Potęga skoków wróciła na tron. Aż syrena zawyła. "Nie do wiary"

Jakub Balcerski
Od kryzysu formy i gigantycznej presji do zwycięstw na skoczni w Bischofshofen. Austriaccy skoczkowie są nowymi liderami Pucharu Narodów, ale i inspiracją dla polskiej kadry. Pojawiają się głosy, że kadrowicze Michala Doleżala są w stanie powtórzyć wyczyn Austriaków na zbliżających się zawodach w Zakopanem.

- Endlich! Endlich! - wołał komentator stacji ORF w trakcie skoku Daniela Hubera i triumfu austriackiego zespołu w niedzielnym konkursie drużynowym w Bischofshofen. "W końcu", bo można odetchnąć z ulgą - Orły znów wygrywają. I to pierwszy raz w historii w drużynówce rozgrywanej na własnej ziemi.

Zobacz wideo Polscy skoczkowie odzyskają formę w miesiąc? "Wychodzili już z kryzysów"

Ich kryzys zaczęto porównywać do polskich skoczków. Nagle zrobiło się wielkie święto

Kryzys w austriackiej kadrze pojawił się mniej więcej w czasie drugiego konkursu w Klingenthal. Nie było zwycięstw, podiów, mało miejsc w najlepszej dziesiątce zawodów. Aż do drugiej części Turnieju Czterech Skoczni.

Polacy bardzo szybko zaczęli tę sytuację porównywać do zapaści kadry Michala Doleżala. I rzeczywiście: niektóre elementy były podobne - najlepsi zawodnicy stracili formę nagle, przydarzały im się dobre próby, ale nie mogli ich przełożyć z treningów na zawody, a z wysokich pozycji po pierwszej serii spadali na odległe przez słabszy skok w finałowej rundzie.

"Od lat zespół Austrii zmaga się z rażącą słabością w zawodach. W treningu i kwalifikacjach zawodnicy często wykazują ogromny potencjał, który niestety, jeśli chodzi o to, że zbyt rzadko potrafią wykorzystać" - pisał w "Tiroler Tageszeitung" Alexander Pointner, gdy wyniki kadry Andreasa Widhoelzla były zdecydowanie niezadowalające. Ale wtedy nastąpił przełom. Daniel Huber wygrał ostatni konkurs Turnieju Czterech Skoczni, Jan Hoerl stanął na podium dodatkowego indywidualnego konkursu rozegranego w weekend, a w niedzielnej rywalizacji drużynowej Austriacy wygrali, skacząc znacznie równiej od rywali i nie popełniając błędów. Z konkursów, które miały być domową klęską, zrobiło się wielkie święto.

Niespodziewany wygrany polskiego sezonu skoków. Tylko kataklizm może mu zabrać igrzyskaNiespodziewany wygrany polskiego sezonu skoków. Tylko kataklizm może mu zabrać igrzyska

Wóz strażacki zastąpił kibiców. Kubacki krzyczał o ciszy nocnej

To wymowne, że atmosferę celebrowania sukcesów w Bischofshofen najlepiej oddawała syrena wozu strażackiego, który zaparkowano tuż przy skoczni. Miał zastępować kibiców nieobecnych z powodu pandemii koronawirusa. Jak to wyglądało? Przy każdym skoku austriackiego zawodnika najpierw wybrzmiewała salwa dźwięków wydawanych przez klakson pojazdu i udająca okrzyk "Fliiieeeeeg" (pol. "Leeeeeeć"), którym skoczków dopingują kibice, a następnie w przypadku dobrego skoku uruchamiano jeszcze syrenę, która miała radośnie wyć, a raczej wiwatować w imieniu nieobecnych fanów.

Syrena pojawiała się także podczas ceremonii wręczenia nagród, gdy na podium wchodzili Austriacy. W pewnym momencie włączyła się, gdy z dziennikarzami rozmawiał Dawid Kubacki. "Cisza nocna jest!" - krzyknął Polak i śmiał się, gdy zaproponowaliśmy takie rozwiązanie w Zakopanem.

A okazuje się, że sama historia obecności wozu pod skocznią jest dość ciekawa. - Znajomy jednego z członków komitetu organizacyjnego jest strażakiem i zaproponował, że może nam w taki sposób pomóc ze zbudowaniem atmosfery na zawodach - zdradził nam Robert Krautgartner, szef zawodów w Bischofshofen. - Pojawiła się nawet sytuacja, kiedy przed ostatnim konkursem Turnieju Czterech Skoczni, coś zaczęło się palić kilka kilometrów od skoczni, a że w regionie nie ma wielu jednostek, to strażacy, którzy przyszli na zawody, zostali oddelegowani do gaszenia w tamtym miejscu. Druga załoga była zajęta. Wrócili jednak akurat na początek pierwszej serii i to ze wsparciem tego drugiego wozu, który został już z nami do końca weekendu - cieszył się działacz.

Dawid KubackiStękała żartuje przed Zakopanem. "Co teraz? W gaźnik!"

Goldberger nie może uwierzyć w formę Austriaków. "Ale zauważyłem pewną zmianę"

Sobotni konkurs w Bischofshofen przyniósł Austriakom 231 punktów do klasyfikacji Pucharu Narodów! Choć najwyższą pozycją była "tylko" trzecia Jana Hoerla, to imponowało czterech zawodników w najlepszej dziesiątce, czy sześciu w piętnastce. Najgorszy zawodnik kadry Andreasa Widhoelzla? 17. Stefan Kraft. Ale mistrz świata z Oberstdorfu i tak już wcześniej zapowiedział, że od niedzieli robi sobie przerwę w Pucharze Świata. Najbardziej zaskakują świetne wyniki takich zawodników, jak Manuel Fettner (w czwartym konkursie TCS był piąty), czy Clemens Aigner, których raczej nikt na tym etapie sezonu nie spodziewał się w czołówce PŚ. Niedzielne zwycięstwo drużyny złożonej z Fettnera, Hoerla oraz Philippa Aschenwalda i Daniela Hubera tylko potwierdziło, że Austriacy wrócili na szczyt. Wygrana pozwoliła im zostać nowymi liderami Pucharu Narodów (2646 punktów) z przewagą 116 punktów nad Norwegami. Sukces był niepodważalny.

I zupełnie niespodziewany. - Nie do wiary, że jeszcze kilkanaście dni temu, po pierwszym konkursie TCS w Oberstdorfie wszyscy byli niezwykle zawiedzeni. Tylko Daniel Huber nie wyglądał aż tak źle - mówi nam Andreas Goldberger, austriacka legenda skoków. - Ale zauważyłem pewną ważną zmianę. Po przejeździe z Garmisch-Partenkirchen do Innsbrucka wszyscy w zespole mieli luz, uśmiechy na twarzach i spokojne podejście do zawodów. Może to im pomogło. Nie myślałem, że w kilka dni możliwy jest aż tak ogromny przeskok, choć wiedzieliśmy, że prawie każdy z zawodników jest w stanie wszystko zrobić lepiej. Ale takie są skoki i dziś się nimi cieszymy - dodaje trzykrotny zdobywca Kryształowej Kuli za klasyfikację generalną Pucharu Świata i dwukrotny zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni, który obecnie jest ekspertem telewizji ORF.

Nowa inspiracja dla Doleżala. Polacy mogą zrobić to samo w Zakopanem? "Pewnie"

Skoro tak wiele zmieniło się na dobre po kryzysie dla Austriaków, to dopytujemy Goldbergera, czy widzi podobne szanse na odwrócenie się szczęścia i sytuacji polskich skoczków. - Pewnie, że tak. Potrzeba ciężkiej pracy. Myślę, że Kamil Stoch po paru dniach w domu i bez presji wróci wypoczęty i gotowy do walki. Zawodnicy i sztab muszą wrócić do sporej pewności siebie. W Zakopanem możecie się pokazać z dobrej strony, a potem skierować na to, czego wszyscy oczekują: dobrej formy na igrzyskach. To pozytywny scenariusz. Ale przy jego spełnieniu i dalszym rozwoju Piotra Żyły, czy Dawida Kubackiego tak, jak wyglądało to momentami w Bischofshofen, wierzę, że polscy skoczkowie wrócą do czołówki - ocenia Austriak.

Michal Doleżal i Kamil StochDoleżal komentuje decyzję ws. Stocha i Zakopanego. Wyjaśnia, co dalej

Dla Michala Doleżala Austriacy to teraz pewien rodzaj inspiracji. - Mają teraz świetne zaplecze i zrobiła się z nich mocna drużyna. My też tak mieliśmy rok temu, dokładnie tego byśmy chcieli. Mamy w głowie taki obrazek, wiemy, do czego dążymy - mówił Doleżal Sport.pl. Być może tydzień po zawodach w Bischofshofen z dobrych występów u siebie będą się mogli cieszyć także Polacy. Wcale nie muszą to być zwycięstwa, a po prostu lepsze niż do tej pory, powtarzalne skoki. Zawody w Zakopanem zaplanowano na dni 14-16 stycznia. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Więcej o: