Piekło w rodzinie dyrektora norweskich skoków. "Było to haniebne i tchórzliwe"

Clas Brede Brathen porozumiał się z norweską federacją i pozostanie w niej na kolejne cztery lata. Norweskie media ujawniły, a później także przekazały jego dzieci za pośrednictwem mediów społecznościowych, że w życiu osobistym Norwega rozegrał się dramat, który odbił się na całej rodzinie. Wpływ na to miały też sprawy dotyczące pracy Brathena.

"Ostatnie dziesięć miesięcy było piekłem dla rodziny Brathena. Tuż przed Bożym Narodzeniem jego żona, Hege, dowiedziała się, że ma raka piersi. W tym samym czasie Clas Brede otrzymał zawiadomienie od swojego pracodawcy, związku narciarskiego, że nie zostanie z nim przedłużony kontrakt. Był postrzegany jako problem dla organizacji" - czytamy na łamach dziennika "Dagbladet".

Zobacz wideo

Igrzyska nie są najważniejsze - dziwne słowa niemieckich skoczków mają drugie dnoIgrzyska nie są najważniejsze - dziwne słowa niemieckich skoczków mają drugie dno

Dyrektor skoków narciarskich pracujący dla norweskiego związku Clas Brede Braathen został poinformowany, że po 20 latach pracy dla kadry jego umowa nie zostanie przedłużona. Decyzja władz związku wywołała mocny sprzeciw zawodników, zawodniczek i sztabów szkoleniowych, a zwłaszcza trenera Alexandra Stoeckla.

Mocne komentarze dzieci Brathena w mediach społecznościowych. "Było to haniebne i tchórzliwe"

We wrześniu na Facebooku ukazał się na profilu syna Clasa Brede, Sindre Andreasa Brathena, długi post, w którym użył kilku gorzkich słów. - Pracodawcy taty powinni zadać sobie pytanie, czy poradzili sobie z tym we właściwy i rozsądny sposób i czy tysiące ludzi, którzy się z nimi nie zgadzają, mogą mieć rację? Nie mam innych słów na to, jak pracodawca poradził sobie z sytuacją, było to haniebne i tchórzliwe. A u mnie wywołuje smutek i złość - napisał.

Później do dyskusji wtrąciła się również córka Brathena, Silje. - Byłam zdesperowana, zła i było mi przykro. Chciałam spróbować rzucić światło na to, jak dużym obciążeniem było to dla nas również w domu.

W środę odbyła się konferencja prasowa, podczas której Clas Brede przekazał, że będzie dalej piastował funkcję menedżera kadry Norwegii. Była na niej obecna również jego córka. - Praca na stanowisku kierownika kadry narodowej wskazuje, że mogę spędzać znacznie więcej czasu na skoczniach narciarskich ze skoczkami, sponsorami itp.  Bardzo się cieszę, że się dogadaliśmy. Teraz możemy patrzeć w przyszłość i skupić się na tym, co ważne. Chciałbym okazać wdzięczność wszystkim tym, którzy wspierali mnie w ostatnich miesiącach. Wiele to dla mnie znaczy - zakończył Brathen.

"Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl"

Clas Brede Braathen zgodnie z nową czteroletnią umową został menedżerem kadry narodowej, ale znaczna część zadań administracyjnych została przesunięta na inne osoby. Tym samym Braathen nie jest już bezpośrednim podwładnym Ingvild Bretten Berg, z którą był skłócony. Jego nowym przełożonym będzie nowy menedżer sportowy, który jeszcze nie został wybrany.

Kasai chce jechać na igrzyska. Musi jednak wypełnić jedno wyśrubowane kryteriumKasai chce jechać na igrzyska. Musi jednak wypełnić jedno wyśrubowane kryterium

- Z wielką radością podpisałem umowę, dzięki której mogę kontynuować to, czego pragnę najbardziej, czyli rozwijać norweskie skoki. Jestem poruszony wsparciem, które wolontariusze, sponsorzy i inny okazali naszym skokom narciarskich w ostatnich tygodniach - przekazał Braathen przez oficjalne profile Norweskiego Związku Narciarskiego w mediach społecznościowych.

Więcej o: