Michal Doleżal: To nie była sprawiedliwa rywalizacja. Było naprawdę niebezpiecznie

Nie udało się rozegrać nawet jednej serii sobotniego konkursu drużynowego Pucharu Świata w Planicy. Plany organizatorom pokrzyżowały silne porywy wiatru. Jury do końca starało się dokończyć rywalizację, pomimo że z dalszego startu zrezygnowali Niemcy. Sobotnie zamieszanie skomentował trener polskiej kadry Michal Doleżal.

Wiatr bardzo mocno komplikuje tegoroczny finał Pucharu Świata w Planicy. W sobotę nie udało się rozegrać nawet jednej serii zaplanowanego konkursu drużynowego. Porywy stały się w pewnym momencie bardzo mocne i zawody musiały zostać przerwane. Organizatorzy długo zwlekali z odwołaniem konkursu, przez co doszło do kuriozalnej sytuacji. Na ostateczną reakcję jury nie zamierzali czekać Niemcy i opuścili skocznię. Bez względu na to rywalizacja wróciła, ale skoki udało się oddać tylko dwóm skoczkom i zawody zostały ostatecznie odwołane. 

Zobacz wideo Potworny upadek Tandego w Planicy. "To było bardzo mocne uderzenie"

Daniel Andre TandeTrener Norwegów wskazał przyczyny dramatycznego wypadku Tandego

Ogromne zamieszanie w Planicy. Michal Doleżal komentuje

Sytuacja z konkursem była zdecydowanie niecodzienna. W ślad za Niemcami i Norwegami nie poszła jednak reprezentacja Polski. Decyzję tę tłumaczył po zawodach trener Michal Doleżal, który skomentował to co się działo na skoczni. - Stefan Horngacher rozmawiał z jury. Powiedzieliśmy sobie, że chyba to my będziemy musieli odwołać konkurs. Było naprawdę niebezpiecznie. Razem z Alexandrem Stoecklem przekazaliśmy jury, że też wycofujemy się z tych zawodów, po czym zarządzono piętnastominutową przerwę, więc czekaliśmy. Po półgodzinnej przerwie spróbowano przedskoczków i puszczono dwóch zawodników, ale to było bez sensu. To nie była sprawiedliwa rywalizacja - podkreśla Michal Doležal.

Jedną z głównych przyczyn tak nerwowych ruchów u trenerów był na pewno koszmarny wypadek Daniela Andre Tande, do którego doszło w czwartek. Doleżal wytłumaczył co by było gdyby któryś ze skoczków opuścił belkę pomimo zapalonego zielonego światła. - Ściągnięcie skoczka przez trenera z belki podczas zawodów, kiedy zostało zapalone zielone światło, oznacza dyskwalifikację. Inaczej jest podczas serii treningowych. Raz zrobiłem tak w przypadku Piotra Żyły w Niżnym Tagile, kiedy pojawił się przeciąg. Zauważyłem to i zdecydowałem, że nie pojedzie, natomiast w treningu jest to bez konsekwencji - tłumaczy trener.

Tak wygląda klasyfikacja Pucharu Narodów w skokach po drużynówce w PlanicyTak wygląda klasyfikacja Pucharu Narodów w skokach po drużynówce w Planicy

Niedokończony, sobotni konkurs był też wyjątkowy dla nas z innego względu. Pierwszy raz od pięciu lat w polskim składzie zabrakło Kamila Stocha. - Nikt nie jest z tego zadowolony. Każdy z nas chce wysokiej formy wszystkich zawodników, nie tylko Kamila. Za nami krótka rozmowa, podczas której przekazałem, że w sobotę ma wolne i szykujemy się na niedzielę. Walczymy do końca. Z takim nastawieniem Kamil wyjdzie na skocznię. Zawodnicy we wszystkich konkursach chcą być najlepsi - tłumaczył swoją decyzję Doleżal.