Miało być święto, a będzie stypa w Zakopanem? Rywale Polaków jakby składali kondolencje

Jakub Balcerski
Zawody w Zakopanem kojarzą się z radością kibiców i świetnymi wynikami polskich skoczków. Tym razem jest inaczej: kumulacja złych informacji spowodowała, że atmosfera pod Tatrami zamiast święta przypomina stypę, a pod skocznią krąży ponury żart, że w polskiej kadrze pozytywne są tylko testy na covid. Pozostaje mieć nadzieję, że zły los odmieni magia Wielkiej Krokwi.

Negatywne wyniki testów na koronawirusa Jakuba Wolnego i Pawła Wąska to chyba pierwsze optymistyczne wiadomości dotyczące weekendu Pucharu Świata w Zakopanem. Na razie atmosferę można porównać tylko z konkursami w 2006, 2008 i 2019 roku, kiedy w trakcie weekendu ogłaszano żałobę narodową. Teraz smutek bierze się tylko z tego, jak wygląda sytuacja reprezentacji Polski.

Zobacz wideo Alarm w obozie polskich skoczków. "Gdyby Doleżał pił, to wpadłby w cug"

Kryzys Polaków, kontuzja Stocha, pozytywne wyniki testów. Wszystko się nawarstwiło

Gdyby słaba forma sportowa polskich skoczków nie była wystarczającym utrudnieniem dla zespołu Michala Doleżala, to wydarzenia sprzed zawodów na Wielkiej Krokwi tylko ją potęgują. Nawarstwiło się absolutnie wszystko, co tylko mogło pójść nie tak. I zamiast święta skoków, w Zakopanem może być wielka stypa.

W poniedziałek na skocznię wrócił Kamil Stoch. Deklarował, że jest gotowy, żeby skakać podczas zawodów PŚ w weekend. Ale we wtorek pechowo doznał kontuzji podczas rozgrzewki przed kolejnym treningiem. Chciał podać piłkę kolegom grającym w siatkonogę i w międzyczasie uszkodził staw skokowy, przez co przez kolejne kilkanaście dni musi przejść rehabilitację i nie wiadomo, kiedy uda mu się wrócić na skocznię. 

Paweł WąsekSensacyjny zwrot ws. polskiego skoczka. Jednak wystąpi w Zakopanem

- Szukałem pozytywów przed zawodami w Zakopanem. I znalazłem dwa: Dawida Kubackiego i Pawła Wąska - mówił w czwartek przewrotnie, w konwencji czarnego humoru, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego Jan Winkiel. To wtedy stało się jasne, że skoczkowie mieli pozytywne wyniki testów na koronawirusa. 

Jednak w piątek szczęśliwie po niejednoznacznym wyniku testu u Jakuba Wolnego udało się wykluczyć jego zakażenie, a po dwóch negatywnych wynikach testów przywrócić do listy startowej zawodów także Pawła Wąska. To oznacza, że sytuacja w kadrze, w której kontekście mówiło się o zakażeniu większej liczby zawodników, raczej została opanowana. Istnieje teoria, że zawodnicy przeszli zakażenie w Austrii podczas Turnieju Czterech Skoczni, gdy byli przeziębieni, choć wtedy testy nie wykazały obecności wirusa w kadrze. 

Inne kadry jakby składały kondolencje. "To już chyba za dużo pecha"

Nastroje w Zakopanem przy takich okolicznościach zawodów wciąż trudno jednak nazwać dobrymi. - Magia Zakopanego zawsze działa i mam nadzieję, że kibice będą się tutaj dobrze bawić, pomimo tej trudnej sytuacji. Zawodnicy i sztab też próbują zachować pozytywne myśli. To nie jest tak, że teraz każdy siedzi i mówi: "Jezus Maria, jak jest źle!". Może tylko ja wyglądam na takiego pesymistę - śmiał się Jan Winkiel. Ale sam przyznawał: - Gdyby Michal Doleżal pił, to teraz wpadłby w cug.

Dawid Kubacki i Jan WinkielAlarm w obozie polskich skoczków. "Gdyby Doleżał pił, to wpadłby w cug"

Przedstawiciele innych reprezentacji słysząc, co dzieje się z Polakami, łapali się za głowy. - Mój Boże! To już chyba za dużo pecha, nie może być aż tak źle?! - mówili nam przedstawiciele jednej z nich. Ich słowa brzmiały jak kondolencje. Choć pozostali też nie mają łatwo: kadra Japonii została odizolowana od pozostałych po pozytywnym wyniku testu na koronawirusa asystenta trenera, a Słoweńcy przyjechali do Polski bez głównego trenera Roberta Hrgoty, który także jest zakażony i izoluje się w kraju.

Karty się odwracają? Doleżal: To może być dla nas specjalny moment

Ostatecznie w treningach i kwalifikacjach do konkursu indywidualnego w Zakopanem wystartuje 11 polskich skoczków. Będą to Piotr Żyła, Paweł Wąsek, Andrzej Stękała, Jakub Wolny, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł, Jan Habdas, Stefan Hula, Maciej Kot, Tomasz Pilch i Kacper Juroszek. Piątkowy poranek przyniósł dobre informacje, więc może pójdzie za tym reszta weekendu w Zakopanem, choć na razie - niewiele na to wskazuje. 

Zwłaszcza że pandemia koronawirusa, a przede wszystkim wysokie ceny biletów wpłynęły na to, że podczas zawodów w Zakopanem będzie mogło być maksymalnie około 10 tys. kibiców na obiekcie, a zapewne będzie ich dużo mniej. Sprzedaż wejściówek, choć na miejscu miała przyspieszyć, do tej pory szła słabo i wydaje się, że nawet kilka tysięcy osób na Wielkiej Krokwi nie będzie złym wynikiem.

Ci, którzy do Zakopanego się wybrali, liczą zapewne, że wyniki Polaków będą choćby minimalnie lepsze niż ostatnio, że kadra Doleżala dokona zwrotu. - Obyśmy w domu pokazali znacznie więcej. To może być dla nas specjalny moment. Trzeba się skoncentrować na swojej pracy - mówił czeski trener po zawodach w Bischofshofen w rozmowie ze Sport.pl. Zapowiadał, że sztab bardzo liczy na dobre wyniki w Zakopanem. Stawia je sobie za główny cel tych zawodów, nie traktuje ich tylko treningowo, jak w przypadku konkursów z ostatnich dwóch tygodni. W końcu to po Zakopanem Doleżal ma podać skład kadry na igrzyska w Pekinie.

Bronisław Stoch oraz Kamil Stoch i jego kontuzjowana noga"Kamila to przygięło. Takie głupie zdarzenie!". Ojciec Stocha o kontuzji syna

Początek piątkowych oficjalnych treningów na Wielkiej Krokwi o godzinie 15:30. Kwalifikacje mają się za to rozpocząć o 18:00. W sobotę skoczków czeka rywalizacja w konkursie drużynowym, a w niedzielę konkurs indywidualny. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Więcej o: