrafili wrócić. Szczerze? Nie zdziwię się, jak Stoch, gdy wróci do zdrowia, stanie na podium w którymś z najbliższych konkursów - uznał Hofer.

Więcej o: