Piorunująca akcja ratowania Kamila Stocha. Główny problem znaleziony

Kamil Stoch był skołowany po poniedziałkowych skokach w Oberstdorfie. Skoczek zaliczył najsłabszy dzień w całym sezonie, ale Michał Doleżal zapowiada, że znalazł remedium na problemy Polaka. Rozwiązanie, które zadziałało już przed pięcioma laty, a wiąże się z jedną z najciekawszych zakulisowych historii polskich skoków w ostatnich latach.

Pierwszy dzień Turnieju Czterech Skoczni mógł nieco zaniepokoić Kamila Stocha, który od początku sezonu ciągnie na swoich barkach wyniki reprezentacji Polski. Żaden z trzech skoków Stocha nie był takim, który dałby radość jemu i kibicom. Polak w trzech seriach był kolejno: 28., 23. i 37. w kwalifikacjach. Oznacza to, że w konkursie Stoch zmierzy się w parze KO z Cene Prevcem i patrząc na dotychczasowe skoki w Oberstdorfie, wcale nie będzie wielkim faworytem tego starcia. 

Zobacz wideo Stoch musi poprawić jeden element. Czy to powód problemów w Oberstdorfie?

Skołowany Stoch. "Skoki totalnie nijakie"

Po piątkowych skokach Kamil Stoch nie ukrywał tego, jak bardzo jest skołowany. Niestety, od jakiegoś czasu Stoch zmaga się także z problemem skręcania w locie. Często wynika ono ze zderzania się nart tuż po wyjściu z progu, ale to też ma swoje inne powody.

- Skoki były nieco spóźnione, przez co brakowało dobrej energii z progu. Do tego miałem trochę problemów ze sprzętem. Ten sprzęt postaramy się nieco zmienić, chodzi o buty. Na ile da to dobry efekt? Nie wiem, dlatego nie chcę zrzucać na to całej winy. To nieduże rzeczy, ale w każdym aspekcie trzeba wprowadzić drobne poprawki. W sprzęcie i technice. Wierzę, że to będzie działać i z takim nastawieniem położę się spać - mówił w poniedziałek Kamil Stoch w rozmowie ze Skijumping.pl.

Startuje 70. Turniej Czterech Skoczni! Gdzie i o której godzinie oglądać konkurs w Oberstdorfie?TCS Oberstdorf. Tak wyglądają pary Polaków. Gdzie i o której oglądać? [TRANSMISJA]

Notatki sprzed pięciu lat wyciągnięte, problem u Stocha znaleziony!

Michał Doleżal kolejny raz wszystko dokładnie przeanalizował i przypomniał sobie też historię z sezonu 2016/2017, gdy na początku turnieju Raw Air, a konkretnie w Oslo Stoch miał gigantyczne problemy z równowagą w powietrzu. Skakał świetnie, a nagle zaczął dołować. Był 22. w Oslo, potem nagle 25. w prologu w Lillehammer.  - Pamiętamy o tym - słyszymy ze sztabu kadry. - Posprawdzaliśmy i doszliśmy do wniosku, że miał problem z lewym butem. We wtorek Kamil wymieni je na nowe i powinno być lepiej - mówił w rozmowie z TVP Sport trener Michal Doleżal.

Sztab naszej reprezentacji oczywiście nie zdradza, co nie tak jest z lewym butem Stocha. W sezonie 2016/2017 przyczyną problemów w locie była tak prozaiczna kwestia jak to, że buty za bardzo już się rozbiły. Straciły tym samym swoje właściwości i skoczek musiał wkładać zdecydowanie więcej siły w kontrolowanie nart. To może za bardzo spinać inne mięśnie, które mają wpływ na sylwetkę w locie i prowadzi do zaburzeń równowagi w powietrzu. Przekłada się też na krótszy lot. Wtedy to również dotyczyło lewego buta. Dlaczego akurat tego? Stoch ląduje na prawą nogę, a lewą cofa przy telemarku. Słyszymy, że właśnie dlatego ten but "pracuje" nieco więcej i jest bardziej narażony na zużycie.  

Piorunująca akcja ratunkowa. Brązowy sweter i reklamówka na pokładzie samolotu

Gdy polscy skoczkowie skakali jeszcze w niemieckich butach Rass, polska kadra przeprowadziła podobną akcję ratunkową. Tyle że trudniejszą, bo buty musiały dotrzeć na północ Norwegii. Firma Raas bardzo spóźniała się dostarczeniem nowej pary.  Jedną z ciekawszych przygód życia przeżył sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego - Jan Winkiel, który zupełnie nieprzygotowany gnał przez całą Europę, by jak najszybciej dostarczyć buty Stochowi. 

Piotr Majchrzak: Jak doszło w ogóle do pamiętnej akcji ratunkowej? Dlaczego akurat trafiło na Ciebie?

Jan Winkiel (sekretarz generalny PZN): Pamiętam to jak dziś. Było ładnie, świeciło słońce. Przyszedłem do biura w Krakowie w brązowym swetrze. Takim, jakie się zakłada na koszule. Na nogach miałem adidasy. Wtedy zadzwonił do mnie Grzesiek Sobczyk (ówczesny asystent Stefana Horngachera) z pytaniem, czy ktoś z Polski mógłby podjechać do znajdującej się niedaleko granicy niemieckiej firmy Rass i odebrać buty dla Kamila Stocha, bo jest z nimi duży problem. Był taki problem, że nie bardzo miał kto to zrobić, więc wskoczyłem w samochód i pojechałem. Gdy dojeżdżałem, to zaczęło się analizowanie, jak te buty dostarczyć na drugi dzień do Trondheim. Sprawdzaliśmy kurierów, którzy wożą leki, ale koszty były absurdalnie wysokie. Zaczęliśmy szukać alternatyw dowozu i okazało się, że nie ma opcji dostarczenia butów na drugi dzień. Odpuściliśmy temat i zdecydowaliśmy o powrocie.

Kiedy więc pojawił się pomysł wyruszenia do Trondheim?

Wracając do Krakowa pomyślałem, że ja mogę z tymi butami pojechać do Trondheim, tylko trzeba ogarnąć logistykę. Nie byłoby tu wiele trudnego, gdyby nie to, że wcześniej pękła mi karta kredytowa. Nasz logistyk Paweł Witczak stwierdził, że jest to do zrobienia, tylko on musiał być pod telefonem. Ja jechałem, a on nie spał, by w razie czego płacić za paliwo przelewami, gdyby karta nie przeszła. Ruszyłem więc do Świnoujścia i popłynąłem do Szwecji promem. To ten prom, gdzie lemoniada jest na łańcuchu, żeby nikt jej nie ukradł. Tej nocy jeszcze tak okropnie wiało, że na promie spałem chyba tylko z 15 minut. To, co pamiętam to to, że razem z kierowcami tirów oglądałem "Kilerów 2-óch", haha.

A jak trafiłeś do norweskiego Trondheim?

- Jedynym sposobem dotarcia do Trondheim znajdującego się na północy Norwegii na czas był lot z Oslo. Nie wiedziałem, nawet czy zdążę dojechać na ten samolot, dlatego Paweł Witczak kupował bilet, dopiero gdy miałem godzinę drogi na lotnisko. Zatrzymali mnie też celnicy i nieco się dziwili, że jedyne co mam w aucie to buty do skoków narciarskich, ale szybko udało mi się przekonać ich do puszczenia mnie. I co najlepsze, na pokład samolotu jako jedyna osoba wszedłem trzymając w rękach jedną reklamówkę. Zima, Oslo, śnieg, a ja na pokład wchodzę z reklamówką, w które zapakowałem buty Rassa, żeby nie trzymać ich w ręce. Na lotnisku w Trondheim był kolejny problem ze znalezieniem osoby, która miała mnie zawieźć na skocznie, ale to się udało i na skocznie pojechałem Volvo V40 z rozbitą przednią szybą.

A jak zareagował Kamil Stoch? 

Gdy dojechaliśmy na skocznie, wysiadłem z samochodu i akurat zobaczyłem Kamila Stocha, podszedłem i po prostu dałem mu buty. Kamil od razu wygrał prolog w Trondheim i pamiętam, że jak przyszedł do szatni, to powiedział: "no, no w tych butach to poszło", a kompletnie nie wiedział o całej akcji (śmiech). Był przekonany, że wsiadłem w samolot w Krakowie i przyleciałem do Norwegii. A ja jak siedziałem w sweterku przed komputerem w Krakowie, tak ruszyłem do Trondheim. Kurtkę pożyczałem dopiero od chłopaków. Brązowy sweterek zapamiętam do końca życia. Już go potem nigdy nie założyłem. Czasu na obejrzenie zawodów jednak nie było, bo kolejnego dnia o piątej rano miałem transport na lotnisko w Trondheim, bo musiałem szybko dotrzeć do biura ze względu na ważne spotkania. 

Więcej o: