"Jak długo można?". Mocny głos z PZN-u po słabych skokach Polaków

Łukasz Jachimiak
- Rozumiem wpadkę raz czy dwa, ale nie sytematycznie. Kamil Stoch, jak na lidera przystało, trzyma nas na powierzni, ale jak długo można? - denerwuje się Jan Winkiel. Sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego zabiera głos po kwalifikacjach w Engelbergu. Odpadł w nich Piotr Żyła, a z trudem przebrnął przez nie Dawid Kubacki.

Z siedmiu polskich skoczków przez piątkowe kwalifikacje przeszło pięciu. Kamil Stoch zajął piąte miejsce, Andrzej Stękała był 19., a do sobotniego konkursu awansowali jeszcze 33. Paweł Wąsek, 42. Jakub Wolny i 48. Dawid Kubacki.

W sobotę tylko widzami będą Klemens Murańka i Piotr Żyła, którzy na 67 sklasyfikowanych skoczków zajęli odpowiednio miejsca 55. i 60.

Zobacz wideo Forma Kamila Stocha może eksplodować. Ten niuans jest kluczowy

"Dawid Kubacki wygląda na nieobecnego"

Po piątkowych skokach ani Murańka, ani Żyła nie stanęli przed kamerą Eurosportu. Natomiast Kubacki, który szczęśliwie uniknął odpadnięcia, stwierdził, że na jego czucie skok był w porządku i ewentualnie dopiero od trenerów dowie się, jakie popełnił błędy.

To wszystko niepokoi kibiców. Naprawdę dobrze z całej polskiej kadry spisuje się tylko Stoch.

Klasyfikacja Pucharu Narodów po udanych dla Polaków zawodach w KlingenthalŚwietny Stoch, dramat Żyły. Pięciu Polaków w konkursie w Engelbergu

- Kamil to jest taki profesjonalista, że jego mental to przykład dla paru kolejnych generacji - podkreśla zadowolony ze Stocha Jan Winkiel, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego. Ale Winkiel mocno zaznacza też, że bardzo brakuje nam powodów do radości.

- Wyniki nie są dobre. Szczególnie dwójki medalistów mistrzostw świata - mówi, mając na myśli oczywiście Żyłę i Kubackiego. - Dawid wygląda na nieobecnego. Wydaje mi się, że to właśnie na Dawidzie trzeba się skupić. Piotrek systematycznie skacze dobrze, a potem przychodzi konkurs - mówi Winkiel. - Zaplecze, które mamy powinno gwarantować, chociaż komplet zawodników w top 50, czyli w konkursie. Rozumiem wpadkę raz czy dwa, ale nie systematycznie - dodaje.

Piotr Żyła podczas kwalifikacji do konkursu PŚ w EngelberguJuniorskie błędy i bezradność. Co się dzieje z Żyłą i Kubackim? Najbardziej martwią te słowa po skoku

Forma była, ale się zamroziła

Działacz PZN-u próbuje zdiagnozować przyczyny bardzo słabej formy polskich skoczków. Ich rozczarowujące występy oglądamy już od miesiąca.

- Najgorzej, że na końcu przygotowań było widać dobrą formę, a później jakby niskie temperatury Niżnego Tagiłu i Kuusamo ją zamroziły. Trzeba te klocki poukładać na nowo - mówi Winkiel.

"Może to mocno kontrowersyjna opinia"

- Z drugiej strony, pojedyncze skoki zaczynają wyglądać nieźle: Andrzej Stękała i Paweł Wasek już mogą systematycznie punktować - dodaje.

- Może to mocno kontrowersyjna opinia, ale brakuje niewiele - zaskakuje Winkiel. - Sztab ma też cholernego pecha: jak Kamil odpalił i wskoczył na podium [był trzeci w ostatnią sobotę w Klingenthal - red.], to na drugi dzień się rozchorował. Jak nie idzie, to nie idzie - zauważa.

Łukasz Kruczek (po lewej) na MŚ w Oberstdorfie, Kamila Karpiel i Kinga Rajda (po prawej) na MŚ w SeefeldZa Polską nie ma już nic. Jak się nie załamać takim wynikiem? Pytamy Łukasza Kruczka

Sekretarz PZN-u daje do zrozumienia, że nie wierzy w cudowną przemianę u polskich skoczków w Engelbergu, mimo że Gros-Titlis to historycznie najlepsza dla nas skocznia na świecie. Na niej aż 20 razy Polacy wskakiwali na podium Pucharu Świata. Nawet na Wielkiej Krokwi zdarzało się to naszym skoczkom rzadziej - 18 razy.

- Może święta zresetują trochę głowy. Wszyscy potrzebują pozytywnych impulsów mobilizujących do dalszej pracy - podsumowuje Winkiel.

Więcej o: