Wycofanie Stocha to nie koniec? Ujawniamy kulisy. Małysz kontra reszta świata

Jakub Balcerski
Zbyt długie zwlekanie z trudnymi decyzjami, odpychanie od siebie zdecydowanych działań sprawiły, że możliwości skoczków na igrzyskach coraz bardziej się ograniczają. Doraźna pomoc trenerów już nie wystarcza, związek na razie nie chce podejmować gwałtownych ruchów, bałagan potęgują niespójne wizje poprawy sytuacji. W nich Adam Małysz ściera się ze sztabem szkoleniowym. Relacja z konkursu w Innsbrucku na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE. Transmisja w Eurosporcie, TVN i Playerze.

Ile przez tych 31 dni pozostałych do ceremonii otwarcia igrzysk może się jeszcze zmienić? Według Adama Małysza - dużo. Były wielki mistrz twierdzi, że wszystko można skorygować, a forma może wrócić. Pewności nikt już nie ma, ale podjęto pierwszy krok do przywrócenia na szczyt Kamila Stocha, który zrobi sobie blisko dwutygodniową przerwę w startach. Ona ma mu dać spokój i możliwość treningów z dala od zgiełku Pucharu Świata.

Zobacz wideo W reprezentacji Polski nikt nie słucha Małysza. Dwie wizje

Wycofanie Stocha to pierwszy krok w celu ratowania Pekinu. Dobra, ale spóźniona decyzja

To decyzja dobra, ale najprawdopodobniej spóźniona. Widzimy, że jeśli coś od zawodów w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen się zmieniło, to tylko na gorsze. Już wtedy dyskutowano, czy warto pozostawać na Turnieju Czterech Skoczni. Co ważne, decyzja o tym, żeby pozostać w Niemczech, a potem jechać do Austrii, należała do Kamila Stocha.

Dziś już widać, że sztab kadry przygotował plan awaryjny, który nie wypalił. Zresztą takich planów było już kilka: dwukrotnie pojawiały się zmiany w sprzęcie, już raz cofano zawodników na treningi poza Pucharem Świata. To była jednak pomoc doraźna, która nie wyeliminowała błędów technicznych prześladujących wszystkich polskich zawodników. Trenerom i zawodnikom wydawało się, że idzie ku lepszemu. Ale tylko się wydawało.

- Po przyjeździe do Innsbrucku trenerzy mówili mi, że poustawiali Kamila. On mówił, że jest zadowolony, że powinno być lepiej, że poczuł to i wie, w czym jest problem. Niestety, na skoczni nie było tego widać - przekazał Małysz w poniedziałek na Bergisel po tym, jak Stoch nie awansował do trzeciego konkursu TCS. Teraz widać, że najlepszym krokiem w kontekście Stocha byłoby zrezygnowanie ze skakania w Turnieju nieco wcześniej. To dałoby kluczowe kilka dni więcej na odpoczynek i spokojne treningi. Inna sprawa, że to rozwiązanie nie jest nawet w połowie tak stanowczym ruchem, jak słowa, które Małysz przekazuje mediom.

Kamil Stoch w Innsbrucku podczas Turnieju Czterech SkoczniNorwegowie reagują na wycofanie Kamila Stocha. "Cios w twarz"

W środowisku polskiej kadry dwie sprzeczne wizje rozwiązania problemów. Małysz kontra reszta świata

W środowisku polskiej reprezentacji pojawiły się dwie sprzeczne wizje. Pierwsza jest autorstwa Małysza. Były mistrz chce konkretnego planu - zmian i działania w celu ratowania formy na igrzyska. Drugą realizują zawodnicy i sztab, którzy do tej pory byli przekonani do pozostawania na zawodach i prób poprawiania skoków bez opuszczania Pucharu Świata. Teraz zaakceptowali przerwę w startach u Stocha, ale według Małysza niektóre z jego rad do nich "nie docierały". Wygląda to już wręcz na pojedynek: Małysz kontra sztab.

Klasyczny przykład tego, jak do sprawy podchodzą zawodnicy i trenerzy, to słowa Dawida Kubackiego po kwalifikacjach w Innsbrucku. - Pocieszałbym się, że choć co prawda jestem w dołku, to przecież zaraz może być ino w górę. To nie jest łatwa sytuacja dla nas, dla trenerów, ale w końcu minie i będziemy się cieszyć z tych skoków, latać na sam dół i przynosić trenerom, sobie i kibicom uśmiech na twarz - mówił skoczek.

Powiedzieć, że brzmi to dziwnie, to nic nie powiedzieć. Zawodnikom powoli znika sprzed oczu cel, na który pracowali przez cztery lata od igrzysk w Pjongczangu, choć wciąż słyszymy, że w skokach wiele może się zmienić z dnia na dzień. Tylko że to już nie zaufanie, a niestety ślepa wiara w to, że sztab ma wszelkie narzędzia, żeby tym kryzysem zarządzać. Na czym oprzeć tę wiarę, skoro do tej pory się nie zmieniło, a zegar w Pekinie tyka?

Małysz też popełnia błędy. Pernitsch zarabia więcej niż Doleżal, ale pojawia się tylko w wybranych momentach?

Droga, którą zaproponował Małysz już po części jest realizowana poprzez wycofanie Stocha, co wskazuje na to, że w jego słowach jest wiele racji. Że to słuszne rozwiązanie. Tu nie ma na co czekać, potrzeba działać. Ale nie można powiedzieć, że tylko u zawodników momentami słabo wyglądało do tej pory zamienianie słów na konkretne ruchy. Małysz też popełnia błędy. Dużo mówi o potrzebie znalezienia planu w zasadzie od początku powiększania się kryzysu kadry w Wiśle. Równocześnie na razie akceptował kolejne zapewnienia trenerów, a przecież zgodnie z jego słowami z Innsbrucka - planu nie przedstawiono mu aż do poniedziałkowego wieczoru. To dużo czasu, być może zbyt dużo.

Jest decyzja! To on ma uratować Kamila Stocha i polskie skokiJest decyzja! To on ma uratować Kamila Stocha i polskie skoki

Zresztą, zaproszenie do rozmów i konsultacji w sprawie awaryjnych rozwiązań doktora Haralda Pernitscha, który pomaga ustalać program treningowy Polaków, dopiero teraz wygląda wręcz kompromitująco. Pernitsch zarabia więcej niż Michal Doleżal, ale do tej pory nie był kluczowym ogniwem dyskusji o tym, co dalej z polskimi skoczkami? Brzmi zastanawiająco. Ale według Adama Małysza Pernitsch na spotkaniach pojawiał się od dawna. - Muszę sprostować te informacje, to nieprawda. Harald uczestniczył w nich od początku i zawsze konsultowaliśmy z nim działania - wskazał dyrektor skoków w PZN. 

Teraz brał udział w spotkaniu ze sztabem i związkiem osobiście zapewne głównie po to, by pomóc ustalić, jak będzie przebiegał powrót Stocha do Pucharu Świata. Ale jest też druga ewentualność: skoro Stoch dłuższą chwilę będzie odpoczywał, to nie wszystko musiało się zgadzać w przypadku jego kondycji fizycznej. To wskazuje na zmianę rozwiązań Pernitscha stosowanych od początku sezonu. A z tego, co udało się ustalić, łagodnie mówiąc, nie były one idealne. Najwyraźniej podjęto decyzję, że wymagały dostosowania do obecnej sytuacji. I znów nasuwa się pytanie: czy w odpowiednim momencie? Czy nie za późno?

Podobnie jest z działaniami prezesa PZN Apoloniusza Tajnera, który nadal wypowiada się spokojnie, a decyzje zostawia do podjęcia innym: wyznaczył do tego Małysza, który z kolei musi ufać trenerom. Sam prezes nie najlepiej wypada jednak w diagnozowaniu problemów Polaków. Jeszcze niedawno uważał, że wyeliminowanie błędu zderzania się nart za progiem u Stocha będzie oznaczało, że skacze perfekcyjnie, a jeśli teraz się przydarza, to i tak nie stanowi zagrożenia. Okazuje się, że to właśnie ten element przyczynił się do problemów z pozycją w locie skoczka i nawet według Małysza sprawia, że Stoch leci przekrzywiony, albo jak to mówią zawodnicy "ześwidrowany".

Nikt nie chce widzieć załamanego Stocha w Pekinie. Niedługo potrzebna może być desperacja

Odpowiedź na to pytanie dostaniemy w kolejnych tygodniach. Na razie diagnoza jest prosta: zbyt długie zwlekanie z trudnymi decyzjami, odpychanie od siebie zdecydowanych działań sprawiły, że możliwości skoczków na igrzyskach coraz bardziej się ograniczają. Z dnia kwalifikacji w Innsbrucku - poza słowami Stocha - najbardziej uderzał widok załamanego Polaka po pierwszym treningu, gdy zdał sobie sprawę, że rozwiązania przygotowane przez trenerów znów nie wypaliły. Skoków kolegów już nawet nie oglądał, siedział wpatrzony w drzwi windy wożącej zawodników na szczyt skoczni. Zupełnie bezradny. Nikt nie chce podobnych scen widzieć w Pekinie.

I teraz jest moment na to, żeby temu zapobiec. Pierwszy krok został postawiony, a jego efekty zobaczymy na kilkanaście dni przed wylotem do Chin. Wtedy, w przypadku niepowodzenia przyjdzie czas na gwałtowne ruchy. Jeśli to odpoczynek i treningi w przypadku Stocha oraz pomoc pozostałym zawodnikom na zawodach Pucharu Świata nie wypalą, to przy okazji konkursów w Zakopanem nie może nie być kolejnych decyzji.

Kamil Stoch wraca do Polski, ale przed piątką pozostałych polskich skoczków wtorkowe zawody na Bergisel. Relacja z konkursu w Innsbrucku na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE. Transmisja w Eurosporcie, TVN i Playerze.

Skok, po którym kibice Stocha zamarli. Nic nie było wiadomoPolska wstrzymała oddech. Kamil Stoch runął na zeskok i zaczęło się odliczanie

Więcej o: