Adam Małysz ujawnił brutalną prawdę na temat polskich skoków

Adam Małysz w wywiadzie dla portalu sportowefakty.pl przyznał, że między polskim juniorem a seniorem jest olbrzymia dysproporcja i wciąż nie widać światełka w tunelu na poprawę tej sytuacji. - Tutaj niestety wiele się nie zmieniło. Mamy niewielu zawodników, którzy mogą rywalizować. [...] Niektórzy odpadają, zostają najlepsi, którzy, albo mają wielki talent, albo pracą dochodzą do swoich sukcesów - przyznał dyrektor PZN. - Niestety jest to brutalne, ale w każdej dyscyplinie sportu jest tak, że aby zarabiać, musisz mieć wyniki - dodał w rozmowie z interia.pl.

Pandemia koronawirusa zmusiła zawodników do ćwiczeń w domach przez cały marzec i kwiecień poprzedniego roku, zaś później poprzestawiała szyki w planie wyjazdów zagranicznych. Doprowadziło to do tego, że polscy skoczkowie - połączone kadry A i B pierwszy raz trenowały razem w Szczyrku. - Na miejscu było 12 zawodników i 9 osób, które pomagały zawodnikom dojść do jak najwyższej formy. Wtedy odczuliśmy, że jest inaczej. Drugie zgrupowanie mieliśmy w Zakopanem i tam współpraca między kadrami zaczęła fajnie wyglądać. Już w Szczyrku zauważyłem, że nie ma kadry A i kadry B, tylko obie grupy zaczynają się jednoczyć. Owszem, mamy wciąż liderów: Dawida, Piotrka i Kamila, którzy są na bardzo wysokim poziomie, ale pozostali zawodnicy zaczynają się do nich zbliżać - mówił Małysz w czerwcu 2020 roku

Zobacz wideo "Jeśli Łukasz Kruczek mówi, że nie potrafi być stanowczy, to nie jest dobry sygnał". Adam Małysz o skokach kobiet

Daniel-Andre Tande po upadku w PlanicySzef norweskich skoków o stanie zdrowia Tandego: To mała sensacja

- Również w treningach na sali widać, ze młodsi zawodnicy zaczynają zbliżać się do systemu przygotowań kadry narodowej – tak rewolucyjny pomysł współpracy obu polskich kadr skomentował dyrektor-Koordynator ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w PZN. – Skoczkowie są podzieleni wewnętrznie na grupy, które rotują. Zarówno zawodnikom jak i trenerom ta współpraca się podoba. Uważamy, że podjęliśmy bardzo dobrą decyzję – podsumował wówczas Małysz.

Małysz szczerze o polskich skokach. "Niewiele można powiedzieć o poprawie tej sytuacji"

Teraz dyrektor PZN wrócił do tego wątku w wywiadzie z portalem interia.pl. - Na samym początku, gdy Stefan Horngacher do nas przychodził, w założeniu miała być współpraca między kadrami A i B. Później jednak to trochę mu się rozeszło i zaczęła się tworzyć trochę taka rywalizacja, nawet wręcz niezdrowa między jedną, a drugą kadrą. Tak jak teraz Michal Doleżal daje szansę każdemu, tak Stefan miał jakby swoich pewniaków i czasem bał się zaryzykować zabrania kogoś, kto mógł sprawić niespodziankę - przyznał Małysz.

Doleżal zaczął to zmieniać. - To był właśnie cały cel tej "operacji". Dzięki temu, z jednej strony, najlepsi czują oddech na plecach, a z drugiej zawodnicy teoretycznie troszkę słabsi dostali możliwość trenowania z najlepszymi, dzięki czemu ich poziom też zacznie się podnosić. Uważam, że ten cel już został osiągnięty, czego już mamy efekt, więc było warto - ujawnił dyrektor PZN.

Jak zauważa Małysz największym problemem obecnie jest płynne przejście skoczka z juniora do seniora. Wpływ na to ma wiele czynników m.in. pieniądze, a także zbyt mało zawodników, którzy mieliby odpowiedni poziom motywacji podczas zawodów, aby potem zasłużyć sobie na stypendia sportowe. 

Daniel-Andre Tande w trakcie upadku na skoczni w Planicy oraz zdjęcie ze szpitala. Źródło: AP / InstagramDaniel-Andre Tande pokazał zdjęcie ze szpitala. "Wypróbuję je na skoczni"

- Niektórzy myślą, że obowiązkiem PZN jest pomagać zawodnikom na tyle, by dawać im stypendia i tak dalej. No, nie do końca. Oczywiście nasz związek pomaga i czyni to dla wielu klubów, pomagając związkom regionalnym i zawodnikom, ale do pewnej granicy. De facto wszyscy wiedzą, że jeśli jesteś dobry i masz wyniki, to możesz zdobyć finanse w Pucharze Świata, możesz mieć sponsora i stypendium. Ale warunkiem jest zasłużenie sobie na te warunki. Niestety jest to brutalne, ale w każdej dyscyplinie sportu jest tak, że aby zarabiać, musisz mieć wyniki - podkreśla Małysz w rozmowie z interia.pl.

- W pewnym momencie ten boom trochę się skończył i ci sportowcy pozostali bez tych pieniędzy, nie mając wyników i perspektywy. Wówczas wielu z nich zakończyło kariery. I tutaj wracam do Andrzeja Stękały, który w tym wytrwał, po prostu idąc do pracy. Nie bał się tego, podjął ryzyko i dogadał się z właścicielami karczmy, dzięki czemu mógł trenować. Jak widać, to się opłacało - kończy Małysz.

Różnica między poziomem skakania polskich juniorów, a seniorów jest wciąż bardzo duża. Małysz diagnozuje problem. - Tutaj niestety wiele się nie zmieniło. Oczywiście jest jeszcze trochę czasu, bo w każdym momencie ktoś z juniorów może wyskoczyć z formą. Przede wszystkim jednak mamy niewielu zawodników, którzy mogą rywalizować. Powinno być ich więcej, żeby zaszła naturalna selekcja. Niektórzy odpadają, zostają najlepsi, którzy, albo mają wielki talent, albo pracą dochodzą do swoich sukcesów. W tym sezonie niewiele można powiedzieć o poprawie tej sytuacji, bo niestety juniorzy przez pandemię mieli niewiele startów - wskazuje dyrektor PZN na łamach portalu sportowefakty.pl.