Chciał go Małysz dla Polski. Odmówił. "Podjąłem właściwą decyzję". Rewelacja sezonu w PŚ

Jakub Balcerski
W 2019 roku to jego odmowa zdecydowała, że Polski Związek Narciarski postawił na Michala Doleżala w roli trenera dla kadry skoczków. Teraz Ronny Hornschuh stworzył jedną z najlepszych szwajcarskich drużyn w historii, a z Killiana Peiera zrobił skoczka aspirującego do światowej czołówki. I mówi, czy coś zmieniło się w sprawie jego możliwości pracy w Polsce.

Dawno szwajcarscy skoczkowie nie rozpoczęli sezonu tak dobrze, jak tym razem. Już teraz zgromadzili więcej punktów, niż w całym zeszłym sezonie zmagań, a do tego jeden z zawodników może realnie liczyć się w walce o czołowe pozycje. Chodzi o Killiana Peiera, ale trener Szwajcarów, Ronny Hornschuh wykonał niezwykłą pracę nie tylko z nim, a całą drużyną. 

Zobacz wideo Jednoznaczne stanowisko ws. Doleżala! "Nie jesteśmy klubem piłkarskim"

Wielki trenerski talent z sukcesem w Szwajcarii. Wychował go twórca sukcesów Hannawalda

Niemiec to nie byle kto. W karierze skoczka sukcesy odnosił co prawda praktycznie tylko jako junior. Jedyne podium Pucharu Świata przyniósł mu rozgrywany w trudnych i loteryjnych warunkach konkurs w Harrachovie z 1998 roku. Jako trener jest przez wielu wymieniany w jednym szeregu ze Stefanem Horngacherem, czy Wernerem Schusterem. Ma być do nich podobny, mieć taką samą mentalność i wyjątkowe podejście do pracy, które procentuje w wynikach jego zawodników. - Wiele dała mi moja współpraca z Reinhardem Hessem (twórca sukcesów m.in. Svena Hannawalda - przyp.). Nauczyłem się od niego rzeczy, które przeniosłem do mojego warsztatu trenerskiego - ocenił w rozmowie dla Sport.pl Hornschuh. 

Na początku pracował jednak tylko w niemieckiej kadrze B. Nie wychodził z cienia innych, ale jednocześnie czerpał wiele do własnego modelu i filozofii pracy. Aż w końcu dostał bardzo ciekawą możliwość, żeby się wykazać: po sezonie 2015/2016 został trenerem kadry Szwajcarów. To reprezentacja z wieloma ciekawymi zawodnikami, z legendą Simona Ammanna na czele, ale przede wszystkim kraj niewymagający ogromnych sukcesów od zaraz. Federacja pozwoliła mu pracować i spokojnie oczekiwała efektów. A te przyszły i zaskoczyły wielu. 

Janne AhonenJanne Ahonen wraca na skocznię. "Nie mogę się wycofać"

Zrobił z Peiera medalistę MŚ. A potem w kilka miesięcy przeprowadził od ciężkiej kontuzji do miejsc tuż za podium

Kto spodziewałby się przecież, że w 2019 roku na mistrzostwach świata Szwajcar zdobędzie medal i nie będzie Ammannem. Na Bergisel w Innsbrucku Killian Peier prowadził nawet po pierwszej serii, ale spadł na trzecie miejsce. Z brązowego medalu cieszył się jednak, jak ze złota, a jego euforia przeszła do historii jako jeden z najpiękniejszych momentów imprezy organizowanej przez Seefeld w Austrii. 

Peier już wtedy wydawał się być zawodnikiem, który zapowiada się na solidnego, a być może i takiego, który wkrótce na stałe wejdzie do czołówki. Rok temu napotkał jednak na drodze ogromną przeszkodę: zerwał więzadła krzyżowe w kolanie i stracił wiele miesięcy startów. Zyskał jednak tygodnie pracy nad sobą, szkoły cierpliwości i dążenia do powrotu do wielkiej formy. I chyba nikt nie przewidział, że stanie się to tak szybko.

Startuje 70. Turniej Czterech Skoczni! Gdzie i o której godzinie oglądać konkurs w Oberstdorfie?Wielki rywal Stocha nie może tego pojąć. "Sądziłem, że będzie w topowej formie"

- Zniósł tę kontuzję i rehabilitację bardzo dobrze. Nie był niecierpliwy, ciężko pracował i w świetnym stylu wrócił do Pucharu Świata - ocenił Peiera Hornschuh. - W naszym zespole zbudowaliśmy formę i rozwinęliśmy się pod względem technologii wiosną, co przełożyło się na bardzo dobry okres przygotowawczy. Killian wrócił na duże obiekty już w naprawdę niezłej formie, a rezultaty w Rosji na otwarcie sezonu dały mu sporo pewności siebie. W Engelbergu zabrakło trochę, żeby stanął na podium, ale jego skoki i tak były fantastyczne. Jestem przekonany, że prędzej, czy później i tak tego dokona - zapewnił Hornschuh. 

Hornschuh był pierwszym wyborem Małysza. Dopiero po jego odmowie sięgnął po Doleżala

Niemiec to także ciekawa postać pod kątem polskiej kadry: w 2019 roku, gdy z Polski odchodził Stefan Horngacher, w Polskim Związku Narciarskim narodził się pomysł, żeby to właśnie Hornschuha zatrudnić w jego miejsce. Szkoleniowiec przeżywał pierwsze sukcesy ze Szwajcarami i był chwalony przez całe środowisko. Nic więc dziwnego, że stał się najgorętszym nazwiskiem. Skoro wiadomo było, że Horngacher odejdzie do Niemiec, a Werner Schuster odejdzie stamtąd do szkoły w Stams, w Polsce panowało przekonanie, że Hornschuh byłby dobrym wyborem. 

Trenerem został jednak Michal Doleżal, czyli asystent Horngachera, a Hornschuh nadal trenuje Szwajcarów. Co poszło nie tak? Adam Małysz w rozmowie dla WP Sportowe Fakty dwa lata temu przekonywał, że złożył Ronny'emu Hornschuhowi ofertę podczas MŚ w Seefeld, a ten długo się zastanawiał i ostatecznie odmówił kilka tygodni później w czasie turnieju Raw Air w Norwegii. Miał "wystraszyć się Polski" i tutejszego środowiska. Spokojna praca w Szwajcarii wydawała mu się korzystniejsza, choć nieco mniej prestiżowa.

Co o całej sprawie mówi Hornschuh dzisiaj? - Faktycznie dostałem zapytanie o posadę w Polsce od Adama Małysza po brązowym medalu Killiana. Chciałem jednak pozostać w Szwajcarii, żeby dalej rozwijać ten zespół, robić z nim progres - zdradził. I dodał chyba najważniejsze słowa w kontekście obecnej sytuacji polskich skoczków. - To decyzja, którą wciąż uważam za właściwą, bo uważam, że jako drużyna dalej się rozwijamy i jesteśmy w stanie walczyć o podium, czy medale w najważniejszych imprezach - wskazał trener. Jeśli ktoś w Polsce myślał zatem, że po Hornschuha można jeszcze wrócić, to może być zmuszony do odrzucenia takich planów. Choć pozostaje jednym z najciekawszych i najbardziej rozwijających się trenerów na rynku w skokach - przez lata mocno zastałym. 

Adam Małysz i Michal DoleżalMałysz mówi o naciskach ws. Doleżala i "zewnętrznym fachowcu"

W Turnieju Czterech Skoczni Szwajcarom idzie nieco słabiej: w klasyfikacji generalnej Killian Peier jest dwunasty, choć był typowany nawet do zagrożenia czołówce, Gregor Deschwanden zajmuje czternastą, a Simon Ammann 23. pozycję. Szansę na ich poprawienie będą mieli w Innsbrucku i Bischofshofen. Rywalizacja w tej pierwszej miejscowości rozpocznie się w poniedziałek 3 stycznia od treningów i kwalifikacji. Dzień później odbędzie się trzeci konkurs turnieju. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Więcej o: