Totalna kpina ze skoków narciarskich! Powinni za to stracić pracę. "Skandaliczne"

Piotr Majchrzak
W pierwszej serii noworocznego konkursu w Ga-Pa doszło do sytuacji, którą śmiało można nazwać skandalem, choć mało brakowało, by ten był jeszcze większy. Działanie sędziów powinno odbić się szerokim echem w środowisku. - Można je nazwać skandalicznymi - mówi nam o notach Marek Pilch, sędzia międzynarodowy.

Ryoyu Kobayashi o zaledwie 0,2 pkt pokonał Markusa Eisenbichlera w drugim konkursie Turnieju Czterech Skoczni i jest coraz bliżej wygrania drugiego turnieju w karierze! Mało brakowało, żebyśmy zamiast o wielkim triumfie Japończyka mówili o wielkiej kradzieży. Kradzieży, której mogli dopuścić się sędziowie, którzy byli o włos od skandalicznego wypaczenia wyników noworocznej rywalizacji. 

W pierwszej serii sobotniego konkursu w Garmisch-Partenkirchen kapitalny skok w końcówce oddał Japończyk Ryoyu Kobayashi, który poleciał 143 metry, czyli zaledwie jeden metr bliżej niż wynosi rekord skoczni Dawida Kubackiego. Lider Turnieju Czterech Skoczni skacze ostatnio rewelacyjnie i wydaje się, że nic nie będzie mu w stanie przeszkodzić w zdobyciu drugiego w karierze Złotego Orła za wygranie TCS.  

Zobacz wideo Kobayashi vs reszta świata. Co za walka w Turnieju Czterech Skoczni

Skandaliczne sędziowanie w Ga-Pa

Japończyk poleciał niezwykle daleko i lądował już za linią rozmiaru skoczni. Mimo dalekiego lotu skoczek zaakcentował telemark, choć można było się przyczepić odrobinę do rozstawu nart. W idealnym telemarku odstęp między nartami powinien wynosić około "dwie szerokości jednej narty". Z kolei jedna noga powinna być wysunięta do przodu na odległość nieprzekraczającą długość buta. I sędziowie zauważyli, że nie wszystko z telemarkiem Japończyka było idealne, bo był on za szeroki.  Łącznie Kobayashi dostał za ten lot 54,5 punktu i trzeba przyznać, że jest to raczej dobra ocena sędziów. 

Tylko że to, co wydarzyło się kilka minut później przeszło oczekiwania wszystkich. Na belce pojawił się Markus Eisenbichler. Niemiecki skoczek poleciał 141 metrów i ledwo ten skok wylądował. Tylko że zupełnie nie zauważyli tego sędziowie, którzy praktycznie ocenili ten skok tak samo jak lot Kobayashiego! Ba, ocena niemieckiego sędziego Erika Stahlhuta jest wręcz skandaliczna, bo Niemiec przyznał swojemu rodakowi aż 18,5 punktu. Na szczęście nota ta nie weszła do trzech zaliczanych, ale pozwoliła podbić inne. Łącznie Eisenbichler dostał od sędziów 53,5 pkt (Szwed przyznał 17,5, Norweg 17, Austriak 18, a Słowak 18 pkt). W pierwszej serii Niemiec zdobył zatem zaledwie jeden punkt mniej od Kobayashiego. Jeden punkt mniej za ledwo wylądowany skok. 

Halvor Egner Granerud w ZakopanemNagły problem Graneruda. "Nie mówiłem tego trenerowi". Bezradność

- Moim zdaniem za ten skok Eisenbichlera powinno się przyznać 16,5 może 17 punktów. To jeszcze by się dało wytłumaczyć. Niestety, jak tak patrzę, to moim zdaniem noty były skandaliczne. Nawet jeśli sędziowie zaliczyli Eisenbichlerowi telemark, to był to błąd, bo skoczek powinien w telemarku wytrzymać te 10-15 metrów, a on tutaj od razu "siadł" - mówi Sport.pl Marek Pilch. sędzia międzynarodowy.  

- Mała katastrofa. Czy oni mają zasłony w tych oknach? Tam na górze (w wieży sędziowskiej - przyp red) mają chyba kompletnie ciemno - irytował się dyrektor norweskiej kadry Clas Brede Brathen w norweskiej TV3.

Niemiecki sędzia powinien zostać zawieszony, ale nie będzie nawet ostrzeżenia?

Często sędziowie mówią, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić w Pucharze Świata jest przyznanie zbyt wysokiej noty swojemu rodakowi. Jeśli tak się dzieje, to później nad sędzią wisi widmo zawieszenia lub po prostu niewyznaczania go do prowadzenia kolejnych konkursów PŚ. Naszym zdaniem Stahlhut powinien odpocząć od sędziowania Pucharu Świata, bo jego ocena z pierwszej serii była próbą wpłynięcia na wyniki zawodów. 

Okazuje się jednak, że niemiecki sędzia może nawet nie dostać ostrzeżenia (w postaci tzw. punktów nacjonalnych). Bo jeśli ocena dla rodaka odbiega np. o jeden punkt na plus od średniej z innych punktów, to wtedy sędzia może się spodziewać ostrzeżenia. - Tutaj inni sędziowie też dali za wysokie noty, wiec paradoksalnie ta różnica nie była znacząca, więc trudno o tzw. punkty nacjonalne. Ja bym się jednak skupił na ogólnej ocenie sędziowania, bo sędziowie mają powtórki, a nic to nie dało. Ba, tutaj nawet powtórki nie były potrzebne, żeby to zobaczyć - dodaje Marek Pilch. 

0,2 pkt od wypaczenia konkursu

Niemcy od 20 lat czekają na triumf w Turnieju Czterech Skoczni, ale niewiele pomoże im naciąganie wyników swoich skoczków poprzez noty. Ba, FIS ostatnio chwalił się wprowadzeniem powtórek do kabin sędziowskich. Nie jest to żaden VAR, bo sędzia ma po prostu dostęp do obejrzenia powtórki ze strefy lądowania, ale nawet przy takich możliwościach nie powinny zdarzyć się tak absurdalne noty dla skoczka. Nawet jeśli któryś z sędziów zaliczył Eisenbichlerowi telemark (wtedy można odjąć maks dwa punkty), to już w strefie odjazdu tych punktów można odjąć aż siedem. I przyznanie Eisenbichlerowi noty wyższej niż 17,5 pkt za taki skok jest po prostu głupie i niesprawiedliwe. 

W drugiej serii Markus Eisenbichler wyprowadził drugi cios. Poleciał 143,5 metra i tym razem słusznie został oceniony na (48,5 pkt), z kolei Ryoyu Kobayashi za lot na 135,5 metra słusznie został 55,5 punktu i okazało się, że o zwycięstwie decydowały detale i na szczęście udało się uniknąć potężnego skandalu. Pozostał jednak ogromny niesmak, który kolejny raz wystawia dyscyplinę na pośmiewisko.

Podium konkursu w Ga-Pa uzupełnił Słowieniec Lovro Kos. Najlepszy z Polaków był 11. Piotr Żyła. 23. był Jakub Wolny. Pozostali Polacy nie weszli nawet do drugiej serii

Więcej o: