Kryzysowa narada w PZN. Małysz: "Trzeba zamknąć jakiś rozdział i otworzyć nowy"

Piotr Majchrzak
- Czasem trzeba zamknąć jakiś rozdział i otworzyć nowy. Ja bym się nie bał ryzykowania, bo tu nie ma żadnego ryzyka - mówi Adam Małysz po niedzielnych zawodach w Wiśle. Dyrektor polskich skoków był wyraźnie zaniepokojony i będzie rekomendował sztabowi wysłanie najsłabiej skaczących zawodników na treningi.

W niedzielnych zawodach w Wiśle-Malince tylko trzech z jedenastu Biało-Czerwonych było w stanie awansować do drugiej serii i zdobyć punkty. Kamil Stoch był jedenasty, Piotr Żyła 25., a Aleksander Zniszczoł 26.. Zwyciężył Austriak Jan Hoerl przed Norwegiem Mariusem Lindvikiem i swoim rodakiem Stefanem Kraftem. Po niedzielnych zawodach Adam Małyszi Apoloniusz Tajner jednogłośnie mówili o potrzebnie podjęcia jakichś decyzji przez sztab reprezentacji. Prezes PZN i dyrektor skoków zarządzili kryzysowe spotkanie ze sztabem reprezentacji, gdzie będą rekomendować odpuszczenie zawodów w Klingenthal. Decyzje zostawiają jednak trenerom. 

Zobacz wideo

Trzeci nieudany weekend Pucharu Świata. Tak źle nie wypadliśmy punktowo na swojej skoczni od 22 lat. To chyba czas na jakieś decyzje. 

Adam Małysz: Nie można w tej chwili wykonywać nerwowych ruchów, ale czy nerwowym ruchem jest wycofanie Dawida Kubacki i potrenowanie na spokojnie, by złapał czucie? Myślę, że nie jest. Jego forma w tym momencie nie istnieje. To jest zawodnik na czołową dziesiątkę Pucharu Świata, a kolejny raz nie wchodzi do najlepszej trzydziestki

Skrzydła Polaków trochę zostały obcięte...

Trochę?

Delikatnie mówiąc. Zastanawiamy się, gdzie został popełniony błąd. Było jasne, że po Wiśle trzeba będzie podejmować jakieś decyzje. 

-  Koniec lata i początek zimy był okej. Skakaliśmy z innymi drużynami i poziom był naprawdę wysoki. Potem przyszedł Tagił i było wielkie rozczarowanie. W Kuusamo miało być lepiej, ale nie udało się. W Wiśle na swojej skoczni wydawało się, że będzie ten krok, ale znów go nie ma. Trzeba mówić o tym, że w tym momencie nie jest dobrze. W przypadku Kamila i Piotrka nie brakuje wiele, ale u innych nie jest dobrze.

Prezes Tajner mówił, że chciałby porozmawiać ze sztabem. Z kolei Michał Doleżal stwierdził, że Dawid Kubacki nie potrzebuje treningu, a przełamania się w oficjalnych skokach przy większym stresie. 

- Każdy jest inny i ma swoje zdanie. Ja byłem zawodnikiem, który wiedział, że jak coś jest nie tak, to musi odpuścić, potrenować. Wiedziałem, że muszę znaleźć swoje optymalne czucie i najlepsze odbicia. My na pewno nie będzie ingerować w decyzję sztabu. Ale będziemy podpowiadać. Ja zresztą mówiłem już przed Wisłą, że trzeba się zastanowić nad opcją odpuszczenia. Wiemy doskonale, że dla nas najważniejsze są igrzyska. Mamy tak duże straty w Pucharze Narodów, że najważniejsze jest, żeby chłopcy znaleźli swoje najlepsze skoki, robili punkty i wygrywali. Czasem trzeba zamknąć jakiś rozdział i otworzyć nowy. Ja bym się nie bał ryzykowania, bo tu nie ma żadnego ryzyka. 

Dokładnie tak, trzeba podjąć jakieś decyzje. Jak znamy prezesa Tajnera i wiemy, że jest optymistyczny, tak dzisiaj nie był już optymistą. Chcemy się spotkać z trenerami i posłuchać, jakie są decyzje i plan naprawczy.

Kiedy warto by odpuścić kilku skoczkom. Już Klingenthal czy Engelberg?

Klingenthal jest bardzo trudną skocznią. Ale ta decyzja nie należy do mnie tylko do trenerów. Ja mogę tylko podpowiadać.   

Co jest największym problemem?

Czucie. Jeśli zawodnik czuje coś innego, niż my widzimy, to nie jest dobrze. Zresztą kibice podchodzą do mnie i mówią: Adam, oni lecą jakoś wolno. Trochę za nartami.  I tak właśnie jest. Zawodnikom wydaje się, że skoki nie są złe, ale lecą wolno, lecą nisko. Może oprócz Dawida, który lata wysoko, ale też wolno. Trenerzy doskonale o tym wiedzą, rozmawiają z zawodnikami. Przekazują im komendy, ale nie przekłada się to na skocznie. To jest właśnie to czucie, najważniejsza rzecz w skokach. To jest duży problem, ale czasem ze skoku na skok może się zmienić.

W sprzęcie nie przegrywacie?

Myślę, że nie odstajemy. Mamy trenerów, którzy nad tym ciągle pracują. Przeszywają, doszywają. Latem sprawdziliśmy mnóstwo sprzętu. Mamy różne materiały, kolory i struktury. Sprawdzaliśmy to też w tunelach aerodynamicznych i nie chce mi się wierzyć, że to może być problem. Chociaż nigdy nie można tego wykluczyć. 

Chociaż pojawiały się głosy, że na tych wielkich mrozach w Kuusamo i w Niżnym Tagile materiały robiły się bardzo twarde. 

Pytanie, czy to tylko u nas, czy u innych też. Kiedyś materiały Meningera były bardzo twarde i nawet nie był potrzebny mróz. Miały za to znakomite właściwości nośne. Jeśli zawodnik jest w super dyspozycji, to kombinezon może mieć znaczenie, ale nie aż tak duże. 

Więcej o: