Małysz grzmi, a FIS każe się uspokoić. Zmiany po "nagonce na Polaków"

Jakub Balcerski
Początek sezonu Pucharu Świata przyniósł kontrowersje związane z wieloma dyskwalifikacjami i częstym sprawdzaniem polskich kombinezonów. Adam Małysz mówił wręcz o "nagonce" na kadrę Michala Doleżala, a trener po kwalifikacjach w Engelbergu zdradził, że jest jeszcze miejsce na dyskusję odnośnie sprzętu innych kadr. Pojawiły się już pierwsze zmiany wprowadzone przez FIS ze względu na naginanie przepisów w pierwszych konkursach.

Od konkursów w Ruce jest głośno o zamieszaniu związanym z polską kadrą i jej kombinezonami. Było wzmożone sprawdzanie, dyskusje podczas i po kontrolach, ale także dyskwalifikacje. Są już wdrażane nowe rozwiązania, których, jak zapowiada Mika Jukkara, nowy kontroler sprzętu w Pucharze Świata, ma być jeszcze więcej.

Zobacz wideo Rewolucyjna zmiana w skokach. Ta nowinka zmienia skoki!

"Dzióbek" w polskich kombinezonach. Małysz mówił, że "ktoś zakapował"

Kombinezony Polaków, a dokładniej ich rozciąganie, było kontrowersyjnym tematem już przy zawodach Pucharu Świata w Ruce kilka tygodni temu. Dziennikarz TVP Sport, Michał Chmielewski udostępniał na Twitterze, jak Finowie pokazywali w mediach społecznościowych "kombinowanie" Polaków przy strojach jeszcze przed skokiem. Na profilu "Onkonalka" pojawiło się zbliżenie kombinezonu jednego z polskich skoczków z wystającym charakterystycznym "dzióbkiem". 

I Polacy musieli się poddać dodatkowej kontroli w Wiśle. Efekt? Dyskwalifikacja Macieja Kota po skoku w piątkowych kwalifikacjach i długa dyskusja Michala Doleżala z Miką Jukkarą jeszcze tego samego dnia. Chciał się dowiedzieć, czego dokładnie jego zawodnicy powinni unikać i co jest właściwe, a co nie.

- Ktoś zakapował do FIS, że mamy niedozwolone kombinezony - oceniał za to w wypowiedzi dla Skijumping.pl w Wiśle Adam Małysz. Według niego sam kontroler sprzętu przyznał, że ktoś dał mu sygnał, że polscy skoczkowie kombinują ze sprzętem. - Chodzi o tak zwany dzióbek w kroku, który jest niedozwolony w kombinezonach. Oczywiście zawodnicy zostali zmierzeni i wszystko jest w porządku. Nie wiem, skąd takie insynuacje. Bylibyśmy głupkami, gdybyśmy coś takiego zrobili, wiedząc, że tego nie wolno. Może ktoś zrobił to celowo, żeby wysłać naszych skoczków do kontroli i jeszcze ich rozbić - dodawał.

Inna sprawa, że problemy nie zawsze brały się z niczego. Polacy niemal co weekend sprawdzali nowe kombinezony. To jednak nic dziwnego w przypadku słabszych wyników i początku sezonu, gdy zawsze chce się dobrać najlepszy sprzęt, a nawet zachować go na kolejne tygodnie i imprezy docelowe. Do tego nie zawsze wystarczy trening. - To temat-rzeka. Ale to też temat, który chcemy zostawić dla siebie. W telewizji nie wszystko widać, nie wszystko też pokazujemy, coś dla siebie trzymamy - mówił Łukaszowi Jachimiakowi Maciej Maciusiak, asystent Michala Doleżala.

Tak Adam Małysz wyskakał sobie nagrodę fair playKapitalna reakcja Małysza. Mógł wygrać, ale wolał pomóc wielkiemu rywalowi

Kontroler tłumaczył wzmożone sprawdzanie Polaków. "To jak w Formule 1"

Już wtedy w Polsce zapytaliśmy Mikę Jukkarę o to, czego obawiał się w sprawie nieprawidłowości przy kombinezonach kadry Doleżala. - To nie tak, że któraś z reprezentacji dała mi znać, że powinienem to sprawdzić. Dostałem cynk, ale z naszej grupy kontroli sprzętu w poprzedni weekend w Ruce. Czasem tak jest. Dostaję wiadomość na krótkofalówkę z góry: sprawdź na dole tego i tego. Wtedy sprawdzamy i jeśli znajdujemy problem, to oceniamy ze wszystkimi w zespole, co z nim zrobić - tłumaczył Fin

Według Jukkary wszystko odbyło się po to, żeby takie sytuacje nie zaistniały już w przyszłości. - Zaprosiłem ich do dyskusji, chciałem wyjaśnić, o co dokładnie chodzi. Z mojej strony wszystko jest okej, chciałem i będę chciał być transparentny, czysty, więc wolę za każdym razem porozmawiać z zespołem, który czegoś nie rozumie albo robi coś nie tak - wskazał. - Nikt nie może zabronić innym reprezentacjom "szpiegowania" innych. Wtedy wychodzi, że ktoś coś zauważył i pewnie głośno o tym mówi. To jak w Formule 1: każdy chce coś znaleźć i patrzy też na rywali, chce zauważyć, co oni przygotowują i mieć pewność, że to zgodne z przepisami. Ale uwierzcie mi: wiedzieliśmy o tym już, zanim ktokolwiek zacząłby się wykłócać, że Polacy robią coś źle. Po naszych rozmowach wszystko powinno być już w porządku - zapewniał. Ale nie wszystko najwyraźniej zostało wyjaśnione. 

Kolejna dyskwalifikacja. Małysz grzmiał o "nagonce na Polaków". "To jest szok"

W kolejny weekend Pucharu Świata w Klingenthal znów przyszły wzmożone kontrole u Polaków. Jukkara prawdopodobnie chciał sprawdzić, czy skoczkowie i sztab zastosowali się do jego próśb i wytycznych. I pojawił się kolejny zgrzyt: Fin zdyskwalifikował Pawła Wąska, który miał szansę na punkty PŚ w niedzielnym konkursie. - Jesteśmy w szoku. Czujemy się, jakby nagonka była na nas - mówił Adam Małysz w rozmowie z Eurosportem. - Piotrek Żyła wczoraj po każdym skoku był kontrolowany, co się nie zdarza. Sztab przecież mierzy kombinezony. Dziś nawet dwa razy i wszystko wychodziło ok. To jest szok. Paweł mógł dziś dobre miejsce zająć - dodał. 

- Adam szybko reaguje na tego rodzaju sytuacje. On może ocenić, czy to celowe działanie, czy akurat tak na nas trafiło. Twierdzę, że jeśli kontroler chce znaleźć jakieś miejsce, w którym kombinezon jest nieregulaminowy, to znajdzie. Dziwne, że Pawłowi sprawdzano kombinezon nawet przy nogawce i tam znaleziono nieprawidłowość. Czasami wystarczy obwód w pasie, czy klatce piersiowej, bo tam ma to największe znaczenie. Jak się szuka po całym kombinezonie, to znajdzie się jakieś pół centymetra u każdego - oceniał w programie Sport.pl LIVE prezes Polskiego Związku Narciarskiego, Apoloniusz Tajner

 

Doleżal chce dyskusji. Ma wątpliwości. Kontrowersje także u Norwegów i Niemców

Działacz dodawał, że widział gołym okiem, jak Norwegowie rozciągają się na belce startowej i powstają wybrzuszenia, dające do zrozumienia, że w ich kombinezonach jest sporo luzu. Twórca sprzętu ze Słowenii, Peter Slatnar w rozmowie dla dziennika "Delo" wskazywał nawet, że zawodnicy Alexandra Stoeckla mieli nowe materiały, które "w jakiś sposób prześlizgnęły się przez kontrolę sprzętu". Przed zawodami PŚ w Engelbergu temat powrócił także na profilu "Onkonalka". Tym razem na Instagramie pojawiły się nienaturalne kształty kombinezonów Niemców

Pojawił się zatem nowy kierunek: dlaczego mocniej sprawdzani są Polacy, skoro kontrowersje są u wiele nacji? - Mam jakieś wnioski do tego, co reszta, co inne reprezentacje robią. Będziemy się starali ukierunkować to wszystko, żebyśmy nie zostali gdzieś z tyłu. Nie chodzi o kopiowanie rozwiązań, ale są rzeczy, które są do dyskusji - ocenił po kwalifikacjach w Engelbergu Michal Doleżal w rozmowie dla TVP Sport. Za kulisami w skokach rozpoczęła się pokerowa rozgrywka. Ten sezon i sukcesy płaskich nart Anże Laniska na początku rywalizacji, czy specjalnych rowków w nartach Norwegów w ostatnich konkursach pokazują bowiem najlepiej, że sprzętem obecnie można ugrać wiele. 

Jukkara nie chciał być nowym "FIS Police". Przy dyskwalifikacji Kobayashiego mocniej zabiło serce. "Ale tu chodzi o efekt, a nie emocje"

Rozjemcą ma być Jukkara. Fin, który w tym sezonie wszedł w buty człowieka znanego przez ostatnie 30 lat, jako "FIS Police", czyli Seppa Gratzera. Niemiec odszedł na emeryturę po zakończeniu zeszłego sezonu, a Jukkara został wybrany na jego następcę. - Nie chciałem być taki, jak on. Był człowiekiem-instytucją, bardzo wiele pomógł mi przez lato, gdy pracowaliśmy wspólnie przy cyklu Letniego Grand Prix, ale on wymyślił część przepisów i był twarzą całej sprzętowej części tego sportu. Ja wszedłem tu jako ktoś nowy i chcę to poprowadzić na własnych zasadach - mówił nam Jukkara. 

Już w trzecim dniu rywalizacji w nowym sezonie zdyskwalifikował Ryoyu Kobayashiego, ówczesnego wicelidera Pucharu Świata. - Czy w takiej sytuacji bardziej drżą ręce? Nie. Może przez chwilę mocniej zabiło serce. Ale tu nie chodzi o emocje, a efekt. Nie chcę znajdować nieprawidłowości u zawodników, każdego z osobna, nieważne, czy jest najlepszy, czy nie. Ale jak znajdę, to w każdym przypadku postępuję tak samo - opisywał Jukkara. Nowy kontroler od początku zapowiadał, że sprawdzania będzie więcej i będzie czemuś służyło. I tak było w piątek w Engelbergu. 

Kamil Stoch i Piotr Żyła"Jak długo można?". Mocny głos z PZN-u po słabych skokach Polaków

Nowa wirtualna linia w skokach. A będzie więcej kontroli i kolejne zmiany

Jukkara sprawdził wszystkich skoczków po kwalifikacjach. Mierzył krok i jak tłumaczy, zbierał dane. - To nasza wewnętrzna decyzja, żeby tak postąpić. Chcemy ustalić odpowiednie wytyczne, żeby u wszystkich zasady były jasne, a kombinezony wyglądały podobnie, nie było miejsca na manipulacje względem przepisów. Faktycznie, mieliśmy ostatnio wiele rozmów z trenerami odnośnie tego, co można, a czego nie. Zwłaszcza przy rozciąganiu kombinezonów na górze skoczni. Pojawiły się zachowania, których nikt nie chciał widzieć. I wprowadziliśmy nową zasadę: wirtualną linię. Zaczyna się pięć belek w górę od miejsca, gdzie stoi kontroler sprzętu. W tej przestrzeni zawodnik nie może już praktycznie w ogóle rozciągać kombinezonu. Mamy to wyraźnie ustalone. Wcześniej mogli robić więcej, byli ograniczeni dopiero przy pojawieniu się u kontrolera. Nie mogli łamać przepisów, ale brak tej przestrzeni kreował dużo naginania zasad. Nie podobało nam się to, więc teraz te pięć belek przed kontrolą muszą po prostu zejść w dół, trzymając narty - zdradził Fin. 

- Teraz kontrole będą już przeprowadzane "normalnie", pojedynczo, ale skoczkowie muszą się przyzwyczaić, że jest i będzie ich dużo - przyznał. - Taki jest wręcz nasz cel: więcej kontroli, więcej dokładności, mniej kontrowersji, zmiany na lepsze. A wszystkim, których dotychczasowe sprawy wprowadziły w nastawienie przeciwko nam albo doszukiwanie się spisków, zalecam trochę spokoju. Nikt nie chce tutaj źle, nikt nie będzie poszkodowany. Mogę też powiedzieć, że sytuacja się poprawia. Na początku sezonu z rozciąganiem kombinezonów i łamaniem przepisów było dużo gorzej - dodał Mika Jukkara.

Doleżal ostro reaguje po skoku Żyły. Doleżal ostro reaguje po skoku Żyły. "A co wydarzyło się w kwalifikacjach?"

Sobotni konkurs w Engelbergu z pięcioma Polakami na starcie rozpocznie się o godzinie 16:00. Zostanie poprzedzony serią próbną, którą zaplanowano na 15:00. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Więcej o: