Dramatyczne chwile na skoczni w Wiśle. Takanashi zabrana do szpitala [WIDEO]

Fatalnie zakończył się konkurs Letniego Grand Prix w Wiśle. Skacząca jako przedostatnia w zawodach Sara Takanashi boleśnie upadła w strefie hamowania. Japonka, która ukończyła konkurs na 2. miejscu, została karetką przetransportowana do szpitala.

Sara Takanashi bardzo spisała się w niedzielnym konkursie Letniego Grand Prix w Wiśle. Japonka, która w sobotę zajęła 2. miejsce, przegrywając jedynie z rewelacyjną Słowenką Ursą Bogataj, w niedzielę zdołała powtórzyć ten wynik. Japonka w drugiej serii zdołała nawet ustanowić nowy rekord skoczni im. Adama Małysza, skacząc 133,5 metra, ale to drugi raz w ten weekend nie wystarczyło, by pokonać Bogataj.

Zobacz wideo Potworny upadek Tandego w Planicy. "To było bardzo mocne uderzenie"

Niestety, drugi skok Japonki zakończył się bolesnym upadkiem. Takanashi zdołała przekroczyć linię upadku, jednak ułamek sekundy później straciła równowagę i bardzo mocno uderzyła twarzą o ziemię. Japonka zdołała wstać ze skoczni o własnych siłach, ale była wyraźnie oszołomiona. Opuszczając zeskok wydawała się uśmiechać, jednak po chwili pojawiły się niepokojące informacje.

 

"Takanashi przyjęła bardzo mocne uderzenie na głowę"

Po chwili Takanashi została jednak przetransportowana karetką do szpitala. - Takanashi przyjęła bardzo mocne uderzenie na głowę. Z otoczenia obsługi zawodów słyszymy, że próbowała przejść choć kawałek prosto, ale miała spory kłopot i martwiono się sprawą jej zdrowia, więc zadziałano bardzo zapobiegawczo - przyznał Mortem Solem, pełniący w FIS funkcję asystenta kontrolera sprzętu podczas zawodów Letniego Grand Prix.

Zdecydowanie więcej szczegółów przekazał Stanisław Szymanik, lekarz PZN, kierujący bezpieczeństwem medycznym zawodów w Wiśle. - Pierwsze badanie nie stwierdziło żadnych objawów klinicznych. Zawodniczka skarżyła się jednak na ból głowy. Dlatego podjęliśmy decyzję o przetransportowaniu do szpitala. Przy takich wypadkach naturalne jest wykonanie tomografii komputerowej. Małym problemem było namówienie Japonki na badanie, ale udało się jej wszystko wytłumaczyć i pojechała do szpitala w Bielsku-Białej, który jest bardzo dobrze wyposażony - wyjaśnił w rozmowie ze Sport.pl.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.