Największa sensacja Turnieju Czterech Skoczni! Życiowy wynik nowego wielkiego talentu w skokach

Jakub Balcerski
Zaczynał skakać tam, gdzie dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli, Primoż Peterka. Sam szyje swoje kombinezony na zawody. A z tego, w którym skakał 1 stycznia w Garmisch-Partenkirchem, musi być szczególnie zadowolony. W nim Lovro Kos zajął trzecie miejsce w noworocznym konkursie. Czy to pierwsze z wielu podiów w jego karierze?

Skoki na 135,5 i 138 metrów dały 22-letniemu Słoweńcowi Lovro Kosowi życiowy sukces: debiutanckie podium Pucharu Świata i wymarzone wejście w olimpijski rok. Na początku sezonu mówił słoweńskim dziennikarzom, że jego dzięcięcym marzeniem jest wyjazd na igrzyska. Kto wie, czy to nie spełni się przy pierwszej możliwej okazji.

Zobacz wideo Kobayashi vs reszta świata. Brutalna zapowiedź Turnieju Czterech Skoczni

Słoweńcy mają nowy wielki talent. Zaczął skakać tam, gdzie Primoż Peterka

Talent Kosa narodził się w tym samym miejscu, co Primoża Peterki: też zaczął skakać w Moravcach. Jak opowiedział dla dziennika "Delo", w wieku pięciu lat ojciec zabrał jego i jego brata na trening. Rodzina Kosa prowadziła gospodarstwo, a w zimie jego ojciec stwierdził, że nie pomogą mu w pracy w polu, czy w lesie, więc mogą kultywować inny lokalny zwyczaj. Skoki na nartach były idealnym rozwiązaniem dla dwójki braci pełnych energii. 

W Moravcach pozostawał do dwunastego roku życia. Potem przeniósł się do szkoły w Ljubljanie i znalazł tam klub - Iliriję. Trenował go mistrz świata w lotach z 1994 roku oraz medalista igrzysk olimpijskich, czy mistrzostw świata, Jaroslav Sakala. - Miałem szczęście, że na niego trafiłem - mówił Kos w rozmowie dla "Delo". Później prowadził go też Żiga Mandl, czyli jeden z zupełnie niespełnionych słoweńskich talentów, który szybko wycofał się do pracy z młodzieżą. Jego podopiecznym miało jednak wyjść, a Kos szybko stał się jednym z najbardziej wyróżniających się juniorów. Przeszedł drogę od punktowania w cyklu Alpen Cup w 2016 roku do pierwszych miejsc w "30" Pucharu Kontynentalnego w 2019. Trafił do słoweńskiej kadry B, a już dwa lata później debiutował w Pucharze Świata. Punkty? Już w drugim konkursie, na mamucie w Planicy. Z pięknym lotem na 236 metrów, który Lovro podsumowywał z jak sam przyznawał, największym uśmiechem na twarzy w życiu. 

Startuje 70. Turniej Czterech Skoczni! Gdzie i o której godzinie oglądać konkurs w Oberstdorfie?Wielki rywal Stocha nie może tego pojąć. "Sądziłem, że będzie w topowej formie"

Kos sam szyje sobie kombinezony. "To nie tak, że nie ufam Kranjcowi"

Talent do skoków to jedno. Trzeba go jeszcze potwierdzić ciężką pracą. A tej u Kosa nie brakuje także poza skocznią. Okazuje się, że skoczek sam szyje sobie kombinezony. - Jestem w tym samoukiem, ale zdecydowałem, że chcę to robić, bo nie chcę być dyskwalifikowany w zawodach - mówił Kos dla "Delo". 

- To nie tak, że nie ufam Robertowi Kranjcowi, który szyje stroje całej naszej kadry. Łatwiej samemu znaleźć coś w samodzielnym uszytym kombinezonie, czy przyjąć, że zrobiło się coś źle, niż później akceptować usunięcie z wyników, jeśli dzieje się to przez problem wywołany błędem kogoś innego - przekonywał skoczek. I cóż, faktycznie w żadnym z dotychczasowych konkursów, czy to w PŚ, czy w zawodach niższej rangi, nie został zdyskwalifikowany. A najcenniejszym w jego kolekcji musi być teraz strój przyszykowany na zawody w Garmisch-Partenkirchen.

Odpalał petardy i trafił na podium w Nowy Rok. "Aż brakuje mi słów"

Trzy dni wcześniej Kos już uzyskał najlepszy wynik w karierze w zawodach Pucharu Świata - był szósty w Oberstdorfie. Tam do podium stracił jednak dość sporo. Pomimo bomby na 139,5 metra w drugiej serii trzeci na koniec konkursu Robert Johansson z Norwegii miał nad nim przewagę 9,1 punktu. W Ga-Pa w Nowy Rok było już jednak inaczej. Udowodnił, że te petardy, które odpalał dotychczas w pojedynczych skokach, mogą się w końcu przełożyć na dwie świetne próby w konkursie. Te w noworocznych zawodach dały mu trzecie miejsce i odebrane jako sensację. Najbardziej pozytywną sensację Turnieju Czterech Skoczni. Po plecach poklepywali go wszyscy najlepsi, na czele z Ryoyu Kobayashim i Markusem Eisenbichlerem, jedynymi, którzy znaleźli się wyżej w konkursie.

Adam Małysz i Michal DoleżalMałysz mówi o naciskach ws. Doleżala i "zewnętrznym fachowcu"

- Aż brakuje mi słów. Gdy przyjechałem na Turniej, chciałem po prostu punktować w każdym konkursie - mówił wyraźnie poruszony Kos na konferencji prasowej. - Teraz jest chyba trochę lepiej, ale przed nami jeszcze dwa przystanki w tej rywalizacji. Zobaczymy, gdzie uda mi się dojść - śmiał się Słoweniec. A z taką dyspozycją jest kandydatem nawet do podium klasyfikacji generalnej imprezy. Obecnie już jest jego trzecim zawodnikiem ze stratą 17,7 punktu do lidera, Ryoyu Kobayashiego

Wynalazki Slatnara, silne odbicie i pewność siebie. To połączenie da Kosowi zwycięstwa?

Co jest jego największym atutem? Po części na pewno sprzęt od Petera Slatnara. Kos korzysta z wiązań przygotowanych przez producenta dla całej kadry, choć te po zawodach w Bischofshofen zostaną zakazane przez FIS. Do tego w locie widać też słynne już płaskie narty także będące wynalazkiem Slatnara i dające mu sporo przy dość płaskim locie. Ma bowiem sylwetkę skoczka wyraźnie kładącego się na swoje narty. 

Sam zawodnik w przypadku klucza do tak dobrej formy wskazuje jednak na inny element. - To na pewno silne odbicie, mam je dobrze wytrenowane. Ale też pewność siebie, której nabrałem dzięki dobrym występom. To się skumulowało i dało ten bardzo dobry rezultat - ocenił Kos na konferencji prasowej. W wypowiedzi cytowanej przez telewizję RTV Slovenija mówił też, że posłuchał trenera i zdecydował się spokojniej dojechać do progu. To musiało mu dać dodatkową energię już po przejściu do lotu - jest tam bardzo szybki i przez niektórych porównywany do Ryoyu Kobayashiego, który robi to prawdopodobnie najlepiej na świecie. 

Germany Ski Jumping Four HillsAleż wpadka organizatorów TCS! Kobayashi miał niespodziankę

Jakie teraz cele ma Słoweniec? Przedstawił je już symbolicznie na początku sezonu, gdy mówił dziennikarzom, że wszystko chce zdobywać po kolei: punkty, miejsca w "20", a potem w "10" i zbliżać się do czołówki. Teraz już w niej jest, więc nieśmiało można sugerować, że następny przystanek to pierwsza wygrana. Na ten moment wydaje się, że podium z Ga-Pa jest pierwszym z wielu. Być może Słoweńcy trafili wreszcie na talent, który będzie w stanie wykorzystać swój potencjał w pełni. Kolejna szansa na dobry występ dla Kosa to zawody w Innsbrucku. Treningi i kwalifikacje zaplanowano na poniedziałek, 3 stycznia, a konkurs dzień później. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Więcej o: