Polska może pilnie wycofać się z TCS! Kryzysowa narada. "To są jaja"

Łukasz Jachimiak
- To są jaja - mówi Jan Winkiel, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego. W Oberstdorfie, w pierwszym konkursie 70. Turnieju Czterech Skoczni, fatalnie wypadli nasi skoczkowie. Punkty zdobył tylko 28. Dawid Kubacki. Wieczorem ma się odbyć narada. Możliwe, że polska kadra zostanie wycofana z imprezy.

Piękne zwycięstwo Ryoyu Kobayashiego i kolejny popis Norwegów (drugi był Halvor Egner Granerud, trzecie miejsce zajął Robert Johansson, a czwarte Marius Lindvik), mających patent na deszczowe warunki. Oto najważniejsze wydarzenia zawodów w Oberstdorfie.

Natomiast dla nas pierwszy konkurs jubileuszowego 70. TCS-u to koniec marzeń, że Polacy odegrają w nim znaczące role. Z pięciu naszych skoczków tylko jeden Dawid Kubacki awansował do drugiej serii. Ostatecznie zajął słabe, 28. miejsce. A jeszcze słabsi okazali się 32. Jakub Wolny, 33. Paweł Wąsek, 38. Piotr Żyła i 41. Kamil Stoch.

Zobacz wideo Jednoznaczne stanowisko ws. Doleżala! "Nie jesteśmy klubem piłkarskim

"Nie wiem, czy kiedykolwiek był taki kryzys"

- Wszyscy nasi skoczkowie wyglądają, jakby nie mieli w sobie życia, jakby nie mieli energii, jakby byli po prostu bezsilni - mówi Jan Winkiel, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego.

Winkiel nie kryje, że jest załamany. Trudno nie być, skoro od większości Polaków lepiej spisał się nawet Fatih Arda Ipcioglu. Turek zajął 29. miejsce, pierwszy raz w życiu zdobył punkty Pucharu Świata.

- Ipcioglu to skokowa egzotyka. Ale o czym my mówimy? Mamy trzech mistrzów świata. To są goście, którzy wygrywali w cuglach, jeszcze latem byli mocni. Nie wiem, czy kiedykolwiek był taki kryzys, że goście spadli tak nisko z tak wysokiego konia. Nie jeden czy dwóch naszych skoczków obniżyło loty. Chodzi o 10 ludzi, którzy w zeszłym sezonie punktowali, a teraz nie istnieją - mówi Winkiel.

"Już nawet nie mamy kotwicy"

Dlaczego polscy skoczkowie wpadli w aż tak duży dół? - Trochę łatwiej byłoby ocenić sytuację, gdyby oni cały czas skakali źle. Ale Piotr Żyła potrafił przecież wygrać serię próbną. I co jakiś czas naszym skoczkom wychodzi w jakiejś serii treningowej - mówi Winkiel. - Próbujemy zachować spokój, liczyć, że nasi skoczkowie się ustabilizują. Ale spokój ma sens, gdy przy takim podejściu jest coraz lepiej. A u nas z tym spokojem jest coraz gorzej. Już nawet nie mamy kotwicy w postaci dobrze skaczącego Kamila - dodaje sekretarz PZN.

Czy to zapowiedź trzęsienia ziemi w kadrze? - Na wieczór mamy zaplanowaną kryzysową naradę. Najpierw mają rozmawiać Adam Małysz i Michal Doleżal, a później oni dwaj połączą się z prezesem Tajnerem i ze mną. Zdecydujemy, co robimy dalej. I to nie przez najbliższy tydzień. Przygotujemy pełen plan do igrzysk olimpijskich - zapowiada Winkiel.

- Możliwe, że po Garmisch-Partenkirchen kadra odpuści starty aż do Pucharu Świata w Zakopanem. Możliwe, że trzeba potrenować i odbudować automatyzmy. Błędy mogą wynikać z paniki, ze stresu. Ale trochę rozumiem koncepcję, żeby próbować eliminować błędy w startach. Bo jeśli czasem wychodzi w seriach treningowych, to znaczy, że potrafisz i że może trzeba próbować się przełamać w zawodach - zastanawia się Winkiel.

"Wiem, że wszyscy domagają się głowy Doleżala"

Po kolejnym bardzo słabym konkursie tej zimy coraz więcej kibiców zastanawia się, czy jednak nie trzeba pójść inną drogą.

- Wiem, że wszyscy się domagają głowy Michala Doleżala. Ale to by nic nie dało. No, chyba że w naszej rozmowie Michal powie, że nie ma konceptu, że nie widzi w ogóle drogi. Ale mamy miesiąc do igrzysk olimpijskich, to naprawdę nie jest czas na takie ruchy - przekonuje Winkiel.

- Nam nie chodzi o szukanie jednego winnego. Nie jest nim trener, nie jest dyrektor czy zarząd. Wiem, że polskiej naturze jest takie szukanie - dodaje Winkiel. - Ale na pewno nie ma co dalej gadać o rezerwach w sprzęcie. O tym można mówić, kiedy trochę brakuje. A my wyglądamy dramatycznie - podsumowuje sekretarz generalny PZN.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.