Dyskwalifikacja Eisenbichlera po akcji w internecie i donosach rywali? Małysz ruszył do budki kontrolera

Piotr Majchrzak
- Wszyscy widzą, co się dzieje - mówi Adam Małysz, który po sobotnim konkursie poszedł rozmawiać z dyrektorem Pucharu Świata o kontrolach sprzętu. Kolejny raz w tym sezonie polski skoczek został zdyskwalifikowany, choć miał praktycznie nowy kombinezon. Świat skoków wścieka się i zarzuca kontrolerom niekonsekwencję - tak jak w przypadku sobotniej dyskwalifikacji Markusa Eisenbichlera, choć... wielu twierdzi, że powinno do niej dojść już wcześniej.

Adam Małysz tuż po tym, jak w pierwszej serii kontroler sprzętu Mikka Jukkara drugi raz tej zimy zdyskwalifikował Pawła Wąska, ruszył do budki kontrolera sprzętu - relacjonował Kacper Merk z Eurosportu. Biało-czerwoni mają na pieńku z Finem od początku sezonu. Kontroler często i wnikliwie sprawdza sprzęt naszych zawodników. Ale nie tylko Polacy mają problem z kontrolami - wiele reprezentacji zwraca uwagę, że czasem dyskwalifikacje są zaskakujące, a jednocześnie, gdy ewidentnie widać, że niektórzy skoczkowie mają za duże kombinezony, to wykluczeń nie ma. 

Zobacz wideo Polscy skoczkowie odzyskają formę w miesiąc? "Wychodzili już z kryzysów"

Adam Małysz po sobotnim konkursie poszedł też rozmowę z Sandro Pertile - dyrektorem Pucharu Świata. Jemu i Mice Jukkarze przekazał, że tak dalej nie może być, a sprawa sprzętu idzie w złą stronę. I nie jest to zdanie tylko Polaków, bo wszyscy widzą, co się dzieje.

Dyskwalifikacja Wąska. Jak do tego mogło dojść? 

W przypadku Pawła Wąska za pierwszym razem dyskwalifikacja dotyczyła zbyt dużego obwodu uda w kombinezonie. Teraz dyskwalifikacja została nałożona ze względu na zbyt szeroki kombinezon w okolicach brzucha. To o tyle zaskakujące wykluczenie, że Wąsek skakał w nowym kombinezonie, prawdopodobnie był to jego dopiero drugi skok w tym stroju, więc nie można mówić o tym, że strój się zużył.

Jeśli zaś był to strój nowy, to oznacza to, że był niedawno kilka razy sprawdzany przez naszych trenerów, taka jest procedura. - W jednej z części kombinezon był za duży, a innych wątpliwości nie miałem. Inne dyskwalifikacje dzisiaj też z tego wynikały. Mam jednak nadzieję, że Paweł Wąsek będzie jeszcze silniejszy w kolejnych zawodach - przekazał nam Mika Jukkara. 

W środowisku mówi się jednak, że jeśli Jukkara będzie chciał kogoś zdyskwalifikować, to będzie sprawdzał strój tak długo, aż wreszcie coś znajdzie. Ale nie tylko nasi podkreślają, że nowy kontroler zdecydowanie bardziej surowym okiem patrzy na skoczków narciarskich. - Polacy zmagają się z problemami technicznymi, a w tym roku nie ma miejsca na błędy. Widzimy, co się działo, gdy błędy techniczne popełniali Granerud, Eisenbichler czy Stefan Kraft. W tym sezonie kombinezony są bardziej dopasowane, mamy przecież nowego kontrolera sprzętu, który tego pilnuje. A jeśli rozpoczniesz sezon od kilku złych wyników, wtedy pojawia się presja - mówił nam Thomas Thurnbichler, asystent Andreasa Widhoelzla, trenera kadry Austrii. Kolejne kraje zaczynają się jednak irytować, bo przykładów jest sporo. I to aż rażących w oczy.

Inni naciągają przepisy jeszcze bardziej?

Ze środowiska skoków można było, że "na te kontrole już nie da się patrzeć". Choćby dlatego, że każdy kibic bez problemu może rozpoznać, który skoczek kombinuje i ma znacząco zbyt duży kombinezon. Po skokach w Ga-Pa media obiegło zdjęcie kombinezonu Jana Hoerla, który w kroku przypominał legendarny kombinezon Floriana Liegla sprzed lat. - Z przodu tak wygląda, a jak się popatrzy od tyłu w locie, to tam jest jeszcze większa powierzchnia - słyszeliśmy wtedy z innych ekip, bo rywale też wszystko analizują i zapisują.  

Jeszcze bardziej niektórych ekspertów irytują kombinezony Niemców, szczególnie Markusa Eisenbichlera. Tutaj można usłyszeć, że w sobotę Niemiec został zdyskwalifikowany, choć wszyscy widzieli, że w Innsbrucku i w czwartkowym konkursie w Bischofshofen miał jeszcze większe kombinezony.  Ze świata skoków słychać, również że o sprawie Eisebichlera huczało od kilku dni, a FIS miał już otrzymać kilka interwencji ws. kombinezonu Niemca. Głośno było o tym również w internecie.

Co jakiś czas w internecie pojawia się zdjęcie, po którym z trudem można uwierzyć, że taki strój przeszedł kontrolę sprzętu. Popularny "dziubek" z nadmiaru materiału w kroku? Zwijający się kombinezon na odjeździe? A może nadmiar materiału po bokach ud, który w powietrzu tworzy niemal skrzydła? To pokazują zdjęcia. Kolejne drużyny się irytują, a w FIS-ie słyszą tylko: Na kontroli sprzęt był prawidłowy, nic nie możemy z tym zrobić. W sobotę się jednak dało, choć... Eisenbichler i tak miał mniejszy kombinezon niż ostatnio. Przynajmniej tak wynika z przeanalizowania go przez będących na miejscu trenerów różnych ekip. 

Markus EisenbichlerMarkus Eisenbichler screen Eurosport

Jest akcja w internecie, jest reakcja Jukkary

Najbardziej zastanawia jednak to, że gdy tylko w internecie pojawią się jakieś zdjęcia sugerujące, że coś może być nie tak ze strojem któregoś z zawodników, to chwilę później do gry wchodzi Jukkara, który dyskwalifikuje takiego skoczka. Nie może być przypadkiem, że przed sezonem jeden z fińskich ekspertów miał sporo pretensji do kombinezonów Polaków, a potem Polacy przez cały grudzień byli masowo kontrolowani. Gdy zaś w internecie pojawiły się zdjęcia bardzo obszernego kombinezonu Eisenbichlera, to nagle w sobotnim konkursie w Bischofshofen Niemiec został zdyskwalifikowany w drugiej serii. Bardziej wygląda to na doraźne działanie, niż faktyczną walkę z naciąganiem przepisów. 

A tego w najbliższych dniach będzie jeszcze więcej. FIS przyzwyczaił bowiem do tego, że na kilka tygodni przed najważniejszą imprezą w sezonie zaczyna się masowe dyskwalifikowanie faworytów. Wtedy zaczyna panować zasada: "daj człowieka, a paragraf zawsze się znajdzie". 

Zmiana sposobu dokonywania pomiarów też nie pomogła?

Trudno pojąć, w jaki sposób kombinezon skoczka w locie jest zdecydowanie za duży, a gdy skoczek staje do pomiarów na górze skoczni lub później ściąga strój, gdzie na stole mierzy go Jukkara wszystko mieści się w przyjętych ramach. 

Przed rokiem Finowie skompromitowali pomiary FIS-u. Trener fińskiej kadry kombinatorów przyznał, że jego drużyna specjalnie wykiwała kontrolerów sprzętu. I do przedsezonowego pomiaru stanęła z bielizną wypełnioną od spodu innymi materiałami. Dzięki temu udało się uzyskać kilka dodatkowych centymetrów korpusu zawodnika, a to oczywiście przekłada się na możliwość uszycia stroju z de facto obniżonym o kilka centymetrów krokiem. Teraz jednak pomiary miały się zmienić. Słyszymy, że do pomiarów przed sezonem skoczkowie stawali w specjalnej bieliźnie, która pozwalała też sprawdzić, czy nie było nic w środku. Okazuje się jednak, że chyba niewiele to dało, albo szyjący stroje znaleźli kolejne niesamowite metody na samoczynne rozciąganie kombinezonów w locie i ich szybki powrót do pierwotnych rozmiarów.  

Jak teraz wyglądają przepisy?

Kombinezon powinien być odrobinę większy od ciała zawodnika, ale zgodnie z przepisami przyjętymi przez FIS nie może być większy niż trzy centymetry (u kobiet maksymalnie cztery) względem różnych obwodów ciała. Jedyne miejsce, w którym FIS dopuszcza możliwość dużo szerszego kombinezonu, to okolice kostek i dolnych części łydek, bo to miejsce, gdzie zakłada się buty do skoków, a dopiero na nie naciąga się kombinezon. Właśnie dlatego w tamtych rejonach strój może być szerzy o maksymalnie 10 centymetrów.

W ostatnich latach FIS dopracował przepisy dotyczące kombinezonów. Jednym z najlepiej sprawdzających się elementów miał być wszyty w kombinezon nieelastyczny pasek, który musi przylegać do ciała zawodnika na wysokości bioder. Dzięki temu chciano uniknąć sytuacji, w której skoczek dodatkowo rozciągać kombinezon. Gdy pytamy skoczków, czy to się sprawdza, tylko z wymownie się uśmiechają.  

Więcej o: